Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

2019-09-19

Wieści wrześniowe: warsztaty literackie i inne sprawy




Niby trwa jeszcze kalendarzowe lato, ale aura zrobiła się zdecydowanie jesienna. Wczoraj w Lublinie szaleńczo wiało, po przejściu piechotą kilku przecznic miałam tak potargane włosy, jakbym leciała na miotle... Lubię jesień, ale nie lubię zimy i na razie staram się nie myśleć o tym, że już do niej bliżej niż dalej.

Tymczasem październik niedługo zapuka do drzwi, a wraz z początkiem roku akademickiego startuje również kolejna edycja moich warsztatów literackich w siedzibie Lubelskiego Stowarzyszenia Fantastyki „Cytadela Syriusza” przy ul. Lwowskiej 12 w Lublinie. W semestrze zimowym odbędzie się 6 spotkań, zawsze w czwartki w godzinach 18:00 – 20:00.

Daty spotkań:

3 października
17 października
14 listopada
21 listopada
5 grudnia
19 grudnia

Wstęp wolny, nie trzeba się wcześniej nigdzie zgłaszać ani rejestrować! Warsztaty są przeznaczone dla uczestników od 16 lat wzwyż, omawiamy wyłącznie prozę (nie czuję się kompetentna w dziedzinie poezji), ale nie ograniczamy się do fantastyki, mainstream mile widziany. Nowi uczestnicy są proszeni o przyniesienie próbki tekstu (wystarczą 2–3 znormalizowane strony, ok. 3–5 tys. znaków ze spacjami) w postaci wydruku lub przysłanie tekstu przed warsztatami na adres halas.agn[et]gmail.com. Jeśli znacie kogoś, kto jest z Lublina i może być zainteresowany, proszę, podajcie te informacje dalej!

Druga ważna wiadomość – w dniach 25-26 października pojawię się na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. W sobotę będę tam miała spotkanie autorskie (od dawna marzyłam o spotkaniu autorskim w Krakowie), wezmę też najprawdopodobniej udział w dwóch panelach. Szczegóły podam w październiku.

Na Coperniconie oficjalnie padła już informacja, że Harda Horda szykuje na przyszły rok drugą antologię. Niedawno powstały pierwsze opowiadania, kolejne są w trakcie pisania, ja intensywnie myślę nad swoim i robię research. Uwielbiam operę Wagnera Tannhäuser, ale nie cierpię jej libretta i chyba dojrzałam do tego, żeby napisać krótki, postmodernistyczny retelling, nawet jeśli nikt poza mną go nie doceni. Na razie doczytuję, robię notatki i układam sobie w myślach sceny. Dziś dowiedziałam się, że najwierniejszymi służkami św. Elżbiety z Turyngii były niejaka Guta i niejaka Isentruda von Hörselgau, które zeznawały później w jej procesie kanonizacyjnym - i właśnie kombinuję, jaką rolę odegrają w tekście.

Z całkiem innej bajki, z przemyśleń rozmaitych - poniewczasie żałuję, że zdecydowałam się zdjąć z sieci stary blog „Między kotem a komputerem” zamiast „tylko” przeprowadzić tam generalne sprzątanie: zmianę layoutu, zmianę czcionki i usunięcie niepotrzebnych wpisów, względnie takich, z którymi chciałam już być kojarzona (wpisy o magii). Lubię czasem odciąć się od czegoś, co wymaga dużo wysiłku, i po prostu zacząć od nowa, ale zaczynanie od nowa zawsze pociąga za sobą jakieś straty. W tym przypadku straciłam po pierwsze pozycję w wyszukiwarkach, a po drugie i ważniejsze – mnóstwo komentarzy pod notkami. Po ponad 2 latach od założenia nowego bloga znalazłam wreszcie trochę czasu, żeby przenieść ze starego te wpisy, które miały dla mnie największe znaczenie – na razie zdołałam przerzucić większość relacji z konwentów i wyjazdów górskich, na skopiowanie czekają jeszcze historie o tym, jak znalazłam Sammeta, jak Sammet wlazł na modrzew i jak latem 2016 roku leczyliśmy jego złamaną łapę – ale komentarzy niestety przenieść nie mogę, przepadło. Szkoda.

