Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

2021-01-25

Wieści na koniec stycznia: dyskusja w Esensji i recenzja radiowa



Na redakcyjnych listach dyskusyjnych Esensji wywiązują się czasem tak interesujące dysputy, że po lekkim zredagowaniu przerzucamy je prościutko na łamy pisma. Ostatnio tak się złożyło, że postać Krzyczącego w Ciemności w zbiorku "Między otchłanią a morzem" oraz cyklu "Teatr węży" stała się zalążkiem dłuższej dyskusji o kreowaniu bohaterów, intencjach autorów i odbiorze czytelniczym. 

Oczywiście kwestia "jak wykreować bohaterów, żeby czytelnik zaangażował się emocjonalnie w lekturę" to temat rzeka. Rozmawialiśmy między innymi o zasadniczej różnicy pomiędzy przypadkami "autor celowo napisał postać antypatyczną, która doprowadza czytelnika do szału" i "czytelnik jest wściekły, bo postać, która do tej pory była spójna i sensowna, zaczyna zachowywać się w sposób sprzeczny z tym, jak została wykreowana". Wśród omawianych przykładów znaleźli się (obowiązkowo) wiedźmin Geralt i Ciri, ale też m.in. Ra Mahleine z "Gniazda światów", Ged Krogulec, Kruk z cyklu o Czarnej Kompanii, Taniel z trylogii Magów Prochowych, a nawet Emma Bovary. Zachęcam do lektury i wypowiadania się w komentarzach pod dyskusją - nabijajcie Esensji odsłony! 

(A jeśli nie znacie opowiadania "Muzyka dla szczurów", które zapoczątkowało tę ożywioną wymianę opinii, można je przeczytać tu.)

To była pierwsza z informacji, jaką mam dziś do przekazania (i wiecie co, cieszę się, że pojawiły się jakiekolwiek wieści do zakomunikowania. Jestem ciekawa, jak długo jeszcze potrwa ten ponury pandemiczny czas bez spotkań autorskich, konwentów, targów - obawiam się, że znacznie dłużej, niż byśmy chcieli...). Druga dobra wieść jest taka, że Dagmara Chojnacka, tłumaczka oraz dziennikarka radiowa, omówiła niedawno w eterze "Teatr węży" dla Radia Ram z tak niesamowitym entuzjazmem i tyloma pochwałami, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Właśnie tak należy motywować autorów do pracy! (Znajoma używa wyrażenia "autor napędzany głaskami" i zaprawdę powiadam, jest ono wielce adekwatne!). Audycji można wysłuchać online w formie podcastu. 


2020-08-20

Imperatyw fabularny a logika działań bohaterów


Tytuł niniejszego wpisu to oczywiście materiał na długi elaborat, ja zamierzam tylko niezobowiązująco pomarudzić. TL; DR - jako czytelniczka nienawidzę sytuacji, kiedy bohaterowie literaccy dokonują wyboru, który wydaje się może nawet logiczny, ale sprzeczny z ich konstrukcją psychiczną i/lub emocjami, które według mnie powinni odczuwać w danym momencie. (Oczywiście zawsze można powiedzieć, że autor miał inną wizję reakcji swojego bohatera i liczy się zamysł autorski, a nie to, co czytelnik sobie zwizualizował czy dopowiedział, ale czytelnik ma wówczas zbójeckie prawo czuć frustrację i rozczarowanie.)



Lubię tych państwa (choć Lupina zawsze wyobrażałam sobie inaczej niż został zagrany w filmie - IMO Ralph Fiennes powinien grać Lupina, a nie Voldemorta!), ale nie popieram tego, jak autorka poprowadziła ich wątek.

Dominująca obecnie szkoła konstruowania fabuł uczy, że fabuła powinna się kręcić jak dobrze naoliwiona maszyna, trzymać w napięciu i prowadzić bohaterów od kryzysu do kryzysu, przez coraz większe komplikacje, aż do wielkiego finału. Nie jestem fanką tej hollywoodzkiej szkoły opowiadania historii - uważam, że zniszczyła komercyjne kino, a w literaturze co prawda nie rządzi aż tak niepodzielnie (i całe szczęście), ale potrafi szkodzić fajnym książkom. Irytuje mnie jak diabli zjawisko imperatywu fabularnego: rzeczy dzieją się dlatego, że w innym wypadku fabuła nie mogłaby się potoczyć w określonym kierunku. Nieważne, czy okoliczności czyniły dany rozwój wydarzeń prawdopodobnym i czy postępowanie bohaterów zgrywa się logicznie z ich osobowością tudzież wcześniejszymi doświadczeniami. To niby drobiazg, ale strasznie mnie denerwowało na przykład, że Nimfadora Tonks - AURORKA - zaszła w nieplanowaną ciążę w samym środku wojny z Voldemortem.

Z akcji mających większy wpływ na fabułę danej książki zapadła mi w pamięć sytuacja z powieści "Willa" Magdaleny Zimniak (recenzowałam ją dawno temu w Esensji). Zastraszona adoptowana córka wychowana przez surowych przybranych rodziców dała się namówić chłopakowi na "pierwszy raz" na sofie w salonie rodzinnego domu, kiedy rodzice są na przyjęciu czy zakupach - oczywiście wracają wcześniej, przyłapują córkę in flagranti, jest afera i ogromny wstyd. IMO nie ma ludzkiej mocy, żeby dziewczyna wychowana w gorsecie zakazów i nakazów zgodziła się na taką akcję jak tracenie dziewictwa w salonie rodziców! Gdziekolwiek indziej, na stancji, w hotelu, w parku - spoko, to ten typ dziewczyny, która poddana naciskowi emocjonalnemu nie odmówi (patrz: wychowanie łamiące kręgosłup), ale nie w domu rodzinnym, gdzie może dojść do zawstydzającej demaskacji. Zupełnie mnie nie przekonuje tłumaczenie autorki (wymieniłyśmy na ten temat kilka maili), że pod wpływem hormonów młodzi ludzie przestają myśleć - no kurczę, nie każdy i nie w każdej sytuacji, tak jak strażak zawsze pozostanie wyczulony na zagrożenie pożarowe. Ale co ja tam wiem...

Tłumaczę teraz powieść, w której ważne znaczenie dla fabuły ma dramatyczny wybór jednej z bohaterek, i frustruję się, bo w moim odczuciu postać nie postąpiłaby tak, jak żąda autor. Pisarz zrobił co mógł, żeby uzasadnić podjęty wybór, opisując emocje bohaterki tuż przed podjęciem decyzji i traumę, której doznaje po swoim czynie, a ja nadal nie czuję się przekonana. 

Jest sobie mianowicie dziewczynka, czternastoletnia wychowanka nieżyjącej wróżbitki z lasu, takie trochę dzikie dziecko. Rozmawia z drzewami oraz zwierzętami i ma oswojoną wilczycę, która wszędzie jej towarzyszy. Dziewczynka traktuje tę wilczycę jak siostrę, rozmawia z nią, nazywa ją "najmądrzejszą ze wszystkich wilków". Istotnym elementem kreacji bohaterki, podkreślam, jest fakt, że postrzega ona zwierzęta i rośliny jako inteligentne byty tej samej kategorii co ludzie. I teraz: mamy sytuację wielkiego zagrożenia. Drużyna, w skład której wchodzi nasze dzikie dziecko z lasu ze swoją wilczycą, tkwi uwięziona w podziemiach i zagraża im krwiożerczy demon. Żeby rzucić zaklęcia mogące ich ochronić przed demonem i umożliwić ucieczkę, dziewczynka (która ma dar magii i jako jedyna z drużyny może z tego daru sprawnie korzystać) musi własnoręcznie złożyć w ofierze kogoś, kogo kocha. Może zabić swoją mentorkę, elfkę, z którą według autora ogromnie się zżyła i która przypomina jej nieżyjącą opiekunkę, ALE którą dzikie dziecko zna dopiero od kilku tygodni (dodam, że to elfka wpada na ten pomysł i namawia "Zabij mnie"), lub też może poświęcić swoją ukochaną wilczycę.

Dokonuje wyboru, który jest dla niej straszliwie traumatyzujący, opisy tej traumy ciągną się przez pół rozdziału, a ja jako czytelniczka mam problem, bo nie potrafię sobie wyobrazić, że faktycznie zrobiłaby to, co autor jej kazał. Nawet jeśli ten wybór wydaje się rozumowo uzasadniony (finalnie okazuje się słuszny o tyle, że udaje się uratować drużynę oraz wyprowadzić ich bezpiecznie z podziemi).

Tak, jestem tak zła na autora, że właśnie zaspojlerzyłam wam fragment książki, która jeszcze nie wyszła drukiem po polsku... Na moje usprawiedliwienie - to tylko pojedynczy epizod z długiej, skomplikowanej powieści, która jest częścią cyklu. Jeśli zdecydujecie się czytać ten cykl, zaspojlerzenie jednego rozwiązania fabularnego nie powinno wam popsuć zabawy.

Jeśli macie negatywne doświadczenia czytelnicze związane z imperatywem fabularnym (rzeczy dziejące się, bo autor tak chce/bo bez tego trybiki fabuły nie mogłyby się kręcić), podzielcie się w komentarzach!



2020-07-29

O zabijaniu bohaterów (ciut marudzenia)


Ponieważ piszę dark fantasy, a nie książeczki dla dzieci w wieku przedszkolnym, zdarza mi się zabijać bohaterów. Czynię to w sytuacjach fabularnie uzasadnionych i, niestety, bez specjalnego sentymentu: jak trzeba, to trzeba. Wiem, że zdarza mi się poprowadzić fabułę w taki sposób, że czytelnicy gniewają się później i wołają „ale jak to?”. Jedyne, co mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, to że opowieść ma swoje wymogi, a karta cudownego ocalenia rozegrana o jeden raz za dużo wkurza i psuje cały efekt. (Kto jeszcze oprócz mnie wściekł się za śmierć i zmartwychwstanie Harry’ego Pottera w siódmym tomie? OK, wiem, że Harry nie mógł zginąć w końcówce serii, bo to nie ta konwencja, ale…)

Tym niemniej – rozumiem czytelniczy żal i wkurw, kiedy fajna postać ginie, zwłaszcza jeśli ginie głupio i tragicznie. Jako czytelniczka, z racji obycia z „drugą stroną kamery”, jestem emocjonalnie dość zahartowana i skupiam się raczej na technicznych aspektach historii. Albo przyjmuję zamysł autorski bez kwestionowania (śmierć Freda w czasie bitwy o Hogwart), albo postrzegam śmierć bohatera jako źle rozegraną, wypadającą w nieodpowiednim momencie, nie w tym punkcie łuku fabularnego co trzeba, i wtedy się wściekam. Na myśl przychodzą mi śmierć Lupina i Tonks oraz śmierć Syriusza Blacka – w jednym i drugim przypadku mam żal do autorki nie o samo zabicie bohaterów, ale o niedostateczne wykorzystanie wcześniej w fabule tak barwnych i ważnych postaci drugoplanowych. Syriusz w dodatku ginie w niejasnych okolicznościach: wpada za zasłonę, nie widzimy ciała, aż do siódmego tomu miałam nadzieję, że ojciec chrzestny Harry’ego powróci z zaświatów niczym Gandalf.





Joanno, jak mogłaś?!


Tłumaczę teraz cykl fantasy Znanego Autora, męczę się nad drugim tomem. Jest to grube tomiszcze, bodaj trzydzieści jeden rozdziałów, ponad pięćset siedemdziesiąt stron wydruku. Ponieważ polubiłam bohaterów, z ciekawości przejrzałam już tom trzeci, no i w końcówce trzeciego tomu dzieją się rzeczy Złe. Autor robi dwóm postaciom paskudną rzecz, jedna z tych postaci przeżywa, druga nie. Ta, która traci życie, to być może najsympatyczniejsza postać w całym cyklu (a mówimy o przyjemnym przygodowym fantasy, gdzie bohaterowie pozytywni generalnie służą do tego, żeby ich lubić). No, nie ukrywam – jestem rozczarowana i zła, dalszy ciąg cyklu bez tej postaci to już nie będzie to samo. Niektórych bohaterów po prostu nie pisze się po to, żeby ich zabić! (Ja nigdy nie brałam pod uwagę opcji, żeby zabić Zazela!)

Temat, kiedy „można” zabić bohatera, kiedy „nie można”, kiedy czytelnicy przeżyją katharsis, a kiedy będą mieli ochotę obrzucić autora zgniłymi pomidorami (oby tylko pomidorami), jest skomplikowany. Sądzę, że sprawa mocno zależy od tego, w jakiej konwencji piszemy. O ile w przypadku horrorów czy jakiegoś ponurego grimdarku czytelnik wie, że do bohaterów nie ma co się przywiązywać, to w przypadku typowo przygodowej fantastyki już nie spodziewamy się wymordowania w finale dwóch trzecich składu.

Parę lat temu na Wrocławskich Dniach Fantastyki brałam udział w bardzo ciekawym panelu „How to kill the hero”, w którym uczestniczyli również Angus Watson, Brian McClellan i (fanfary) Graham Masterton. Nie pamiętam, do jakich dokładnie wniosków doszliśmy – Graham jako autor horrorów postulował, żeby nie mieć żadnych sentymentów i mordować wszystkich jak leci, ale nawet ja uważam, że w konwencjach innych niż horror takie podejście może mieć, ekhm, krótkie nogi. Zapamiętałam anegdotę, którą opowiedział Brian. Otóż miał w Trylogii Magów Prochowych jednego bohatera, którego typował do zabicia w losowym momencie sensacyjnej akcji, pechowym strzałem w głowę (chodziło o tego żołnierza, który nie sypia i ciągle pali papierosy, nie pamiętam imienia). Powstrzymał się jednakowoż, bo wiedział, że to bodaj najsympatyczniejsza postać drugoplanowa w książce i czytelnicy rozszarpaliby autora za tę śmierć. Rozsądna decyzja!

Nawiasem mówiąc – chyba udało mi się rozstrzygnąć kwestię przynależności gatunkowej Teatru węży. Otóż, po wczytaniu się w definicje, jak najbardziej JEST to dark fantasy (nie ma czarno-białego podziału na dobro i zło, nie ma żadnej frakcji jednoznacznie pozytywnej, bogowie odeszli ze świata, ludzkości zagrażają demony, a w dłuższej perspektywie świat raczej nie zmierza w dobrą stronę), natomiast NIE jest to grimdark, gdzie wszędzie tylko syf, kiła, mogiła i brudni przeklinający najemnicy, którzy palą wioski oraz mordują dzieci, żeby je upiec i zjeść.

Na koniec pochwalę się kolejną recenzją blogową piątego tomu Teatru:




2020-04-16

Dobre wieści przychodzą z zaskoczenia


Ogłoszono wyniki głosowania Elektorów Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego za rok 2019. Nominacje zdobyły następujące książki (uszeregowane wg liczby przyznanych głosów, w porządku malejącym):









(Przy okazji - jakie śliczne okładki mają Baśń o wężowym sercu i Necrolotum!)

Głosowanie jak zwykle przeprowadzono wśród Elektorów: imiennie zaproszonych opiniotwórczych czytelników i recenzentów literatury fantastycznej. 
Wg oficjalnych informacji podanych na stronie Nagrody, liczba głosujących wyniosła 40, a okres głosowania trwał od 1 do 15 kwietnia 2020.

Nominacja dla Śpiewu... to nomen omen fantastyczna niespodzianka, bardzo się cieszę! W tym pechowym koronawirusowym roku pewnie nie uda mi się nigdzie pojechać w celach promocyjnych (już dostałam informację, że np. Wrocławskie Dni Fantastyki będą się odbywać zdalnie, jako konwent online...), więc przyda się każda odrobina szumu wokół żmijowego cyklu przed premierą piątego tomu!


2019-03-11

Szybki meldunek marcowy


Duszyczki czytające, jak wam mija marzec? Wiosna za pasem, wieją jakieś apokaliptyczne wichury (sezon migrenowy w pełni, poza tym dziś dostaliśmy mailem informację od administracji, że w nocy wiatr uszkodził dach naszego bloku). Kot Sammet po zastrzyku na szczęście już nie kuleje - łapka wydobrzała, ja zaś jak zwykle próbuję z różnym powodzeniem ogarnąć i pogodzić Rzeczy Do Zrobienia z kilku dziedzin. Jeszcze przed końcem lutego skończyłam tłumaczyć dwa świetne opowiadania sf dla Nowej Fantastyki - jedno autorstwa Michaela Swanwicka, drugie Lindy Nagaty. Teraz piszę opowiadanie ze świata Zmroczy (bez Krzyczącego w Ciemności) pod roboczym tytułem "Panna z warkoczem", dłubię w całkowicie nieliterackim zleceniu, a na dniach zabieram się do poprawek redakcyjnych w czwartym tomie Teatru węży.

Kilka dni temu dotarły do mnie wyczekane, upragnione egzemplarze autorskie antologii Harda Horda, więc chwalę się zdjęciami: okładka, fragment opowiadania "Jest nad zatoką dąb zielony" oraz piękna ilustracja Agnieszki Jednakiej - bardzo mnie wzruszyła, bo idealnie pasuje do tekstu.

O samym opowiadaniu pokrótce opowiadałam już na Facebooku, ale powtórzę i tutaj: chyba jeszcze nigdy nie popełniłam tekstu o tak trudnej do zdefiniowania przynależności gatunkowej. Zasadniczo jest to SF bliskiego zasięgu, przy czym jeden z wątków rozgrywa się w moim ukochanym Heidelbergu. Bezpośredniej inspiracji dostarczyli Rosjanie zatrudnieni w Deutsches Krebsforschungszentrum, gdzie pisałam doktorat i gdzie pracowałam na jednej sali z koleżanką rosyjskiego pochodzenia, a także moje spacery w okolice szpitala uniwersyteckiego i do ukrytych w lesie ruin amfiteatru, w którym kiedyś przemawiał Goebbels. Od dawna "chodził" też za mną pomysł, żeby literacko wykorzystać jedną z największych zbiorowych traum II wojny światowej - oblężenie Leningradu, a konkretnie straszliwą zimę na przełomie lat 1941/42. Oba wątki, historyczny i futurystyczny, spaja poemat Puszkina "Rusłan i Ludmiła".











Na koniec jeszcze przypominam cichutko na użytek czytelników z Lublina i okolic, że w najbliższy piątek wraz z Anną Nieznaj zamierzamy hardo reprezentować Hardą Hordę na wspólnym spotkaniu autorskim. Będziemy opowiadać o antologii, o polskiej fantastyce, trudnym losie artysty i innych takich.

Czas: 15 marca o 17:00 
Miejsce: biblioteka multimedialna Biblio Lublin (ul. Szaserów 13).

Do zobaczenia!







2019-03-08

Inne oblicza kobiecości





Dziś Dzień Kobiet ORAZ oficjalna premiera antologii „Harda Horda” (SQN już wysyła zamówione egzemplarze, do niektórych księgarń książka jeszcze nie dotarła, to zależy od konkretnego sklepu – w niektórych będzie dostępna od 13 marca). Ponieważ materiały reklamowe na temat naszego wspólnego dzieła zawierają zdania w rodzaju „Od kobiet dla kobiet. Ale nie tylko”, chcę się podzielić garścią refleksji na temat „zawartości cukru w cukrze” czyli tego, jak dalece ta antologia jest kobieca, czy w ogóle jest kobieca i co to właściwie znaczy.

Rynek książki jest podzielony na sektory, ze względów marketingowych wydawcy starają się każdą książkę przypisać do określonej kategorii. Utarło się, że pojęcie „literatura kobieca” odnosi się do literatury obyczajowej o kobietach, kierowanej do kobiet. Wśród krytyków toczą się boje o to, jak dokładnie zdefiniować ten termin, ale jeśli pójść drogą skojarzeń, 90% czytelników pewnie w pierwszej kolejności wymieni romanse (konwencja bardzo szeroka, od romansów historycznych o przystojnych Szkotach po fabuły dziejące się współcześnie) oraz „chick lit”, czyli historie o perypetiach rodzinnych i zawodowych głównej bohaterki, zwykle lekkie i optymistyczne, często z elementami satyry społecznej („Pamiętnik Bridget Jones”).

Jesteśmy z innej bajki. Z bardzo innej bajki. Cała dwunastka autorek Hardej Hordy wyrosła i ukształtowała się na gruncie fantastyki, nawet jeśli niektóre z nas czynią wypady w stronę innych konwencji, jak kryminał (Anna Kańtoch, Aneta Jadowska, Magdalena Kubasiewicz) czy literatura obyczajowa (Aleksandra Zielińska, Magdalena Kubasiewicz). Każda z nas, kiedy chce, potrafi pisać głosem neutralnym – w taki sposób, żeby po usunięciu nazwiska autorki ze strony tytułowej nie można było się domyślić, czy tekst wyszedł spod klawiatury mężczyzny, czy kobiety. Potrafimy, ale tym razem świadomie poszłyśmy w odwrotną stronę. Nasza antologia jest kobieca, nawet bardzo – tyle że w inny sposób, niż mogą podpowiadać pierwsze skojarzenia.

Sięgnęłyśmy po najróżniejsze sztafaże – fantasy, urban fantasy, XIX wiek, współczesna Polska, SF bliskiego i dalekiego zasięgu – osadzając w nich bohaterki w różnym wieku, o różnym statusie społecznym. Przemawiamy głosem staruszek, głosem matek, nastolatek i małych dziewczynek. Kobiecość, o której piszemy, to relacja siostry z bratem, córki z matką, babki z wnukiem (ha, jest nawet samotna właścicielka kota, która musi przetrwać w mieście opanowanym przez zombie); dramat matki ciężko chorego dziecka i matki, której dziecko nie żyje. Nihil novi sub sole, podążamy dobrze wydeptanymi śladami Ursuli Le Guin i Margaret Atwood, a mimo wszystko odnoszę wrażenie, że o tak pojmowanej kobiecości niewiele się mówi i rzadko dyskutuje. I owszem, nasz głos oraz sposób widzenia świata są odrobinę inne w porównaniu z tym, jak piszą nasi koledzy, bo nawet dysponując równouprawnieniem nadal żyjemy w minimalnie innym świecie, innej „niszy ekologicznej” niż otaczający nas mężczyźni (nie chcę tu wchodzić w dyskusję, czy decydujące są różnice biologiczne, czy jednak socjalizacja).


Chwalebnie pozostawiliśmy za sobą czasy, kiedy w fantastyce kobiety służyły głównie do tego, żeby nadać kierunek działaniom głównego bohatera (słynne ratowanie księżniczek z opresji). Dziś dla odmiany popkultura notorycznie wpycha bohaterki w schemat „ładna kobieta jest też silną, niezależną kobietą i efektownie walczy” (Lara Croft, Czarna Wdowa, Wonder Woman, Mystique, Rey – ogólnie super, ale każdy schemat powtórzony n razy zaczyna irytować). O tym, jak mainstream pojmuje termin „literatura kobieca”, pisałam już wyżej. My, Horda o dwunastu głowach, pokazujemy dwanaście wariantów czegoś zupełnie innego i może nawet uda nam się wylansować modę na nowy – czy też nienowy, ale dotąd niedefiniowany jako odrębny – trend literacki. (Wpisuje się w niego również wydana niedawno Fenixa, inicjatywa nie-Hordowa, aczkolwiek zrealizowana przy udziale trzech członkiń Hordy.)

Z wielką niecierpliwością czekam na recenzje naszego zbioru!

(Na zdjęciu: bohaterka filmu "Czarna Wdowa" grana przez Scarlett Johanson.)


2019-03-05

Harda Horda w natarciu!



Tadam, pierwsza informacja na dzisiaj: Harda Horda dorobiła się oficjalnej strony www! 

W marcu, jak już wspominałam, planujemy zmasowany atak - serię spotkań autorskich w całej Polsce z okazji premiery naszej antologii. Warszawa, Kraków, Wrocław, Katowice, Lublin, Oława, Gdańsk! Pełny harmonogram spotkań poniżej. Szczególnej uwadze polecam spotkania z Hordą na Warszawskich Targach Fantastyki - pojawią się tam Marta Kisiel (odbędzie się oficjalna premiera jej książki "Oczy uroczne"), Aleksandra Janusz, Magdalena Kubasiewicz i Martyna Raduchowska. Ja się tym razem nie udzielam wyjazdowo - 15 marca o 17:00 razem z Anną Nieznaj będziemy promować hardą antologię na spotkaniu w bibliotece multimedialnej Biblio przy ul. Szaserów 13 w Lublinie.

A oto plan spotkań z naszą dwunastką:


8 marca
MARTA KISIEL – JELCZ LASKOWICE
Rozczytana Aglomeracja
Miejska Biblioteka Publiczna, ul. Bożka 1
godzina 18.00


12 marca
ANETA JADOWSKA – WARSZAWA
Wykład w „Worku Kości”
godzina 18.30


13 marca
MARTA KISIEL – WROCŁAW
Empik Renoma, ul. Świdnicka 40, premiera "Oczu urocznych"
godzina 18.00


13 marca
MAGDALENA KUBASIEWICZ, ALEKSANDRA ZIELIŃSKA, ANETA JADOWSKA – KRAKÓW
Kawiarnia Literacka, Krakowska 41, spotkanie z okazji premiery „Hardej Hordy”
godzina 19.00


15 marca
AGNIESZKA HAŁAS, ANNA NIEZNAJ – LUBLIN
Biblio, ul. Szaserów 13, spotkanie z okazji premiery „Hardej Hordy”
godzina 17.00


16 marca
MILENA WÓJTOWICZ – WROCŁAW
Tajne Komplety, spotkanie z okazji premiery „Hardej Hordy”
godzina 18.00



16 marca
WARSZAWSKIE TARGI FANTASTYKI
Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, ul. Bracka 25


MARTA KISIEL
15.00–17.00 premiera "Oczu urocznych", spotkanie moderowane
18.00–19.00 dyżur na stoisku wydawcy

MAGDALENA KUBASIEWICZ
17:00 – 18:00 – spotkanie moderowane


17 marca
WARSZAWSKIE TARGI FANTASTYKI
Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, ul. Bracka 25

MAGDALENA KUBASIEWICZ
stoisko Uroboros: niedziela 11:00-12:00

MARTYNA RADUCHOWSKA
stoisko Uroboros: niedziela 12:00-13:00

ALEKSANDRA JANUSZ
stoisko URoboros: niedziela 13.00 – 14.00

ALEKSANDRA JANUSZ, MARTYNA RADUCHOWSKA, MAGDALENA KUBASIEWICZ
spotkanie z Hordą, 16.00


19 marca
MARTA KISIEL – OŁAWA
Rozczytana Aglomeracja
Biblioteka Koronka, Ratusz, Rynek 1
godzina 12.00


21 marca
EWA BIAŁOŁĘCKA – GDAŃSK
Empik w Galerii Bałtyckiej, spotkanie z okazji premiery „Hardej Hordy”
godzina 18.00


30 marca

ANNA KAŃTOCH i ANNA HRYCYSZYN – KATOWICE
Empik w Silesii, spotkanie z okazji premiery „Hardej Hordy”
godzina 16.00


* * *

Z wieści innych, nieliterackich. Kot Sammet raczył sobie znowu kontuzjować przednią łapę i kuleje. Łapka jest trochę spuchnięta, sierść posklejana, wizyta u weta zaowocowała mało precyzyjną diagnozą: uraz (nie zdziwiłabym się, gdyby uraz był ugryzieniem i gdyby sprawcą był obcy czarny kot, który ostatnio przyłazi od sąsiadów). Kitku nafuczało na panią doktor, dostało antybiotyk w zastrzyku, lek przeciwzapalny i już miauczy protestacyjnie, bo chciałoby pójść na dwór, a tu nie ma wychodzenia, tylko szlaban... Dowiedzieliśmy się przy okazji, że książę po zimie waży 4,85 kg (kiedyś tuż ponad 4 kg, ale przy takim apetycie porosło się sadełkiem). Mam nadzieję, że łapka się wygoi już bez dodatkowych atrakcji - pod koniec grudnia 2016 zaliczyliśmy ropień przy pazurze i to NIE BYŁO MIŁE.




2019-03-03

Antologia "Harda Horda" - bookbox i inne dobre wieści




Pora na większą porcję wieści związanych ze zbliżającą się wielkimi krokami premierą antologii Hardej Hordy!

Jeśli lubicie ładne drobiazgi, możecie zamówić w księgarni SQN Store tzw. bookbox - antologię w zestawie z gadżetami promocyjnymi w łącznej cenie 59 zł. Do upolowania są: piękny czerwony notes (z gładkimi kartkami, spinany gumką), ściereczka do okularów czy smartfona oraz dwie magnetyczne zakładki. (Wstyd się przyznać, ja jestem bardzo mało cywilizowanym żuczkiem - notatki prowadzę w zwykłych zeszytach szkolnych, okulary wycieram koszulą, a w charakterze zakładek używam tego, co mi akurat wpadnie w ręce: pocztówek, starych biletów PKP, metek od ubrań...)

Samą antologię bez gadżetów zamówicie w przedsprzedaży w SQN Store ze zniżką 20% albo w Empiku ze zniżką 27% (ale z ciut późniejszą wysyłką). Niezdecydowani mogą przeczytać online darmowy fragment (wstęp oraz część opowiadania Marty Kisiel "Jawor").

W marcu planujemy zmasowany najazd Hordy, to znaczy serię spotkań z naszymi autorkami w różnych miastach - m.in. Warszawskie Targi Fantastyki (Aleksandra Janusz, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Martyna Raduchowska), Kraków (Aneta Jadowska, Magdalena Kubasiewicz, Aleksandra Zielińska), Łódź (Aneta Jadowska), Toruń (Aneta Jadowska), Śląskie Dni Fantastyki w Katowicach (Anna Hrycyszyn, Anna Kańtoch) oraz oczywiście Lublin. Na dniach podam pełną listę miejsc i dat, gdzie będzie można spotkać przedstawicielki Hordy, porozmawiać i zgarnąć autografy. (Żeby być na bieżąco z takimi wieściami, najlepiej po prostu śledzić nasz fanpage.) Na razie wiem na 100%, że 15 marca o 17:00 razem z Anną Nieznaj będę promować hardą antologię na spotkaniu w bibliotece multimedialnej Biblio przy ul. Szaserów 13 w Lublinie.

I na zakończenie jeszcze jedna świetna wiadomość: w Radiu Kraków już na dniach będzie można usłyszeć fragmenty naszej antologii czytane przez Kamilę Klimczak, aktorkę teatru Bagatela!

Emisja będzie miała miejsce od 4 do 8 marca w radiowej bibliotece o 11:45, powtórki o 22:50. Wybrano ok. pięciominutowe odcinki z tekstów: Aleksandry Zielińskiej, Anety Jadowskiej, Anny Hrycyszyn, Anny Kańtoch oraz mojego "Jest nad zatoką dąb zielony" (wybór fragmentów, adaptacja i reżyseria: Barbara Gawryluk z radia). 
Czytaniu fragmentów będzie towarzyszył konkurs dla czytelników ogłoszony na antenie radia, w którym czytelnicy będą mogli zdobyć książkę przedpremierowo.



2019-02-16

Wieści lutowe, linki i darmowy ebook


Euforia spowodowana ukończeniem Śpiewu potępionych już trochę przygasła, ale o tej porze roku przybywa mi energii w miarę jak dni się wydłużają. Nadganiam zaległe tłumaczenia i zastanawiam się (na razie niezobowiązująco), co będę pisać w następnej kolejności. Na razie wygląda na to, że tej wiosny powinny powstać co najmniej dwa, jeśli nie trzy opowiadania (w tym przynajmniej jedno ze świata Zmroczy) - a co jeszcze, to się zobaczy.

Tymczasem mam znowu dwie dobre wiadomości z poletka lekturowo-czytelniczego. 

Ponieważ trwa zgłaszanie nominacji do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, na stronie czasopisma Fenix: Antologia można pobrać darmową antologię ebookową zawierającą 13 opowiadań, które ukazały się na Fenixowych łamach w roku 2018 i spełniają kryteria nominacji do tej nagrody. Wśród nich są m.in. opowiadania Pawła Ciećwierza, Romka Pawlaka, Marty Kładź-Kocot, Radka Raka oraz oczywiście moje Czarne i czarniejsze. Samo dobro, nic tylko ściągać i czytać! Ebook jest dostępny w formatach epub oraz mobi.

Dla ciekawskich podaję zawartość antologii:


Paweł Ciećwierz – Mój aniele
Paweł Ciećwierz – Straszna
Agnieszka Hałas – Czarne i czarniejsze
Rafał Cichowski – Wszystko już było
Marta Sobiecka – Autochton
Romuald Pawlak – Skimmo i kamień, który przemówił
Tomasz Fijałkowski – Trzecie piętro
Radek Rak – Czarne światy
Radek Rak – Oswoić noc
Dominika Węcławek – Reportaż z pierwszej misji statku rozpoznawczego F300
Adam Pietrasiewicz – Ostatnie zlecenie
Jan Maszczyszyn – Wnetwstąpienie
Marta Kładź-Kocot – Wyspa okrutnych snów


Druga dobra wiadomość dotyczy antologii Hardej Hordy. Wydawnictwo SQN uruchomiło już jej przedsprzedaż w swojej księgarni. Na razie można zamawiać tylko wersję papierową w cenie 39,99 zł (zniżka 20% w stosunku do okładkowej), docelowo oczywiście będą też ebooki. Co ważne, niedługo w sprzedaży mają się pojawić także pakiety promocyjne: książka plus niespodzianka lub niespodzianki (nie wiem jeszcze jakie), więc jeśli ktoś jest ich ciekaw, lepiej na razie wstrzymać się ze składaniem zamówienia! 



Z innych spraw okołopisarskich - krążąc po sieci wypatrzyłam ostatnio ciekawą krytyczną opinię czytelniczą na temat W mocy wichru na blogu Głodna Wyobraźnia. 

Ponieważ wiem, że zaglądają tu piszący, podzielę się też informacją wypatrzoną w sieci, która dla niektórych będzie jak wezwanie do boju! Fabryka Słów właśnie ogłosiła nabór do kolejnej antologii tematycznej, tym razem pod hasłem przewodnim "Gladiatorzy". Opowiadania należy przesyłać na adres gladiatorzy@fabrykaslow.com.pl do 1 maja 2019. Więcej informacji znajdziecie na stronie wydawnictwa.




* * *

Z rzeczy zabawnych - parę dni temu odkryłam, że pewna księgarnia internetowa postanowiła umieścić Teatr węży w kategorii "Romanse. Literatura kobieca i obyczajowa". Logiczne, skoro autorka jest kobietą, czyż nie? Okładki powinny wprawdzie zminimalizować prawdopodobieństwo, że ktoś faktycznie się pomyli, ale gdyby... Oczami wyobraźni już widzę minę tej nieszczęsnej czytelniczki, która myśli, że kupiła romans, i ląduje w błocie Shan Vaola. (Swoją drogą kiedy podzieliłam się powyższym odkryciem na fejsbuku, w odpowiedzi uraczono mnie jeszcze lepszą anegdotą: otóż antologia Powergraphu Nowe idzie podobno lądowała w dziale poradników ciążowo-rodzicielskich...)

A z takich różnych drobiazgów ogólnożyciowych. Przed tygodniem byłam na długim spacerze nad Bystrzycą. Odwilż, błoto, zeschłe chaszcze, resztki brudnego śniegu i ogólnie wszystko blee, ale mniejsza o to. Po pierwsze widziałam drzewa ścięte przez bobry, po drugie rozczuliły mnie kaczki krzyżówki, bo stanowiły absolutnie jedyny optymistyczny i ładny wizualnie element krajobrazu. Zimno, paskudnie, a one sobie jakby nigdy nic pływają parami i nurkują w poszukiwaniu jedzenia, tak że z wody przez chwilę wystają tylko łapki i pierzasty ogonek. Myślę, że można by zmajstrować mem z kaczką krzyżówką wystawiającą kuperek z wody, nie wiem tylko, z jakim hasłem.




2019-02-06

Dobre wieści o dwóch książkach!


Z początkiem lutego mam dwie dobre, a nawet bardzo dobre wiadomości! Pierwsza wygląda tak:



© Joanna Wójtowicz/SQN



Ci, którzy śledzą newsy na portalach fantastycznych albo widzieli małą burzę informacyjną na Facebooku przed kilkoma dniami, wiedzą, że już wkrótce nakładem Wydawnictwa SQN ukaże się pierwsza antologia Hardej Hordy, a w niej opowiadania: Ewy Białołęckiej, Anny Hrycyszyn, Anety Jadowskiej, Aleksandry Janusz, Anny Kańtoch, Marty Kisiel, Magdaleny Kubasiewicz, Anny Nieznaj, Martyny Raduchowskiej, Mileny Wójtowicz i Aleksandry Zielińskiej. Jak również moje Jest nad zatoką dąb zielony, nieoficjalnie znane niektórym jako "opowiadanie leningradzkie". 12 autorek, 12 opowiadań, 12 przekroczonych granic - ręczymy, że ten zbiór zapadnie Wam w pamięć!

Premierę antologii zaplanowano na 8 marca 2019. Piękną mroczno-magiczną okładkę stworzyła Joanna Wójtowicz.

A druga dobra wiadomość jest taka, że SKOŃCZYŁAM PISAĆ TOM 4 "TEATRU WĘŻY"! Powieść zatytułowana Śpiew potępionych ma 668 tys. znaków, liczy sobie 19 rozdziałów + epilog, a ja zachodzę w głowę, jakim cudem zdołałam napisać książkę o Krzyczącym w Ciemności dziejącą się prawie w całości na tropikalnych wyspach... Nieskromnie powiem, że jestem zadowolona z efektów mojej długiej i ciężkiej pracy (demony! klątwy! potwory! piraci!) i niecierpliwie czekam na moment, kiedy będzie można podać więcej konkretów, a w szczególności pochwalić się okładką i datą premiery.



2019-01-25

Fenixa coraz bliżej!




Już za niecałe dwa tygodnie na konwencie Fantasmagoria (czas: 8-10 lutego, miejsce: Gniezno, ul. Łubieńskiego 11) będzie miała swoją premierę zapowiadana od dawna Fenixa, kobiecy numer czasopisma Fenix: Antologia. Zawiera mnóstwo wszelkiego dobra: 

- przetłumaczone opowiadania Darii Zarubiny i Megan Lindholm, lepiej znanej jako Robin Hobb (uwaga, opowiadanie Lindholm jest dostępne tylko w wersji papierowej), z których pierwsze sięga do wierzeń słowiańskich o domowikach, drugie zaś wplata magię w realia Ameryki lat 80-tych;

- opowiadania Ewy Białołęckiej, Agnieszki Hałas, Magdaleny Kucenty, Katarzyny Rogińskiej, Marty Magdaleny Lasik i Aleksandry Janusz, każde utrzymane w innej konwencji: superbohaterowie na wesoło (Papierowe wyspy), cyberpunk w realiach japońskich (Dziesięciu ludzi, dziesięć kolorów), surrealistyczne ni to fantasy, ni postapo (A kiedy przyjdzie do ciebie Pan), futurystyczne social sf (Nieprzezroczyści) oraz climate punk bliskiego zasięgu (Mrówki w Złotych Tarasach). Sama popełniłam opowiadanie Schronisko, które jest trochę jak osadzona w Tatrach Słowackich wariacja na temat Herbertowego wiersza "U wrót doliny"; 

- dużo świetnej publicystyki, m.in. artykuł Anny Łagan o Octavii Butler, artykuł Zuzanny Śliwy o bohaterkach legend arturiańskich oraz felieton Aleksandry Klęczar o tym, czym mogłyby zajmować się współcześnie mało znane pomniejsze bóstwa rzymskie (moim skromnym zdaniem hit numeru, a konkurencję ma dużą).

Numer jest dostępny w przedsprzedaży w księgarniach eSeF.com.pl (wersja papierowa) oraz Ebookpoint (ebook)! Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie pisma.




Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony czasopisma Fenix: Antologia.


2019-01-17

Neurotycy we mgle



Jak już wspominałam na początku stycznia, powzięłam ambitny plan, żeby w 2019 przeczytać 52 książki – jest to chyba jedyne postanowienie noworoczne, które rzeczywiście mam szanse zrealizować, i doskonała wymówka, żeby czytać jak najwięcej.

Zaczęłam z energią, w ciągu dwóch tygodni zdążyłam już uporać się z oboma tomami Zakonu Krańca Świata Mai Lidii Kossakowskiej (długo byłam przekonana, że czytam sf postapo, dopiero w drugiej połowie II tomu dotarło do mnie, że to szamańskie postapo fantasy... ale okazało się koncepcyjnie zaskakująco spójne, poza tym ujął mnie malowniczy świat) oraz szybciutko połknąć świetne Gawędy o sztuce Bożeny Fabiani (uroczo napisane, pełne humoru mini-życiorysy włoskich renesansowych malarzy i rzeźbiarzy tudzież ich patronów). A teraz czytam zbiór krótkich opowiadań Mirandy July Pasujesz tu najlepiej wydany przez wydawnictwo Pauza.

Dziwne są te opowiadania, powiadam wam. Momentami surrealistyczne jak sen, zazwyczaj ze szczątkową fabułą. Kojarzą mi się odrobinę ze świetnym zbiorem Sylwii Siedleckiej Szczeniaki wydanym przez WAB, ale teksty Siedleckiej były bardziej malarskie, przemawiały językiem obrazów i symboli, podczas gdy opowiadania July stanowią raczej zapis przeżyć, gorączkowej gonitwy myśli. Nie zawierają elementów fantastycznych, a mimo to są słabo osadzone w rzeczywistości, którą przedstawiają. Trudno tu rozróżnić, co wydarzyło się naprawdę, a co jest wyłącznie freudowską fantazją. Wspólnym mianownikiem wydają się neurotyczność, zagubienie i poszukiwanie miłości, które często wiąże się z przełamywaniem jakiegoś obyczajowego tabu, czasem kilku naraz (kazirodztwo, zbliżenie między dwoma podstarzałymi panami, z których jeden jest gejem, a drugi nie, nauczycielka ze szkoły specjalnej romansująca z autystycznym uczniem...) Opisane jest to wszystko bardzo neutralnie, bez epatowania fizjologią. Dominującym wrażeniem pozostaje odrealnienie, tak jakby narratorzy tych historii egzystowali w częściowym oderwaniu od świata, błądzili po nim zamknięci w bańkach własnych rojeń. 


Od jakiegoś czasu obserwuję, że w wyniku ciągłego obcowania z tekstem – tłumaczenia, twórczość literacka, a w porywach jeszcze redagowanie opowiadań dla Esensji – zmieniło się moje podejście do czytania dla przyjemności. Kiedyś, żeby książka mi się podobała, musiałam przede wszystkim polubić bohaterów i wejść z nimi w emocjonalny rezonans. Sama nie wiem, kiedy to się zmieniło. Stopniowo zaczęłam doceniać prozę, która zachęca do refleksji, konsumowania po trochu, zatrzymywania się przy ładnych zdaniach; po książki, które można czytać po kawałeczku, odkładać i wracać do nich po dłuższym czasie. Stąd pozytywne wrażenia z lektury opowiadań July. Ale nie da się ukryć, że jest to literacki odpowiednik salmiakki, słonych lukrecjowych cukierków z dodatkiem chlorku amonu, popularnych w Skandynawii i krajach bałtyckich. Jednych intryguje ten dziwny smak, inni stwierdzają „tfu, co za okropieństwo”.

Walczę teraz intensywnie z ostatnimi rozdziałami czwartego tomu "Teatru węży", ale prędzej czy później na pewno popełnię recenzję zbioru Mirandy July (a może i Gawęd o sztuce, choć to nienowa rzecz) w Esensji.


2019-01-09

Zaciągnięte żaluzje skrywają piekło



Zawsze z zaciekawieniem sięgam po ponurą literaturę obyczajową dotykającą tych samych tematów, o których chętnie czytam reportaże. Nasz chłopak, debiutancka powieść Daniela Magariela, to klaustrofobiczny portret chorych relacji rodzinnych, strachu i przemocy namalowany oszczędną kreską, bez zbędnych słów. To książka o bezradności, przerażeniu i upodleniu, które stają się udziałem dwóch nastoletnich braci mieszkających pod jednym dachem z uzależnionym od narkotyków ojcem. 

Doceniam koncepcję i jej realizację, więc nie jestem pewna, czego mi w Naszym chłopaku zabrakło. Chyba to minimalizm tej króciutkiej powieści w ostatecznym obrachunku sprawił, że poczułam się trochę zawiedziona. W Legendzie o samobójstwie Davida Vanna najbardziej podobały mi się symboliczne, nieco surrealistyczne obrazy powracające jak refren w różnych kontekstach – ryby, akwarium, rozbite szkło, łódź rybacka. Proza Davida Magariela jest pozbawiona obrazów, to suchy, niejako monochromatyczny zapis wydarzeń, sytuacji, dialogów – książka „jednego uderzenia”, która w warstwie emocji wali pięścią w żołądek i... na tym koniec. Nie wychodzimy poza relację snutą przez nastoletniego narratora ze wszystkimi jego ograniczeniami, co z jednej strony potęguje duszny klimat, wrażenie pułapki, ale z drugiej - wydaje mi się, że książka zyskałaby na pokazaniu całej historii również od innej strony (może z perspektywy matki, może dorosłego bohatera, może dzieciństwa ojca?). Ciężko też zinterpretować przewrotny epilog – mam własną hipotezę, ale nie wiem, czy trafną.

Swoje wrażenia z lektury spisałam obszerniej w Esensji.



2019-01-03

Podsumowanie czytelnicze (połowy) roku 2018


Nie wiem, jak to się stało, że chociaż od kilku lat staram się systematycznie zwiększać liczbę czytanych książek (na miarę sił i rozsądku - pracuję z tekstem, więc po godzinach nie zawsze mam ochotę na czytanie dla rozrywki), dopiero w drugiej połowie 2018 wdrożyłam genialny zwyczaj, jakim jest prowadzenie w zeszycie listy przeczytanych tytułów. Proste, a w magiczny sposób motywuje do kończenia książek. Zauważyłam, że kiedy do końca zostało mi kilkadziesiąt stron, zawsze staram się je przeczytać jednym rzutem, żeby móc dopisać do listy kolejny tytuł.

