2022-01-06

Podsumowanie roku 2021

 

Zbierałam się od kilku dni i nie mogłam zebrać, żeby spisać tradycyjne podsumowanie minionego roku. Nie pomogły okoliczności: w weekend noworoczny, kiedy akurat dysponowałam czasem, zaszwankowała mi klawiatura w laptopie i nie mieliśmy pod ręką zewnętrznej, żeby ją podpiąć. W poniedziałek miauż kupił klawiaturę zewnętrzną, ale z kolei ja się zajęłam innymi sprawami... a potem nie wiadomo kiedy zrobiła się środa (teraz już praktycznie czwartek). Story of my life!

Teraz chwila refleksji. Od kilku lat moje podsumowania roczne wyglądały całkiem pozytywnie i optymistycznie (zawsze też jestem zaskoczona - choć przecież to logiczne - że ogólny bilans osiągnięć wypada za każdym razem dość podobnie: jeśli w danym roku więcej tłumaczyłam albo poświęciłam dużo energii na inne sprawy - jak wyjazdy czy wykańczanie mieszkania - to mniej pisałam, i vice versa). Rok 2021 był trochę inny. Czarnym cieniem kładą się na niego dwie śmierci: w Niedzielę Wielkanocną zmarł na covid w Gdańsku mój 38-letni kuzyn, zaś 16. września odeszła moja Babcia (nie dożyła swoich dziewięćdziesiątych urodzin, które przypadałyby 1. listopada). Śmierć Babci nie miała nic wspólnego z covidem, nastąpiła wskutek długiej, przewlekłej choroby, ale pandemiczne utrudnienia w dostępie do opieki zdrowotnej niestety najprawdopodobniej też zrobiły swoje. Wiem, że wielu znajomych również straciło w tym roku bliskich bądź przyjaciół. Tymczasem życie - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało - toczy się dalej. Niepokoją nas rosnąca inflacja, wzrost kosztów energii, prognozowana inwazja wariantu omikron oraz Polski (nie)Ład. Układamy plany na rok 2022, próbując nie popadać w pesymizm (względnie tkwimy w nim tak głęboko, że o żadnych planach nie ma mowy, ale to na szczęście nie mój przypadek). A co przyniesie przyszłość? Diabli wiedzą!

Tymczasem pora wreszcie podsumować wszystko, co zdołałam zwojować w 2021. Nie na wszystkich polach udało mi się zdziałać tyle, ile planowałam, ale nie jest źle. Przynajmniej w rok 2022 wchodzę pełna energii, animuszu i determinacji.

- Jeśli chodzi o twórczość literacką, tak się dziwnie złożyło, że rok 2021 był dla mnie rokiem BEZ ŻADNEJ PUBLIKACJI, nawet jednego opowiadania... Sama jestem zaskoczona, że tak wyszło - tym bardziej, że pisarsko nie był to absolutnie martwy rok, wprost przeciwnie: napisałam osiem opowiadań, w tym sześć do zbioru "Świerszcze w soli", znanego nieoficjalnie jako "Po stronie mroku 2", który ma się ukazać w 2022 r. Opowiadanie "Dzieci rosną w bluszczu" pojawi się już wkrótce na łamach pewnej antologii, na której premierę czekam jak na szpilkach, żeby móc ją zareklamować! Szykuje się też pomalutku jedna mała niespodzianka in English (umowa z wydawnictwem Head of Zeus jest już podpisana, ale nie chcę zdradzać tajemnicy, dopóki nie pojawi się oficjalna zapowiedź). Opowiadanie "Jak morowica przybyła do Smereczki" na razie zaległo w szufladzie i czeka na projekt, do którego będzie pasowało lepiej niż do "Świerszczy...".

- Przetłumaczyłam w tym roku sześć opowiadań do "Nowej Fantastyki" (szczególnie dumna jestem z "Nahiku Zachód" Lindy Nagaty i "Heretyckich czcicieli Zatopionego Boga" Laviego Tidhara), krótką powieść "W Kalabrii" Petera S. Beagle'a, która ukaże się niedługo w serii Uczta Wyobraźni wydawnictwa MAG, oraz 6 arkuszy długaśnej powieści, nad którą muszę w końcu przysiąść, żeby ją SKOŃCZYĆ I MIEĆ Z GŁOWY (na razie zmęczyłam mniej więcej jedną czwartą...).

- Od maja mam oficjalnie swoje zdalne redaktorskie biureczko w dziale prozy zagranicznej "Nowej Fantastyki" i bardzo się z tego cieszę: trafiłam w inspirujące miejsce, robię fajne rzeczy i cenię sobie możliwość współpracy z takim współredaktorem działu jak Marceli Szpak oraz świetnymi tłumaczami zewnętrznymi.

- Udało mi się pojechać na Bachanalia Fantastyczne do Zielonej Góry i wrócić szczęśliwie bez covidu, za to z Nagrodą im. Janusza Zajdla za "Czerń nie zapomina", i mam ten wyjazd wpisany na listę najcudowniejszych wspomnień ever (jedno z TYCH wspomnień, na których można się skupić, wołając "Expecto patronum!").

- Udało nam się z miaużem pojechać w góry, co prawda tylko raz - do naszej ukochanej Piwnicznej - ale przynajmniej pogoda fantastycznie dopisała, widoki były przecudne i wykorzystaliśmy czas maksymalnie. Przewędrowaliśmy wszystkie nasze ulubione szlaki (Hala Łabowska, Eliaszówka, Makowica, Rogacze, Radziejowa...), nic to, że smażąc się w upale.

Podsumowania czytelniczego nie będzie, albowiem udało mi się ZGUBIĆ ZESZYT, w którym od dwóch lat, zainspirowana przykładem znajomych, spisywałam wszystkie przeczytane książki... Trudna rada, jak widać nie mam predyspozycji, żeby kultywować ten szlachetny zwyczaj.

Moje plany na 2022 - przede wszystkim WIĘCEJ PISAĆ (co może okazać się wyzwaniem ze względu na obciążenie przekładami - będę m.in. tłumaczyć jedną długą książkę niefantastyczną, na której mi zależało i nie potrafiłam odmówić). Na pewno do napisania/dokończenia w najbliższych miesiącach są cztery opowiadania; w tym jedno, które dostarczy kilku osobom naprawdę dużej uciechy. A potem się zobaczy... Kusi mnie powrót do uniwersum Zmroczy, kusi też (i to już od paru lat!) pewna inna, dość szalona inicjatywa. Niestety wszystko rozbija się - jak zawsze - o problem czasu. Bardzo chciałabym też pojechać w jakieś góry, mam nadzieję, że do lata moje naderwane więzadło zdąży już ładnie się zregenerować.

Na zdjęciu - moja mina, kiedy kontempluję problem "jak upchnąć WSZYSTKO w ramy 24-godzinnej doby, nie robiąc pełnego odwyku od mediów społecznościowych" (a tak naprawdę chyba po prostu było mi zimno). 



2 komentarze:

  1. Czy ktoś tu użył magicznego słowa "opowiadania"? 😁 Opatrzonego czasownikiem "napisać" 😉Yay! To ja już podskakuję z uciechy i łapię kciuki, żeby wszystkie te wspaniałe plany uległy jak najszybszej realizacji!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6.1.22

    To bardzo dobry rok i obecny też się aktywnie zapowiada. Mam nadzieję,ze góry się udadzą! Powodzenia.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń