Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania roczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania roczne. Pokaż wszystkie posty

2023-01-07

Spóźniony wpis poświąteczno-noworoczny z podsumowaniem roku 2022

 


Choinka w salonie moich rodziców (ja ubierałam).



Jakoś tak wyszło, że w końcówce grudnia 2022 r. po raz pierwszy od początku istnienia tego bloga nie wygospodarowałam czasu na wpis z życzeniami bożonarodzeniowymi ani noworocznymi... To tylko pokazuje, jak nisko spadł blog w hierarchii priorytetów. Przepraszam tych, którzy tu wiernie zaglądają - jedyne, co mogę jeszcze zrobić, to podzielić się zdjęciem choinki, pokajać się i napisać podsumowanie roku 2022. A że z tygodniowym opóźnieniem? Cóż, lepiej późno niż wcale...

Przez niesprzyjający splot okoliczności rodzinnych był to dla mnie od strony zawodowej nieco trudniejszy i mniej owocny rok niż mógłby być. Z plusów: po blisko dwuletniej przerwie pandemicznej (rok 2020 zupełnie bez wyjazdów, w 2021 tylko Bachanalia Fantastyczne) w 2022 zaszalałam z wyjazdami na konwenty i imprezy branżowe. Warszawskie Targi Fantastyki, Eurocon/Luxcon w Luksemburgu (jestem z siebie niesamowicie dumna, że odważyłam się tam pojechać), Warszawskie Targi Książki, Fantasmagoria w Gnieźnie, Kapitularz w Łodzi, Bachanalia Fantastyczne w Zielonej Górze, Krakowskie Targi Książki, Imladris w Krakowie, czterdzieste urodziny "Nowej Fantastyki" w falenickiej Kulturotece i na deser StarFest w Lublinie (iumpreza niewyjazdowa, ale wliczam do statystyki, bo to nadal trzy dni wycięte z życia)... Jeśli dobrze liczę, spędziłam łącznie 25 dni, występując w różnych miejscach jako autorka/tłumaczka/redaktorka "Nowej Fantastyki": głosząc prelekcje, uprawiając networking i dobrze się bawiąc. Kocham "służbowe" wyjazdy konwentowe nawet wtedy, kiedy nerwica wegetatywna próbuje mnie dobić, co czyni regularnie.

Na poletku pisarsko-wydawniczym niestety impas z różnych względów. Zbiór opowiadań "Świerszcze w soli", dokańczany wczesną wiosną (podczas prac redakcyjnych zasugerowano mi dopisanie paru rzeczy, w efekcie dopisałam dodatkowe opowiadanie) miał się ukazać w 2022, ale wciąż jeszcze czeka w lodówce wydawniczej. To moja wina, bo pewnie ukazałby się szybciej, gdybym już miała ukończoną kolejną książkę. Obawiam się, że mój stosunek do kariery pisarskiej i planów na przyszłość w tej dziedzinie można od kilku lat podsumować "to skomplikowane"... Ale bardzo się cieszę, że nakładem wydawnictwa SQN ukazała się przepięknie wydana antologia "Inne nieba" z moim opowiadaniem "Potwór i nić", a w antologii "The Best of World SF. Volume 2" pod redakcją Laviego Tidhara - opowiadanie "Sleeping Beauties" ("Opowieść o śpiących królewnach" z antologii "Science fiction po polsku", przetłumaczona przeze mnie na angielski; nie specjalizuję się w SF, rzadko ją pisuję, natomiast owszem, umiem porządnie wykonać tłumaczenie literackie na lengłydż i dlatego udało mi się wbić do tego zbioru). Nie mam pojęcia, co przyniesie mi od strony literackiej rok 2023, oprócz tego, że na razie ewidentnie zdryfowałam bardziej w przekłady i działalność redaktorską. Może tak już zostanie, a może nie. Zobaczymy.





Jeśli chodzi o działalność w "Nowej Fantastyce" - z radością odnotowuję, że udało nam się w tym roku pozyskać dla polskich czytelników opowiadania autorów z Ukrainy (numer majowy był poświęcony fantastyce ukraińskiej i będziemy ją teraz zamieszczać regularnie), Niemiec i Bułgarii. W planach na 2023 są m.in. opowiadania włoskie. Pisałam też troszkę publicystyki (relacja z Euroconu i parę recenzji).

Z sukcesów na polu tłumaczeń: po raz pierwszy zdarzyło mi się przekładać długą książkę z niemieckiego (fabularyzowana biografia księżnej Di pióra Julie Heiland). Poza tym jak zwykle przetłumaczyłam ręką własną kilka opowiadań do "NF", w tym "Rodzisz się eksplodując" Richa Larsona ("NF" 03/22), "Rakietą do piekła" Jeffreya Forda ("NF" 05/22) i cudowne "Bowiem potrafi się skradać" Siobhan Carroll, tekst o walce kotów z Szatanem ("NF" 11/22).

Blog niestety został relegowany do zupełnie drugorzędnej roli i nie wiem, czy w 2023 go nie zawieszę. Tnę obciążenia, bo nie mam wyjścia. Mogłabym napisać fajną relację z każdej imprezy, na jakiej byłam, ale zwyczajnie brakowało mi sił i raczej się to nie zmieni. W ramach cięcia obciążeń zawiesiłam też bezterminowo swoją działalność w dziale literackim "Esensji" - na stanowisko kierownika działu powrócił Wojtek Gołąbowski.

Ze spraw drobnych: w lutym zaliczyliśmy z miaużem bliskie spotkanie trzeciego stopnia z koronawirusem, akurat wtedy, kiedy miał miejsce największy szczyt zachorowań spowodowanych wariantem omikron. Poszło bezstresowo - jak to podsumowała znajoma: po pozytywnym teście antygenowym zamknęliśmy się w mieszkaniu i udawaliśmy, że to nie nasz covid. Grzecznie odbyliśmy zalecaną izolację, a kiedy zabrakło nam pieczywa, przełamałam się i po raz pierwszy w życiu upiekłam własnoręcznie chleb (na drożdżach, przepis jest banalny, tyle że niezbyt lubię eksperymentować w kuchni).

Z innych anegdot: nie jestem największą fanką podróży lotniczych, a lecąc do Luksemburga zaliczyłam lądowanie w śnieżycy (w kwietniu, bo czemu nie), ale w kategoriach wychodzenia z comfort zone wygłoszenie króciutkiego przemówienia na Gali Nagrody im. Janusza A. Zajdla (jako gość honorowy Imladrisu) okazało się duuuużo bardziej stresujące niż jakikolwiek moment samotnego wyjazdu na Eurocon. Nie jestem stworzona do wystąpień publicznych...

Z plusów czysto prywatnych: po siedmioletniej (!!!) przerwie, w lipcu pojechaliśmy z miaużem ponownie w moje najukochańsze Tatry Słowackie i posmakowaliśmy adrenaliny na naszą skromną miarę (z ambitniejszych tras - Czerwona Ławka, Sławkowski Szczyt oraz Polski Grzebień w śniegu, bo akurat napadało, plus incydentalne przygody typu przechodzenie boso przez wezbrany potok... 3 razy na jednej wycieczce). Jak generalnie nie boję się w górach, tak pierwszy raz autentycznie bałam się właśnie na Czerwonej Ławce. Wycieczka życia!

A jeśli chodzi o sprawy ogólne, no cóż - ten rok był dla mnie gigantycznym i lodowatym otrzeźwieniem, jeśli chodzi o świadomość sytuacji międzynarodowej (zaliczałam się do tych osób, które totalnie nie spodziewały się, że pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę naprawdę dojdzie do skutku) i mam poczucie, że wiele mnie nauczył, nawet jeśli mam ten ogromny (!!!) luksus, że obserwuję bieżące wydarzenia za pośrednictwem social mediów i raportów na YouTube, na chłodno, zza bezpiecznej granicy polskiego państwa. Cholernie chciałabym wierzyć, że "wse bude dobre" i rok 2023 będzie rokiem decydującego ukraińskiego zwycięstwa - na razie z niepokojem śledzę doniesienia z frontu, tak samo jak śledziłam je przez 10 ostatnich miesięcy. Z perspektywy Ukrainy rok 2022 - tak mroczny i tragiczny - mimo wszystko okazał się nieporównanie lepszym rokiem niż mógłby być (obronili niepodległość państwa), więc oby to było dobrą wróżbą na 2023. A my pomagajmy, na ile możemy.

Trzymajcie się w tym 2023, kochani. Wszyscy liczymy, że będzie lepszy od poprzedniego.



2022-01-06

Podsumowanie roku 2021

 

Zbierałam się od kilku dni i nie mogłam zebrać, żeby spisać tradycyjne podsumowanie minionego roku. Nie pomogły okoliczności: w weekend noworoczny, kiedy akurat dysponowałam czasem, zaszwankowała mi klawiatura w laptopie i nie mieliśmy pod ręką zewnętrznej, żeby ją podpiąć. W poniedziałek miauż kupił klawiaturę zewnętrzną, ale z kolei ja się zajęłam innymi sprawami... a potem nie wiadomo kiedy zrobiła się środa (teraz już praktycznie czwartek). Story of my life!

Teraz chwila refleksji. Od kilku lat moje podsumowania roczne wyglądały całkiem pozytywnie i optymistycznie (zawsze też jestem zaskoczona - choć przecież to logiczne - że ogólny bilans osiągnięć wypada za każdym razem dość podobnie: jeśli w danym roku więcej tłumaczyłam albo poświęciłam dużo energii na inne sprawy - jak wyjazdy czy wykańczanie mieszkania - to mniej pisałam, i vice versa). Rok 2021 był inny. Czarnym cieniem kładą się na niego dwie śmierci: w Niedzielę Wielkanocną zmarł na covid w Gdańsku mój 38-letni kuzyn, zaś 16. września odeszła moja Babcia (nie dożyła swoich dziewięćdziesiątych urodzin, które przypadałyby 1. listopada). Śmierć Babci nie miała nic wspólnego z covidem, nastąpiła wskutek długiej, przewlekłej choroby, ale pandemiczne utrudnienia w dostępie do opieki zdrowotnej niestety najprawdopodobniej też zrobiły swoje. Wiem, że wielu znajomych również straciło w tym roku bliskich bądź przyjaciół.

Cóż, życie - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało - toczy się dalej. Niepokoją nas rosnąca inflacja, wzrost kosztów energii, prognozowana inwazja wariantu omikron oraz Polski (nie)Ład. Układamy plany na rok 2022, próbując nie popadać w pesymizm (względnie tkwimy w nim tak głęboko, że o żadnych planach nie ma mowy, ale to na szczęście nie mój przypadek) i mieć nadzieję, że nadchodzące miesiące będą mimo wszystko lepsze od minionych. A co przyniesie przyszłość? Diabli wiedzą.

Tymczasem pora wreszcie podsumować wszystko, co zdołałam zwojować w 2021. Nie na wszystkich polach udało mi się zdziałać tyle, ile planowałam, ale nie jest źle. Przynajmniej w rok 2022 wchodzę pełna energii, animuszu i determinacji.

- Jeśli chodzi o twórczość literacką, tak się dziwnie złożyło, że rok 2021 był dla mnie rokiem BEZ ŻADNEJ PUBLIKACJI, nawet jednego opowiadania... Sama jestem zaskoczona, że tak wyszło - tym bardziej, że pisarsko nie był to absolutnie martwy rok, wprost przeciwnie: napisałam osiem opowiadań, w tym sześć do zbioru "Świerszcze w soli", znanego nieoficjalnie jako "Po stronie mroku 2", który ma się ukazać w 2022 r. Opowiadanie "Dzieci rosną w bluszczu" pojawi się już wkrótce na łamach pewnej antologii, na której premierę czekam jak na szpilkach, żeby móc ją zareklamować! Szykuje się też pomalutku jedna mała niespodzianka in English (umowa z wydawnictwem Head of Zeus jest już podpisana, ale nie chcę zdradzać tajemnicy, dopóki nie pojawi się oficjalna zapowiedź). Opowiadanie "Jak morowica przybyła do Smereczki" na razie zaległo w szufladzie i czeka na projekt, do którego będzie pasowało lepiej niż do "Świerszczy...".

- Przetłumaczyłam w tym roku sześć opowiadań do "Nowej Fantastyki" (szczególnie dumna jestem z "Nahiku Zachód" Lindy Nagaty i "Heretyckich czcicieli Zatopionego Boga" Laviego Tidhara), krótką powieść "W Kalabrii" Petera S. Beagle'a, która ukaże się niedługo w serii Uczta Wyobraźni wydawnictwa MAG, oraz 6 arkuszy długaśnej powieści, nad którą muszę w końcu przysiąść, żeby ją SKOŃCZYĆ I MIEĆ Z GŁOWY (na razie zmęczyłam mniej więcej jedną czwartą...).

- Od maja mam oficjalnie swoje zdalne redaktorskie biureczko w dziale prozy zagranicznej "Nowej Fantastyki" i bardzo się z tego cieszę: trafiłam w inspirujące miejsce, robię fajne rzeczy i cenię sobie możliwość współpracy z takim współredaktorem działu jak Marceli Szpak oraz świetnymi tłumaczami zewnętrznymi.

- Udało mi się pojechać na Bachanalia Fantastyczne do Zielonej Góry i wrócić szczęśliwie bez covidu, za to z Nagrodą im. Janusza Zajdla za "Czerń nie zapomina", i mam ten wyjazd wpisany na listę najcudowniejszych wspomnień ever (jedno z TYCH wspomnień, na których można się skupić, wołając "Expecto patronum!").

- Udało nam się z miaużem pojechać w góry, co prawda tylko raz - do naszej ukochanej Piwnicznej - ale przynajmniej pogoda fantastycznie dopisała, widoki były przecudne i wykorzystaliśmy czas maksymalnie. Przewędrowaliśmy wszystkie nasze ulubione szlaki (Hala Łabowska, Eliaszówka, Makowica, Rogacze, Radziejowa...), nic to, że smażąc się w upale.

Podsumowania czytelniczego nie będzie, albowiem udało mi się ZGUBIĆ ZESZYT, w którym od dwóch lat, zainspirowana przykładem znajomych, spisywałam wszystkie przeczytane książki... Trudna rada, jak widać nie mam predyspozycji, żeby kultywować ten szlachetny zwyczaj.

Moje plany na 2022 - przede wszystkim WIĘCEJ PISAĆ (co może okazać się wyzwaniem ze względu na obciążenie przekładami - będę m.in. tłumaczyć jedną długą książkę niefantastyczną, na której mi zależało i nie potrafiłam odmówić). Na pewno do napisania/dokończenia w najbliższych miesiącach są cztery opowiadania; w tym jedno, które dostarczy kilku osobom naprawdę dużej uciechy. A potem się zobaczy... Kusi mnie powrót do uniwersum Zmroczy, kusi też (i to już od paru lat!) pewna inna, dość szalona inicjatywa. Niestety wszystko rozbija się - jak zawsze - o problem czasu. Bardzo chciałabym też pojechać w jakieś góry, mam nadzieję, że do lata moje naderwane więzadło zdąży już ładnie się zregenerować.

Na zdjęciu - moja mina, kiedy kontempluję problem "jak upchnąć WSZYSTKO w ramy 24-godzinnej doby, nie robiąc pełnego odwyku od mediów społecznościowych" (a tak naprawdę chyba po prostu było mi zimno). 



2021-01-02

Podsumowanie czytelnicze roku 2019 i 2020


Widzę po sobie, że bilanse czytelnicze zamieszczane przez znajomych skutecznie mobilizują do czytania, więc w ramach promocji czytelnictwa dołączam do trendu! Trochę przez roztargnienie, a trochę przez brak czasu nie zamieściłam na blogu takiego bilansu pod koniec roku 2019, więc dziś wrzucam dwa w jednym wpisie: podsumowanie czytelnicze roku 2019 i 2020 (tylko książki). Liczby może nie powalają, ale trzeba pamiętać, że równolegle 1) wykonywałam tłumaczenia, 2) pisałam własne teksty, 3) zrobiłam korektę autorską łącznie dużej liczby arkuszy, 4) oceniałam i redagowałam opowiadania dla Esensji, 5) przeczytałam dziesiątki opowiadań luzem (w 2019 chyba ok. 40, w 2020 tak bliżej stu…). Oczywiście chętnie czytałabym więcej – Sterta Wstydu rośnie i rośnie – ale trochę brakuje mi samozaparcia oraz oczy się męczą... Tym niemniej rok czytelniczy 2021 udało mi się rozpocząć ładnie, kończąc 1 stycznia przecudne „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej, więc liczę, że będzie to dobra wróżba na najbliższe dwanaście miesięcy.

Swoją drogą prowadzenie wykazu przeczytanych książek to naprawdę genialny pomysł, serdecznie polecam i żałuję, że wdrożyłam go w życie tak późno, to znaczy dopiero w lipcu 2018!


Książki przeczytane w 2019

1. Maja Lidia Kossakowska – „Zakon Krańca Świata” tom 1

2. Maja Lidia Kossakowska – „Zakon Krańca Świata” tom 2

3. Bożena Fabiani – „Gawędy o sztuce”

4. Miranda July – „Pasujesz tu najlepiej”

5. Wojciech Orliński – „Route 66 nie istnieje”

6. Anna Kańtoch – „13. Anioł”

7. Therese Bohman – „O zmierzchu”

8. Anna Kańtoch – „Tajemnica godziny trzynastej”

9. Patricia Cornwell – „The Body Farm”

10. Tommy Wieringa – “Piękna młoda żona”

11. Minette Walters – „Fox Evil”

12. Margaret Atwood – „Moral Disorder”

13. Jerzy Pilch – „Pod Mocnym Aniołem”

14. Patricia Cornwell – „Book of the Dead”

15. Zadie Smith – “Swing Time”

16. Margaret Atwood – “Cat’s Eye”

17. Aneta Jadowska – “Dynia i jemioła”

18. Laila Lalami – „The Moor’s Account”

19. Wyl Menmuir – “The Many”

20. Mike McCormack – “Solar Bones”

21. Anna Kańtoch – “Pokuta”


Książki przeczytane w 2020

1. Joanna Kuciel-Frydryszak – „Służące do wszystkiego”

2. Marta Kisiel – „Małe Licho i anioł z kamienia”

3. Magdalena Kubasiewicz – „Gdzie śpiewają diabły”

4. Marta Kładź-Kocot – „Noc kota, dzień sowy” tom 1

5. Lars Berge – „Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo”

6. Joanna Marat – “Trzecia siostra”

7. Sigrid Nunez – “Przyjaciel”

8. Magdalena Kubasiewicz – “Sonata dla Motyla”

9. Sayaka Murata – „Dziewczyna z konbini”

10. Marie Aubert – „Dorośli”

11. Linda Boström Knausgård – „Witajcie w Ameryce”

12. Aneta Jadowska – „Martwy sezon”

13. Anna Fryczkowska – „Wdowinek”

14. Andrea Lundgren – „Fauna północy”

15. Edouard Louis – „Koniec z Eddym”

16. Suzanna Kaysen – „Przerwana lekcja muzyki”

17. Wika Filipowicz – „Przy stole z królem”

18. Marta Kisiel – „Oczy uroczne”

19. Marta Motyl – „KochAna”

20. Jo Nesbø – „Karaluchy”

21. Angelika Kuźniak – „Papusza”

22. Sigrid Nunez – „Pełnia miłości”



Książki przeczytane w 2020 (bez "KochAnej", bo swój egzemplarz już oddałam na bazarek na rzecz kotów, niech chociaż komuś przyniesie pożytek).


Największe pozytywne zaskoczenia

2019: Mike McCormack – „Solar Bones” (kto by pomyślał, że strumień świadomości może się tak rewelacyjnie czytać?)

2020: Jo Nesbø – „Karaluchy” (nie znałam wcześniej Harry’ego Hole, ale zdecydowanie muszę się zapoznać z innymi książkami, gdzie występuje!)


Największe rozczarowania czytelnicze

2019: Therese Bohman – “O zmierzchu” (taka piękna okładka, a w środku taka chała…)

2020: Marta Motyl – „KochAna” (naiwnie liczyłam na coś na kształt „Szklanego klosza” z wątkiem zaburzeń odżywiania, ale Marta Motyl nie jest Sylvią Plath).


Lekturowe top 3 roku 2019

1. Bożena Fabiani – „Gawędy o sztuce”

2. Margaret Atwood – „Moral Disorder”

3. Aneta Jadowska – „Dynia i jemioła”


Lekturowe top 3 roku 2020

1. Joanna Kuciel-Frydryszak – „Służące do wszystkiego”

2. Wika Filipowicz – „Przy stole z królem”

3. Angelika Kuźniak – „Papusza”





P.S. Z całkiem innej beczki – w tym tygodniu w przypływie energii niechcący wyrobiłam miesięczną normę wpisów blogowych, ale muszę już wyhamować i zająć się innymi sprawami. Następny wpis pojawi się nie wcześniej niż za 10 dni.



2020-12-31

Podsumowanie roku 2020

 

No to klamka zapadła: 31 grudnia 2020 nad ranem oficjalnie pożegnałam się z "trójką z przodu" i z młodością (choć to względne, bo duchowo chyba będę się czuła młodo aż do grobu). Czterdzieste urodziny to dla mnie trochę moment przełomowy, moment mentalnego rozrachunku obejmującego dłuższy okres niż tylko ostatnie dwanaście miesięcy. Ostatnia dekada przyniosła mi sporo niespodzianek i zmian w życiu, których bilans od pewnego momentu wypada szczęśliwie na plus. Rozpamiętywanie różnych decyzji i zdarzeń z tych lat niekoniecznie poprawia mi humor, ale cóż, jak mawiają Anglosasi: "only hindsight is 20/20" (tylko wtedy, kiedy patrzymy wstecz, wyraźnie widzimy wszystkie swoje błędy). Finalnie w każdym razie jako czterdziestolatka mam w dorobku ukończony cykl żmijowy, jedną powieść spoza tego cyklu, sporo opowiadań, parę nominacji do nagród i ładne portfolio tłumaczeń, a w jakim kierunku pójdę dalej, to się jeszcze zobaczy.

Rok Wirusa przy całej swojej, ekhm, niezwykłości był dla mnie na pewno łatwiejszy niż dla większości znajomych: skasował mi kilka zaplanowanych wyjazdów i spotkań oraz lubelskie warsztaty literackie, ale w mojej codziennej rutynie introwertyczki pracującej z domu nie zmieniło się praktycznie nic. A bilans tego, co udało mi się zwojować w 2020, wypada całkiem przyzwoicie:

- Skończyłam pisać piąty i ostatni tom cyklu Teatr węży pt. Czerń nie zapomina, który wyszedł drukiem w lipcu nakładem wydawnictwa Rebis, z piękną okładką autorstwa Roberta Rajszczaka.

- Czwarty tom żmijowego cyklu, Śpiew potępionych, zgarnął nominację (moją drugą) do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego.

- Napisałam trzy opowiadania. "Śnieg i lód" (ze świata Zmroczy) ukazało się jako bezpłatny e-book promocyjny wydawnictwa Rebis, "Artiwnotz" trafiło do antologii Tarnowskie Góry Fantastycznie 2, zaś trzeci tekst na razie czeka w szufladzie, ale mam względem niego konkretne plany.

- Ukazała się drukiem długo wyczekiwana druga antologia Hardej Hordy, to znaczy Harde Baśnie, a w niej moje opowiadanie "Róże świętej Elżbiety" napisane w 2019.

- Skończyłam tłumaczyć dwie grube powieści, nad którymi zaczęłam pracę w 2019, a krótko po Nowym Roku dokończę przekład trzeciej, o połowę krótszej.

- Po raz pierwszy w życiu wygłosiłam prelekcję na zdalnym konwencie, zaliczyłam zdalne spotkanie autorskie i poprowadziłam zdalne warsztaty literackie (bardzo udane).

- Dałam się mężowi wyciągnąć w czerwcu na krótki, ale malowniczy wypad do Komańczy, który nam w cudowny sposób poprawił morale na resztę roku, choć drugi planowany wyjazd górski w końcówce września już nie doszedł do skutku.

- Ku swej wielkiej radości zostałam przyjęta do działu zagranicznego Nowej Fantastyki i mam różne pomysły oraz plany z tym związane.

Poza tym przeczytałam 22 książki (a napoczęłam dwa razy tyle - często czytam coś po kawałku przez pół roku, z przerwami, i zawsze męczę z pięć książek równolegle) oraz pewnie blisko 100 opowiadań. Samych zagranicznych wyszło ponad 50 - te akurat spisywałam w zeszyciku, polskich nie.

W pierwszych miesiącach nadchodzącego roku czeka mnie solidna reewaluacja, żeby nie powiedzieć - remanent planów i celów. Potrzebuję czasu, żeby przemyśleć parę rzeczy, i obawiam się, że może go minąć sporo, zanim napiszę następną książkę. Zobaczymy.

Moje postanowienia noworoczne to w tym roku raczej luźne życzenia: powinnam systematycznie czytać więcej książek, systematycznie pisać (ale muszę najpierw ustalić, CO chcę pisać, bo w drugiej połowie 2020 zabrałam się za dwa projekty, rozgrzebałam je i rzuciłam oba w kąt - tak się nie będziemy bawić), systematycznie uprawiać sport oraz więcej spać. Od Nowego Roku spróbuję znowu trochę poprawić swoje nawyki na wszystkich tych czterech polach.

Serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe oraz miłe słowa. Ze swojej strony życzę Wam - co tu dużo mówić - żeby rok 2021 był lepszy od okrytego niesławą poprzednika. Trzymajcie się ciepło i zdrowo!


P.S. Zdjęcia ilustracyjne:


Mój rok 2020 w pigułce.



Sylwester ZOZO: siedzę zawinięta w domowe poncho i pracuję słuchając muzyki fortepianowej, a miauż tymczasem usnął na kanapie...


2019-12-30

Podsumowanie roku 2019





No to chyba pora na podsumowanie roku 2019...

To był dla mnie całkiem dobry rok, zwłaszcza z pisarskiego punktu widzenia. Po pierwsze i najważniejsze - ukazał się drukiem "Śpiew potępionych", czwarty tom cyklu żmijowego, i zebrał entuzjastyczne recenzje. Ukazały się trzy moje opowiadania: "Schronisko" (Fenix Antologia 1(5)/2019), "Jest nad zatoką dąb zielony", zwane też opowiadaniem leningradzkim (antologia "Harda Horda") i "W krainie sylfów" (darmowy ebook wydawnictwa Rebis). Czwarte napisane w 2019 opowiadanie, "Róże świętej Elżbiety", ukaże się w 2020.

W trakcie pisania (na zaawansowanym etapie) jest piąty tom przygód Krzyczącego w Ciemności, "Czerń nie zapomina".


Na froncie promocji i autoreklamy również działy się rzeczy miłe, a nawet bardzo miłe. Przede wszystkim uczestniczyłam w cudownej akcji promocyjnej antologii Hordy. W pamięć zapadło mi zwłaszcza szaleństwo podpisywania książek na Warszawskich Targach Książki na Stadionie Narodowym - więcej na ten temat przeczytacie w świetnym reportażu uczestniczącym Anny Nieznaj pt. Wespół w zespół. Spojrzenie zza kulis. Ale na tym nie koniec! W czerwcu po raz pierwszy w życiu pojechałam na Seminarium Literackie Śląskiego Klubu Fantastyki i wygłosiłam tam prelekcję o świecie Zmroczy, której lwią część można znaleźć teraz w sieci w formie podcastu. Poza tym odwiedziłam Wrocławskie Dni Fantastyki, Copernicon, Krakowskie Targi Książki i Falkon, pod linkami znajdziecie relacje i zdjęcia. 
Latem wystąpiłam też (króciutko) w warszawskim radiu.





Harda Horda w komplecie na Warszawskich Targach Książki.


Oprócz wyjazdów zaliczyłam dwa spotkania autorskie w Lublinie - jedno w Zespole Szkół Włókienniczych, drugie (wspólnie z Anną Nieznaj) w bibliotece Biblio (to tam objawił się niezwykły człowiek, który w połowie naszego spotkania autorskiego postanowił wyjść na środek sali i deklamować "Panią Twardowską").

Z osiągnięć niepisarskich - przetłumaczyłam cztery bardzo fajne opowiadania, wszystkie gorąco polecam (Megan Lindholm, "Srebrna Dama i facet po czterdziestce" - Fenix Antologia 1(5)/2019; Michael Swanwick, "Konik z Dalarny" - NF 05/2019; Linda Nagata, "Marsjański obelisk" - NF 07/2019; Dave Hutchinson, "Babilon" - NF 12/2019) i rozpoczęłam tłumaczenie dwóch książek, które będę dokańczać już w 2020, kiedy ogarnę się z piątym tomem.


Udało się trochę ożywić dział literacki "Esensji", od stycznia do listopada ukazało się u nas 15 opowiadań (to, które miało ukazać się w grudniu, niestety trafi do serwisu dopiero na początku stycznia 2020). Szczególnie polecam następujące perełki:

Poza tym już szósty rok z rzędu prowadziłam w Lublinie warsztaty literackie w siedzibie Cytadeli Syriusza przy ul. Lwowskiej. W semestrze letnim i zimowym odbyło się łącznie 12 spotkań. Warsztaty będą kontynuowane w roku 2020. Uwaga, możliwe jest uczestnictwo korespondencyjne - osoby zainteresowane takowym zapraszam do kontaktu przez e-mail!





Widok na ośnieżone Tatry ze szlaku na Radziejową.


Ze spraw niezawodowych - udało nam się z Jerzym dwukrotnie pojechać w góry, do Piwnicznej w maju i do Jaślisk w sierpniu. Pracuję intensywnie nad tym, żeby zadeptać na śmierć kolejną parę butów górskich! Pod linkami znajdziecie krótkie relacje z obu wyjazdów i sporo zdjęć.

Kiedy wracam pamięcią do podsumowań roku 2018, roku 2017 i roku 2016, oczywiście wierzyć mi się nie chce, że czas biegnie tak szybko i ledwie się obejrzę, już zrobi się grudzień 2020... Nie wszystko układa się tak, jak bym chciała, przez cały czas gryzie mnie mnóstwo wątpliwości i huśtawek związanych z pisaniem, i w sumie nie wiadomo, w jakim kierunku będę szła dalej (mogę mieć w nadchodzącym roku trudne decyzje do podjęcia). Ale tymczasem jestem tam, gdzie jestem, piszę piąty tom "Teatru węży" i tego się trzymamy.

Dziękuję, że jesteście, czytacie i motywujecie mnie do pracy! Brune, Zazel, demonessa i cała reszta czarno-srebrnego towarzystwa kłaniają się i pozdrawiają! 


2018-12-26

Podsumowanie roku 2018


Grudzień dobiega końca, więc tradycyjnie pora na podsumowanie minionych dwunastu miesięcy. 

W porównaniu z szalonym 2017 rok 2018 był dość spokojny, acz pracowity. Przyniósł mi trochę wyzwań, z których największym zdecydowanie była przeprowadzka - bardzo się cieszę, że mam ją z głowy. Przyplątało mi się trochę kłopotów zdrowotnych (nic poważnego na szczęście), więc okroiłam wyjazdy praktycznie do zera. Nie byłam na Targach Książki w Londynie, nie zaliczyłam żadnego konwentu poza lubelskim Falkonem, ominął mnie Polcon w Toruniu, wybrałam się tylko w maju na Warszawskie Targi Książki.

Cztery pierwsze miesiące roku upłynęły pod znakiem ostatnich prac wykończeniowych w nowym mieszkaniu, kupowania mebli i stopniowego przerzucania rzeczy. Temat przeprowadzki udało się definitywnie zamknąć na początku maja. Urządzanie nowego lokum ciągnęło się od połowy 2017 i przyprawiło mnie o kilka siwych włosów, ale efekt końcowy zdecydowanie był wart wysiłku. Zdjęcie powyżej przestawia fragmencik naszej nowej biblioteczki. (Koty zostały pod opieką moich rodziców w domu z ogrodem, który uznają za swój teren, ale regularnie je odwiedzam.) 


Na polu literackim - powiem tak - nie składam broni. W marcu nakładem Rebisu wyszło wznowienie "W mocy wichru". Podczas Warszawskich Targów Książki redakcja Nowej Fantastyki uhonorowała mnie nagrodą "Reflektor". Krótkie, ponure opowiadanko "Pod skórą" znalazło się w darmowej antologii Fantazmaty, tom 1 (mnóstwo literackiego dobra w formatach ebookowych za 0 zł! Pobierajcie i czytajcie!) a trochę dłuższe opowiadanie o Krzyczącym w Ciemności pt. "Czarne i czarniejsze" w pierwszym numerze pisma Fenix: Antologia, nowej inkarnacji kultowego magazynu Fenix. 

Piszę czwarty tom "Teatru węży", jestem już prawie na finiszu. (Napisane jest 460 tys. znaków, czyli prawie 14 rozdziałów z planowanych 18 czy 19-tu.) Wzięłam też udział w dwóch cudownych inicjatywach literackich, które zaowocują premierami w pierwszym kwartale 2019. Pierwszą jest Fenixa, kobiecy numer czasopisma Fenix: Antologia, o której już pisałam tutaj i tutaj. Popełniłam do niej opowiadanie "Schronisko" (tu znajdziecie zajawki wszystkich tekstów). Na temat drugiej inicjatywy nie mogę się jeszcze podzielić informacjami, ale obiecuję, że już niedługo zrobi się wokół niej szum!

Aktywnie działałam na polu przekładów literackich. Przetłumaczyłam grubaśną powieść fantasy, która ukaże się nakładem wydawnictwa Mag najprawdopodobniej wiosną 2019. Jest to pierwszy tom całkiem dobrego cyklu, autor znany i uznany - jeśli ktoś śledzi zapowiedzi Maga, może się pokusić o odgadnięcie, o jaki cykl chodzi. Przełożyłam też świetne opowiadanie Blake'a Charltona "Niebo w kwiatku koniczyny" (Fantastyka Wydanie Specjalne nr 03/2018) oraz mikropowieść Daryla Gregory'ego "Wszyscy jesteśmy całkowicie zdrowi" (Fantastyka Wydanie Specjalne nr 04/2018). Wreszcie - w październiku nakładem Wydawnictwa Młodzieżówka ukazało się przetłumaczone jeszcze w 2017 "Zaklęcie życzeń" Chrisa Colfera, pierwszy tom cyklu "Kraina Opowieści". Pierwszy raz miałam okazję tłumaczyć coś dla młodszych czytelników (grupa wiekowa 10-13). Książka zbiera wysokie oceny na Lubimy Czytać, co mnie cieszy.

(Równolegle oczywiście, jak zawsze, dłubałam w zleceniach typowo zarobkowych, bo na razie trudno mi od tego uciec - jeden, drugi, trzeci, czwarty artykuł naukowy, prezentacje, takie tam.)

Chociaż tymczasowo odpuściłam sobie jeżdżenie na konwenty, nie stroniłam od innych inicjatyw okołoliterackich. Dawid "Fenrir" Wiktorski namówił mnie, żebym po raz kolejny została jurorem w konkursie literackim - tym razem chodziło o nabór do antologii "Umieranie to parszywa robota". To bodaj czwarty raz, kiedy występowałam w takiej roli, i raczej już ostatni. Lubię oceniać teksty konkursowe, ale czytanie kilkudziesięciu opowiadań pożera zdecydowanie zbyt dużo czasu. Ciekawostka: miałam największy dorobek literacki spośród członków jury, a po podliczeniu wyników okazało się, że oceniałam najłaskawiej... Poza tym prowadziłam warsztaty literackie w Cytadeli Syriusza oraz w jednej z lubelskich bibliotek, zaliczyłam też w Lublinie dwa spotkania autorskie.

Blogi i dział literacki Esensji niestety zaniedbałam, głównie ze względu na inne zajęcia i obowiązki (w Esensji ukazało się w tym roku zaledwie 9 opowiadań), będę się starała to pomału naprawiać. W góry udało się nam pojechać tylko raz, do Wysowej w sierpniu. Przedeptaliśmy znane już szlaki oraz jeden nowy, pojechaliśmy mianowicie na Słowację i wspięliśmy się na Busov (1002 m n.p.m.), najwyższy szczyt w okolicy, który nęcił nas od pierwszej wizyty w tamtym rejonie. A z wieści innych, całkiem prywatnych - w listopadzie po prawie dwuletniej przerwie wróciłam na lekcje niemieckiego i chyba spróbuję w czerwcu zawalczyć o certyfikat C2.

Wszystkim czytającym te słowa tradycyjnie życzę, żeby 2019 był spokojny i obfitujący we wszelką pomyślność. Niech piszącym nie brakuje natchnienia (należę do tej frakcji autorów, którzy wierzą w natchnienie, a nie tylko w potęgę treningu i rzemiosła), zaś pożeraczom książek - dobrej lektury. Do przeczytania!


2017-12-31

Podsumowanie roku 2017




Powoli, lecz nieuchronnie zbliża się chwila, kiedy pożegnamy rok 2017, a do drzwi zapuka 2018. Końcówka roku to moment, kiedy tradycyjnie spoglądam wstecz i robię podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy. W tym roku nie robię tego z satysfakcją, raczej ze smutkiem, bo w styczniu 2017 snułam pewne długofalowe plany strategiczne, których realizację później zaniedbałam i uwiera mnie teraz ta świadomość, tym bardziej że rok 2017 był ogólnie rokiem raczej łaskawym. Nie chorowałam, żaden z kotów nie złamał łapy ani nie zrobił sobie innej krzywdy. Wydarzyło się za to trochę miłych rzeczy i pojawiło się trochę angażujących spraw, którym periodycznie poświęcałam 100%, a nawet 120% swojej uwagi. Ale po kolei. 



Pierwszy kwartał roku upłynął pod znakiem szykowania się do wyjazdu na London Book Fair, czyli Międzynarodowe Targi Książki w Londynie, odbywające się w połowie marca. Pojechałyśmy tam z Aleksandrą Janusz-Kamińską promować owoc zbiorowej inicjatywy grupy autorek fantastyki znanych jako Harda Horda, to znaczy katalog "Fantastic Women Writers of Poland". Szykowałyśmy go wszystkie wspólnymi siłami, ze swej strony nie pożałowałam czasu na szlifowanie anglojęzycznych materiałów katalogowych, jak również przetłumaczyłam kilka próbek książek (nie tylko swoich). Sam wypad do Londynu był fantastyczną przygodą (z gatunku "do wspominania przez całe życie") i pouczającym doświadczeniem, ale najwięcej frajdy sprawiło mi krążenie po tych wielkich, wspaniałych halach targowych, w tłumie autorów, agentów i wydawców, z plakietką "EXHIBITOR" czyli "Wystawca" (obie z Olą uzyskałyśmy wejściówki na targi dzięki życzliwości Polskiego Instytutu Książki). Bardzo się cieszę, że mogłam pojechać, aczkolwiek mam podejrzenie graniczące z pewnością, że gdyby na serio chciała startować na zachodni rynek, to prędzej udałoby mi się tam coś zdziałać z książką pisaną od zera po angielsku niż tłumaczoną z polskiego. Kwestia, czy w kwietniu 2018 ponownie pojadę do Londynu, pozostaje otwarta, choć jeśli pojawi się taka możliwość, pewnie nie odmówię. 




Rok 2017 dostarczył też potężnego zastrzyku pozytywnych emocji na polu pisarskim. Po raz pierwszy w życiu zgarnęłam nominacje do Nagrody im. Zajdla (za opowiadanie "Panicz z Ertel-Sega" opublikowane w antologii "Na nocnej zmianie") oraz do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego (za "Olgę i osty"). Ukazało się wyczekiwane od dawna wznowienie trylogii "Teatr węży" przez wydawnictwo Rebis: w sierpniu na Polconie odbyła się premiera "Dwóch kart", a w październiku do księgarń trafił tom drugi, "Pośród cieni". (Wznowienie trzeciego tomu, "W mocy wichru", jest wstępnie zapowiadane na 23 stycznia 2018). Drukiem wyszło też jedno moje opowiadanie - "Najlepsze pierogi w Kocierbie" opublikowane w Nowej Fantastyce 06/2017 - a drugie, "Królestwo i jego cienie", ukazało się jako darmowy ebook promujący wznowienie "Dwóch kart" przez Rebis. 


Druga połowa 2017, ze szczególnym uwzględnieniem jesieni, upłynęła w dużej mierze pod znakiem "trasy koncertowej" - zaangażowałam się całym sercem w promowanie wznowionego "Teatru węży" i objeździłam pół Polski, pojawiając się na rozmaitych imprezach branżowych. Warszawskie Targi Książki w czerwcu, Wrocławskie Dni Fantastyki w lipcu, Polcon w sierpniu, Copernicon we wrześniu, Krakowskie Targi Książki i Bydgoski Trójkąt Fantastyczny w październiku, a w listopadzie Śląskie Targi Książki, Falkon i Salon Ciekawej Książki. Innymi słowy, odwiedziłam służbowo Warszawę, Wrocław, Toruń, Kraków, Bydgoszcz, Katowice i Łódź. Wygłaszałam prelekcje, brałam udział w panelach dyskusyjnych, szpanowałam cudowną koszulką z logo "Teatru węży" zaprojektowaną przez Jerry'ego Bremera, odbywałam dyżury autorskie i czasem nawet ustawiała się do mnie kolejka po autograf (nadzwyczaj dziwne i głupie uczucie!) Rodzina się śmiała, że gwiazdorzę, a ja, cóż, fantastycznie się bawiłam. Nawet wtedy, kiedy po długim i emocjonującym dniu spędzonym na Krakowskich Targach Książki nie udało mi się w hotelu zmrużyć oka, a o 4:40 rano startowałam ponownie w podróż - z grodu Kraka do Bydgoszczy, gdzie o 18:00 miałam spotkanie autorskie (dotarłam szczęśliwie i przetrwałam!) I wtedy, kiedy na Śląskie Targi Książki pojechałam chorawa, z gardłem zakutanym w szalik, a nazajutrz wracałam z Katowic do Lublina zakatarzona, zanosząc się suchym kaszlem. Katar katarem, a endorfiny endorfinami. (Zresztą miałam więcej szczęścia niż rozumu i po powrocie do domu, jak już odespałam podróż, nastąpiło cudowne ozdrowienie.) 






Chociaż najeździłam się służbowo za wszystkie czasy, wyjazd w góry zaliczyłam tylko jeden: tydzień w Bieszczadach w maju (majowe Bieszczady są wiosennie zielone i cudne). Do listy tłumaczeń też doszła mi tylko jedna powieść, na domiar złego nie mogę się pochwalić jaka, bo wydawca nie umieścił jej jeszcze w zapowiedziach. Przełożyłam za to trzy opowiadania, które ukazały się w Nowej Fantastyce (T. Coraghessan Boyle, "Retrospektor" - NF 08/2017, Carrie Vaughn, "W rękach losu" - NF 09/2017, Django Wexler, "Real" - NF 12/2017). Wszystkie fajne, przy wszystkich dobrze się bawiłam, ale "W rękach losu" jest zdecydowanie najlepsze z tej trójki, polecam gorąco! 

Rok 2017 był wreszcie Rokiem (ślimaczącego się) Remontu. Nowe, odebrane pod koniec maja mieszkanie zostało - pomalutku, etapami - doprowadzone ze stanu deweloperskiego do stanu prawie gotowego do przeprowadzki, ale "prawie" robi różnicę, parę rzeczy trzeba tam jeszcze ogarnąć. Przedwczoraj rzutem na taśmę kupowaliśmy lampy, poszukuję stołu do kuchni, na horyzoncie majaczy trzecie i ostatnie sprzątanie poremontowe (pierwsze było przed malowaniem ścian, drugie po malowaniu)... ot, proza życia. W ostatnich miesiącach spędziłam naprawdę mnóstwo czasu, główkując nad kolorami płytek i farb (najbardziej zapadło mi w pamięć wybieranie z obłędem w oczach właściwego odcienia fug - nie mam bladego pojęcia o fugach, a w markecie były tego cztery wielkie regały, n firm i 1001 opakowań...), walorami użytkowymi paneli, zabudową kuchenną oraz modelami drzwi. Z pozytywów trzeba powiedzieć, że nie zawiodłam się, odpukać, na żadnym fachowcu - ani od płytek, ani od podłóg, ani od stolarki. Widać kapitalizm przeprowadził już w tym gronie bezlitosną selekcję naturalną. Oczywiście wykończenie mieszkania i przeprowadzka były w planach na 2017 i jest to jedyna rzecz ze styczniowych Wizji Strategicznych, którą udało mi się zrealizować powiedzmy w 85%, a nie w 10 czy 15%. Kilka spraw i projektów spektakularnie w tym roku zaniedbałam, nie wiem, czy dam radę je zrealizować w 2018 i czy w ogóle kwalifikują się do realizacji. Chwilowo jedyne konkretne zamierzenie na najbliższy czas to doprowadzić nieszczęsną przeprowadzkę do końca... a później się zobaczy.

Wszystkim czytającym te słowa życzę, rzecz jasna, aby rok 2018 był lepszy i szczęśliwszy niż poprzedni. A zwłaszcza niech nie przynosi nam żadnych paskudnych niespodzianek politycznych (choć pesymistycznie nastawiony rozsądek szepcze, że w tej kwestii, niestety, może być różnie).

Z optymistyczniejszych tematów - Sammet vel Bury Kluch przyjął już życzenia noworoczne od Ofelii, a brzmiały one: PHHHHH!




2016-12-28

Podsumowanie roku 2016


Rok 2016 dobiega końca. Wprawdzie Sylwester (oraz moje trzydzieste szóste urodziny) dopiero za dwa dni, ale myślę, że mogę się już pokusić o podsumowanie, co się wydarzyło w moim życiu na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy i co się udało, a co nie.

Nie najlepiej wychodzi mi trzymanie się postanowień noworocznych, a na swoje usprawiedliwienie mam tylko statystyki mówiące ponoć, że większość ludzi nie realizuje w ciągu roku tego, co sobie założyli z początkiem stycznia. Rok temu zadeklarowałam, że w 2016 chcę zrealizować tylko dwa cele: napisać powieść oraz pojechać ponownie w Tatry Słowackie i wejść na Krywań. Nie udało mi się zrobić ani jednego, ani drugiego! Pisanie powieści poszło w kąt, bo zbyt dużo rzeczy się działo, a z wyjazdów w góry zdołaliśmy z mężem zaliczyć tylko krótki wypad do Komańczy - planowaliśmy drugi wyjazd w sierpniu lub wrześniu, ale kocia złamana łapa oraz deadline na tłumaczenie skutecznie nam to uniemożliwiły. Nie udało mi się też pojechać na żaden konwent odbywający się poza Lublinem, z bytności na Coperniconie musiałam niestety zrezygnować z powodu dalszego ciągu kocich problemów zdrowotnych.


A co się udało osiągnąć w 2016?

- W lutym ukazała się drukiem Olga i osty, pierwsza powieść, jaką udało mi się wydać w dużym, renomowanym wydawnictwie, i zebrała bardzo pozytywne recenzje. 

- Po dłuuugich, stresujących wahaniach i drobiazgowym zbieraniu informacji podjęłam pewne decyzje życiowe i jest mi z tym lepiej.

- Przetłumaczyłam trzy książki, z których dwie (Kod gorączki Jamesa Dashnera i Rozdarci Neala Shustermana) już wyszły drukiem, podczas gdy Pytanie i odpowiedź Patricka Nessa wciąż jeszcze czeka w wydawniczej lodówce.

- Śpiewająco zdałam w czerwcu egzamin na Goethe Zertifikat C1 z niemieckiego.

- W drugiej połowie roku udało mi się przełamać długotrwały okres blokady twórczej i zamiast powieści powstało pięć opowiadań.

- Jedno z nich, dość długi tekst o Krzyczącym w Ciemności, Panicz z Ertel-Sega, znalazło się w antologii Na nocnej zmianie wydanej w listopadzie przez Fabrykę Słów.

- W zinie Aphelion Webzine ukazały się dwa moje opowiadania przetłumaczone na angielski: Winter in Ziegelberg oraz The Sand Ritual.

- Byłam jurorką w konkursie literackim Pióra Falkonu.

- Świetnie się bawiłam w listopadzie na najlepiej zorganizowanym Falkonie od lat.

- Kot Sammet złamał sobie latem kość udową, ale po operacji ortopedycznej, sześciu trudnych tygodniach w opatrunku usztywniającym (cośmy się z tym biednym  zwierzem namęczyli i nastresowali w domu, to nasze) oraz powikłaniach brzusznych (po zdjęciu opatrunku zaczął lizać łapę jak oszalały, nałykał się wypadającej sierści i kłaki przytkały mu jelita) wrócił do pełnej sprawności.




A co chciałabym osiągnąć w 2017? Prawdę mówiąc jeszcze się zastanawiam, na których planach się skupić, a które odłożyć na kolejne lata. 2016 pokazał mi dobitnie, że trzeba wybierać, z czego chce się zrezygnować po to, żeby maksimum energii i zaangażowania włożyć w najważniejsze projekty, zamiast robić ileś rzeczy naraz i mieć wrażenie, że człowiek posuwa się o milimetr w każdą z dziesięciu stron. Niby banał, a bardzo potrzebowałam tej lekcji.