Kompletnie nie pamiętam, co czytałam w pierwszej połowie roku (oprócz "Legendy o samobójstwie" Davida Vanna przeczytanej i zrecenzowanej w styczniu), ale było tego niewiele, bo głównie miotałam się pomiędzy tłumaczeniami a urządzaniem mieszkania i przeprowadzką. Od 1 lipca do końca grudnia 2018 w zeszycie znalazło się 20 tytułów, z czego 17 pozycji to beletrystyka, 2 - reportaże, a 1 - pozycja non-fiction. Poniżej pełna lista.

Lipiec

Anna Hrycyszyn - "Zatopić Niezatapialną"


Sierpień

Marta Kisiel - "Toń"


Wrzesień

Radek Rak - "Kocham cię, Lilith"
Marta Abramowicz - "Zakonnice odchodzą po cichu" (reportaż)
Anna Lange - "Clovis La Fay. Magiczne akta Scotland Yardu"
Marta Kisiel - "Dożywocie"
Maja Lidia Kossakowska - "Zbieracz burz", tom 1
Marta Kisiel - "Siła niższa"
Jim Butcher - "Pełnia księżyca"


Październik

Jim Butcher - "Front burzowy"
Maja Lidia Kossakowska - "Zbieracz burz", tom 2
Daniel Magariel - "Nasz chłopak"
Aneta Jadowska - "Trup na plaży"


Listopad

Terry Pratchett - "Potworny regiment"
Ian MacLeod - "Wieki światła"
Wojciech Tochman - "Bóg zapłać" (zbiór reportaży)
Lundy Bancroft - "Why does he do that" (non-fiction)
Katarzyna Rupiewicz - "Redlum"


Grudzień

Martyna Raduchowska - "Szamanka od umarlaków"
Susanna Clarke - "Jonathan Strange i pan Norrell"



Świetny wynik czytelniczy we wrześniu oczywiście wynika z tego, że w lipcu oraz sierpniu zaczynałam czytać kolejne książki i odkładałam je na półkę po kilkunastu czy kilkudziesięciu stronach, a we wrześniu Zebrałam Się i pokończyłam to wszystko hurtem.

Największym pozytywnym zaskoczeniem roku okazała się powieść Anny Lange "Clovis La Fay. Magiczne akta Scotland Yardu". Serdecznie polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią w fantastyce klimaty XIX-wieczne, i niecierpliwie liczę na kontynuację! Z odkryć mniej pozytywnych - byłam pewna, że słynny cykl Jima Butchera bardzo mi się spodoba, ale okazało się, że jednak to nie moje klimaty (napisane rewelacyjnie, chylę czoła przed quasi-chandlerowską narracją, Harry Dresden to teoretycznie ten typ bohatera, który powinien mi przypaść do gustu... ale po przeczytaniu dwóch tomów jakoś nie ciągnie mnie do następnych; zbyt dużo zmiksowanych motywów z różnych kręgów kulturowych i za bardzo "zabili go i uciekł"). Sądziłam też, że to niemożliwe, żebym kiedykolwiek narzekała na przerost pięknych, poetyckich opisów nad fabułą, ale "Zbieracz burz" Mai Lidii Kossakowskiej udowodnił, że niestety się myliłam (ta książka obfituje w przepiękne obrazy, ale fabuła - ze szczególnym uwzględnieniem zachowań bohaterów - sfrustrowała mnie i rozczarowała gorzko).

W 2019 postanowiłam dołączyć do popularnego wyzwania czytelniczego i przeczytać 52 książki w 12 miesięcy. Wprawdzie czytelnictwo to nie wyścig i ilość nie przechodzi w jakość, wprost przeciwnie - najlepsza proza zwykle wymusza czytanie wolno, z namaszczeniem i uwagą (powieść "Jonathan Strange i pan Norrell" Susanny Clarke czytałam po kawałku przez ponad dwa lata, a kiedy skończyłam, stwierdziłam, że niniejszym trafiła na listę moich najulubieńszych lektur). Jednak uznałam, że po pierwsze - wyzwanie dobrze mi zrobi, po drugie - warto dołączyć do inicjatywy promującej czytelnictwo, nawet jeśli jest to inicjatywa nastawiona na ilość, gromadzenie "trofeów". I po trzecie - w mojej biblioteczce stoi tak potworna liczba nieprzeczytanych książek, że trzeba wreszcie zmienić ten nieprzynoszący mi chluby stan rzeczy. (Swoją drogą wypadałoby też odnowić kartę biblioteczną w bibliotece British Council i zwiększyć liczbę książek czytanych po angielsku...) 

Aktualnie czytam "Zakon Krańca Świata" Mai Lidii Kossakowskiej; skończyłam tom 1 i właśnie zabieram się do tomu 2.




2018-12-11

Nadlatuje Fenixa!


Z wielką radością mogę już rozwiać zasłonę tajemnicy wokół jednego z projektów, o których do tej pory rzucałam zagadkowe wzmianki bez szczegółów. Na początku lutego 2019 ukaże się Fenixa, numer czasopisma Fenix Antologia przygotowany w całości przez kobiety (nie licząc rubryki stałej czyli "Piątego piwa"). Znajdziecie w nim różne perełki, w tym opowiadanie Ewy Białołęckiej o superbohaterach, opowiadanie Aleksandry Janusz o pani, która strzela do zdziczałych dronów w świecie zniszczonym przez globalne ocieplenie, powrót po latach Katarzyny Rogińskiej (kto z czytelników starego Fenixa pamięta jej świetne opowiadanie "Przedmioty, które krzyczą"?), opowiadania Darii Zarubiny, Magdy Kucenty i Marty Magdaleny Lasik, artykuły publicystyczne o Olivii Butler oraz o damach Camelotu, a także felieton Aleksandry Klęczar o tym, czym zajmowałyby się dzisiaj pomniejsze bóstwa greckie i rzymskie. Ja popełniłam opowiadanie "Schronisko", ociekające optymizmem w moim stylu (można powiedzieć, że na temat przewodni "kim chcę zostać, kiedy umrę") oraz przełożyłam z lengłydża przewrotne, lekko feministyczne opowiadanie Megan Lindholm, szerzej znanej pod pseudonimem Robin Hobb, zatytułowane "Srebrna Dama i facet po czterdziestce", nominowane do Nebuli. Przeczytałam je wiele lat temu w pewnej antologii i od tamtej pory marzyłam, żeby je przetłumaczyć na polski. Udało się zdobyć prawa i jest! Uwaga, będzie dostępne tylko w papierowej wersji Fenixy ze względu na ograniczenia licencyjne.

A Marek Oramus w "Piątym piwie" omawia... "Teatr węży"!!! :)))

Autorką poniższej pięknej okładki jest Milena Młynarska.