Na koniec jeszcze pozytywna informacja dla łowców okazji: w Empiku od 18 września do 1 października trwa festiwal fantastyki, kupując dwie książki z kategorii „Fantastyka” dostaniecie na drugą pozycję 50% zniżki! To dobra okazja, żeby się zaopatrzyć w brakujące tomy Teatru węży albo sprawić komuś prezent.





2017-08-04

Wieści wakacyjne


Po dłuższej przerwie powracam, żeby zameldować wszem wobec, że 1) żyję (aczkolwiek upał mnie męczy), 2) mam wieści, a nawet WIEŚCI. Wznowienie pierwszego tomu "Teatru węży" w Rebisie nabiera kształtów, do wiadomości publicznej podane zostały okładka oraz oficjalna data premiery - 12 września. (Krzyczący w Ciemności może nie jest do końca zachwycony swoim portretem na okładce, ale przyznaje, że ogólny klimat i kolorystyka obrazka są takie jak trzeba.)

Odpowiadając na pytania, które widziałam na Fb i na forach: wznowienie NIE RÓŻNI SIĘ pod względem fabularnym od pierwszego wydania. To nadal te same "Dwie karty", które w 2011 r. wydał Ifryt, miejscami odrobinę wygładzone pod względem stylistycznym. (W jednym miejscu dopisane zostały bodaj ze trzy zdania, żeby wyjaśnić kwestię, na którą mi kiedyś zwrócił uwagę dociekliwy czytelnik - jeżeli ktoś będzie na tyle spostrzegawczy, aby wypatrzyć tę zmianę, niech do mnie napisze, a dostanie w prezencie niespodziankę).

Dla zainteresowanych, którzy chcieliby poczytać więcej o "Dwóch kartach", zapoznać się z recenzjami i zerknąć na fragmenty - zajrzyjcie do Esensjopedii. Mogę też zdradzić, że w związku ze zbliżającym się wznowieniem "Dwóch kart" Rebis szykuje ebook promocyjny zawierający nowiutkie, niepublikowane opowiadanie ze świata Zmroczy pt. "Królestwo i jego cienie". Świeże, napisane w grudniu 2016, nie żaden zabytek wygrzebany z szuflady. 

Kolejna ważna informacja, bo parę osób pytało - oczywiście będę w tym roku gościem na Polconie, skoro Polcon po raz pierwszy od dziesięciu lat zawita do Lublina. Konwent odbywa się w dniach 24-27 sierpnia na terenie miasteczka akademickiego UMCS. Dla mnie to będzie pamiętny Polcon, bo po raz pierwszy w życiu mam nominację do Nagrody Zajdla - za opowiadanie "Panicz z Ertel-Sega" z antologii "Na nocnej zmianie" wydanej przez Fabrykę Słów. Gdybyście mieli ochotę przeczytać to opowiadanie, to w sieci dostępny jest ebook ze wszystkimi nominowanymi tekstami - w formatach .pdf, .epub lub .mobi, do wyboru. Jeżeli ktoś nie zna Krzyczącego w Ciemności, to niniejszym ma idealną okazję, żeby się zapoznać.

Pochwalę się wreszcie, bo jestem dumna - w sierpniowej "Nowej Fantastyce" ukazał się mój przekład opowiadania T. Coraghessana Boyle'a pt. "Retrospektor" ("The Relive Box"). Co prawda chochlik drukarski interesuje się najwyraźniej ideologią gender, bo zaszalał tak, jak pokazuje zdjęcie poniżej... (I ja, i redaktor prozy zagranicznej sprawdziliśmy pliki u siebie - żadne z nas nie przyznaje się do odpowiedzialności za tę literówkę!) W tym samym numerze NF znalazło się opowiadanie Marcina Rusnaka pt. "Trzy zapałki". 




Kiedyś muszę w końcu napisać relację z Wrocławskich Dni Fantastyki, które odbyły się w drugim tygodniu lipca - veni, vidi, było upalnie, ale uroczo. Po raz pierwszy w życiu prowadziłam spotkanie z autorem zagranicznym (Brian McClellan), pierwszy raz brałam udział w panelu dyskusyjnym tłumaczy, poszalałam trochę na panelach anglojęzycznych (możliwość zasiadania na panelu między Angusem Watsonem a Grahamem Mastertonem - bezcenna!) i świetnie się bawiłam. Niestety sprężam się teraz, żeby skończyć w sierpniu jedno dość obszerne tłumaczenie, więc - bez długich wyjaśnień czy usprawiedliwień - jeszcze przez miesiąc blogi będą leżały odłogiem, może nie zupełnie, ale w dużym stopniu. 




2017-01-11

Projekt: blog



W ciągu tych dziesięciu dni, jakie upłynęły od początku roku 2017, dokonałam Odkrycia.

W ramach postanowień noworocznych zawzięłam się, że będę w tym roku pisać codziennie. (Blogowanie też się liczy. Nie liczą się: korespondencja mailowa, smsy oraz wpisy na Facebooku.) Jak na razie, dziw nad dziwy, udaje mi się dotrzymywać postanowienia! A przy okazji odkryłam, że zaskakująco łatwo i lekko tworzy mi się wpisy blogowe metodą staroświecką – długopisem na papierze. Ma to ten dodatkowy plus, że spędzam przed ekranem odrobinę mniej czasu (przeklepanie brudnopisu trwa szybciej niż siedzenie i zastanawianie się nad każdym zdaniem).

I wiecie co? Złapałam bakcyla. Wypowiadanie się na piśmie stało się wyraźnie łatwiejsze, a długo było trudne jak diabli. Wiem, że dziwnie brzmi takie stwierdzenie w ustach publikującego autora, ale latami pisało mi się strasznie ciężko, opornie. Tkwiłam przed białą kartką lub pustym plikiem, a słowa nie chciały składać się w zdania. Dopiero teraz, przymuszona przez własną ambicję do realizowania planu „300 słów lub więcej dziennie”, zaczynam to powoli przełamywać.

Zamierzam teraz rozpocząć Eksperyment. Przez jakiś czas będę blogować codziennie. Dzielić się różnymi przemyśleniami o literaturze i nie tylko, niekoniecznie tak obszernie jak wczoraj - z nadzieją, że będzie mi się dzięki temu łatwiej pisać. Poprzenosiłam tutaj ze starego bloga kilka recenzji książkowych, żeby wpisy o książkach znajdowały się w jednym miejscu.

Do odwołania postaram się zamieszczać tygodniowo cztery wpisy po polsku i trzy po angielsku. Łatwiej mi pisać notki od zera niż tłumaczyć, więc nie będę zamieszczać tego samego materiału w dwóch wersjach językowych – na każdym z blogów będzie się ukazywać co innego. W tym tygodniu, jak dobrze pójdzie, powinnam na blogu polskim omówić lektury styczniowe. Od Nowego Roku odhaczyłam dwie przeczytane pozycje:

Hideyuki Niki - Mistrz Pú Pú (ocena subiektywna 6/10)
Aida Amer – Rantis (9/10).

Zaznaczam, że aktywności literackiej nie zaniedbuję, wprost przeciwnie! Przed świętami skończyłam jedno dłuższe opowiadanie ze świata Krzyczącego w Ciemności, a parę dni temu drugie. (W tym pierwszym jest mało żmija, w drugim dużo.) Czekam teraz na opinie zwrotne od beta-czytelników i zastanawiam się już, jak przerobić końcówkę drugiego tekstu, bo póki co vox populi mówi, że powinnam ją wydłużyć. Cóż, wolę poprawiać gotowy tekst niż pisać od zera!

A tak wyglądają moje brudnopisy. Myślę, że mogłabym startować w jakimś konkursie na najbrzydsze notatki. Nie potrafię pisać w zeszytach, bo okropnie kreślę i marnuję przestrzeń, więc bazgrzę na luźnych kartkach (zużywam wszystkie kartki zadrukowane z jednej strony, jakie "wyprodukują" domownicy, a produkują dużo). Kiedy brakuje mi weny, dosyć często rysuję twarze na marginesach.





2016-12-20

Dywagacje nad białą kartką


Prowadzenie bloga autorskiego staje się pewnym wyzwaniem, kiedy człowiek nie chce się rozpisywać o własnej twórczości ani procesie jej powstawania, nie jest urodzonym felietonistą sypiącym błyskotliwymi żartami ani ekspertem w żadnej dziedzinie, a swoimi poglądami na różne aktualne kwestie niekoniecznie chce się dzielić, bo nie lubi budzić kontrowersji, kiedy może tego uniknąć...

Przez cztery i pół roku prowadziłam (z nieregularną częstotliwością) blog Między kotem a komputerem, gdzie z początku planowałam zamieszczać różne inspirujące ciekawostki związane z tym, co piszę, a więc między innymi o magii, alchemii i mitologiach. Przypadkowo okazało się, że jeden krótki wpis o zaklęciach miłosnych przyciąga dzikie tłumy i generuje na blogu większy ruch niż cokolwiek innego. Ja te zaklęcia wyszukałam na jakichś anglojęzycznych stronach z rytuałami Wicca, przetłumaczyłam i zamieściłam jako ciekawostkę, a przypadkowi użyszkodnicy internetu potraktowali je całkowicie serio. Nadal zdarza mi się znajdować w poczcie przychodzącej maile w rodzaju "Dzień dobry, potrzebuję czaru miłosnego, żeby pewien chłopak się mną zainteresował, czy może mi Pani pomóc?", jak również epistoły od ludzi nawołujących, żebym nie gubiła niewinnych dusz, wabiąc je w szpony Szatana... Ze statystyk wpisów wynika jasno, że gdyby przyszło mi do głowy założyć bloga o magii miłosnej, mogłabym liczyć na olbrzymią oglądalność, a gdybym była naprawdę cyniczną osobą, bez problemu dałoby się z tego czerpać zyski. W XXI wieku, w dobie powszechnego wykształcenia, rozwoju nauk ścisłych i tak dalej, jest to - wierzcie mi - ponura konstatacja.

Tak czy inaczej uczę się na błędach i nie będę już więcej próbowała blogować o magii ani tematach pokrewnych. W zamian, oprócz doniesień na temat szykujących się publikacji czy wystąpień konwentowych, na nowym blogu znajdzie się trochę anegdot "z życia autora" i "z życia tłumacza", a także przemyśleń na szeroko pojęty temat natury ludzkiej. Różne myśli krążą mi po głowie, kiedy czytam refleksje, którymi w sieci dzielą się inni, a czasem nabieram ochoty, żeby wdać się nieśmiało w jakąś polemikę.

Część wpisów ze wspomnianego wyżej starego bloga będę sukcesywnie przenosić na nowy, bo zależy mi, żeby na przykład relacje z konwentów oraz informacje o książkach i postaciach ze świata Zmroczy znalazły się w jednym miejscu. Niektóre starsze wpisy już umieściłam tutaj, datując je wstecznie.

Równolegle z nowym blogiem po polsku zaczęłam też prowadzić jego wersję anglojęzyczną, z tym że wpisy na jednym i drugim z różnych względów nie będą się pokrywały. 

Zapraszam do czytania i komentowania! A kot Sammet pozdrawia z biurka.