2016-12-20

Dywagacje nad białą kartką


Prowadzenie bloga autorskiego staje się pewnym wyzwaniem, kiedy człowiek nie chce się rozpisywać o własnej twórczości ani procesie jej powstawania, nie jest urodzonym felietonistą sypiącym błyskotliwymi żartami ani ekspertem w żadnej dziedzinie, a swoimi poglądami na różne aktualne kwestie niekoniecznie chce się dzielić, bo nie lubi budzić kontrowersji, kiedy może tego uniknąć...

Przez cztery i pół roku prowadziłam (z nieregularną częstotliwością) blog Między kotem a komputerem, gdzie z początku planowałam zamieszczać różne inspirujące ciekawostki związane z tym, co piszę, a więc między innymi o magii, alchemii i mitologiach. Przypadkowo okazało się, że jeden krótki wpis o zaklęciach miłosnych przyciąga dzikie tłumy i generuje na blogu większy ruch niż cokolwiek innego. Ja te zaklęcia wyszukałam na jakichś anglojęzycznych stronach z rytuałami Wicca, przetłumaczyłam i zamieściłam jako ciekawostkę, a przypadkowi użyszkodnicy internetu potraktowali je całkowicie serio. Nadal zdarza mi się znajdować w poczcie przychodzącej maile w rodzaju "Dzień dobry, potrzebuję czaru miłosnego, żeby pewien chłopak się mną zainteresował, czy może mi Pani pomóc?", jak również epistoły od ludzi nawołujących, żebym nie gubiła niewinnych dusz, wabiąc je w szpony Szatana... Ze statystyk wpisów wynika jasno, że gdyby przyszło mi do głowy założyć bloga o magii miłosnej, mogłabym liczyć na olbrzymią oglądalność, a gdybym była naprawdę cyniczną osobą, bez problemu dałoby się z tego czerpać zyski. W XXI wieku, w dobie powszechnego wykształcenia, rozwoju nauk ścisłych i tak dalej, jest to - wierzcie mi - ponura konstatacja.

Tak czy inaczej uczę się na błędach i nie będę już więcej próbowała blogować o magii ani tematach pokrewnych. W zamian, oprócz doniesień na temat szykujących się publikacji czy wystąpień konwentowych, na nowym blogu znajdzie się trochę anegdot "z życia autora" i "z życia tłumacza", a także przemyśleń na szeroko pojęty temat natury ludzkiej. Różne myśli krążą mi po głowie, kiedy czytam refleksje, którymi w sieci dzielą się inni, a czasem nabieram ochoty, żeby wdać się nieśmiało w jakąś polemikę.

Część wpisów ze wspomnianego wyżej starego bloga będę sukcesywnie przenosić na nowy, bo zależy mi, żeby na przykład relacje z konwentów oraz informacje o książkach i postaciach ze świata Zmroczy znalazły się w jednym miejscu. Niektóre starsze wpisy już umieściłam tutaj, datując je wstecznie.

Równolegle z nowym blogiem po polsku zaczęłam też prowadzić jego wersję anglojęzyczną, z tym że wpisy na jednym i drugim z różnych względów nie będą się pokrywały. 

Zapraszam do czytania i komentowania! A kot Sammet pozdrawia z biurka.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz