Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty

2021-04-04

Wielkanoc 2021


Kochani! Rok śmignął nie wiadomo kiedy, i oto przed nami druga pandemiczna Wielkanoc. Weselsza, mimo wszystko, niż święta w czasach wielkich epidemii dżumy czy cholery (wyobrażacie sobie, jak wyglądało życie społeczne w obliczu zarazy, która wybijała całe rodziny w ciągu 2 dni od pojawienia się pierwszych objawów choroby?). Smutni panowie grabarze nie wywożą trupów wozami za miasto, a wypicie szklanki nieprzegotowanej wody nie grozi szybką, bolesną śmiercią. A że żyjemy w państwie z dykty i patyków… cóż, dopóki jesteśmy zdrowi, serniczek wielkanocny nie smakuje od tego gorzej. To jest dzisiaj optymizm na miarę moich możliwości.

Wszystkim, którzy tu zaglądają, życzę przede wszystkim zdrowia, zdrowia, jeszcze raz zdrowia, tudzież możliwie szybkiego powrotu do normalności bez koronkowych obostrzeń. A poza tym smacznego jajka, smacznego serniczka i pięknej, zielonej wiosny z ciepłą, trochę deszczową pogodą, żeby wszystko rosło i kwitło jak szalone!

Obraz na dziś: Giotto di Bondone, "Zmartwychwstanie". 1303-1305. Padwa, Capella dell'Arena.

Przed Giottem malarze przedstawiali Zmartwychwstanie Chrystusa jako scenę przybycia trzech kobiet do grobu, gdzie anioł przy otwartym grobowcu mówi: "Jezusa szukacie onego Nazareńskiego, który był ukrzyżowany; wstał z martwych, nie masz go tu" (Marek 16, 6).

U Giotta zamiast trzech kobiet widzimy zmartwychwstałego Jezusa w biało-złotych szatach, który ukazuje się Marii Magdalenie, jak opisuje to Ewangelia św. Jana. Na pustym grobie (czy to różowy marmur?) siedzą dwaj świetliści aniołowie, a na ziemi śpi grupa żołnierzy w zbrojach. Jezus, który objawił się po prawej stronie obrazu, ma na dłoniach i stopach rany po gwoździach, a w ręku trzyma chorągiew z napisem "VICTOR MORTIS" (zwycięzca śmierci). Jego gest w stronę Marii Magdaleny mówi "Noli me tangere" - nie dotykaj mnie! Jednak wyciągnięte ręce kobiety sugerują, że nie jest ona w stanie dotknąć Zbawiciela: ukazał się w pozaziemskim wymiarze (jego odzienie jest bardzo podobne do szat aniołów).

Płaskie złote aureole za głowami postaci są typowe dla obrazów Giotta, a niebo pokrywa, jak przypuszczam, kosztowna ultramaryna. Zioła pod stopami Chrystusa mają być może jakieś znaczenie symboliczne (nie potrafię rozpoznać, co to za rośliny, ale specjaliści na pewno wiedzą.) Ciekawe, co śni się żołnierzom?






2020-12-27

Boże Narodzenie (fresk Giotta)


Bardzo dawno nie omawiałam tu obrazów, w sumie zrezygnowałam z tego, bo żadna ze mnie znawczyni, po prostu lubię przeglądać albumy. Ale ponieważ lud w osobie Chomika spytał, czemu tym razem nie zilustrowałam życzeń bożonarodzeniowych odpowiednim obrazem, to proszę bardzo!

Giotto (a właściwie Angiolo di Bondone) urodził się ok. roku 1267, zmarł w 1337. W trakcie długiej, wspaniałej kariery zrewolucjonizował malarstwo włoskie, zrywając z powszechnym wówczas stylem bizantyjskim (wysoce stylizowane postacie o charakterystycznych wydłużonych sylwetkach i dużych oczach, przedstawiane zgodnie ze sztywną konwencją, przewaga symbolizmu nad realizmem) na rzecz większego realizmu i trójwymiarowości: bryły, plastyczne sylwetki ludzkie, fałdziste szaty, stroje z epoki, perspektywa i światłocień. Jest uznawany za pierwszego malarza wczesnego renesansu.

Poniższy fresk przedstawiający stajenkę betlejemską, jeden z 40 fresków namalowanych przez Giotta w Kaplicy Scrovegnich w Padwie, powstał ok. 1305 roku i dobrze odzwierciedla charakterystyczne elementy stylu tego mistrza. Ukazuje scenę Bożego Narodzenia przedstawioną w ewangelii Łukasza - Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk.2 7). Stajenka betlejemska to tutaj drewniane zadaszenie przy skalnej pieczarze. Postacie nie są stylizowane ani wydłużone, tylko solidnie trójwymiarowe, odziane nie w falujące abstrakcyjnie draperie, lecz w ubrania, które zwisają naturalnie, mają typową dla odzieży formę i ciężar. Sposób rozmieszczenia sylwetek na obrazie tworzy iluzję przestrzeni. Widoczne na pierwszym planie wół, osioł, owce i kozioł stoją i leżą w realistycznych pozach, odwrócone tyłem do widza (warto zwrócić uwagę na łeb osła namalowany w skrócie perspektywicznym!). Dwaj pasterze też stoją odwróceni plecami do wiernych, co stanowiło ewenement w przypadku sztuki religijnej. Ubrani są w średniowieczne wełniane tuniki do kolan i płaszcze oraz obuwie z epoki. Niebo oraz płaszcz Matki Boskiej zapewne zostały namalowane kosztowną ultramaryną. Do tradycji bizantyjskiej nawiązują aureole Świętej Rodziny i aniołów przypominające płaski złoty talerz za głową.




2019-09-28

Tannhäuser w Wenusbergu (albo i nie)


Drodzy (lub drozdy, jak mawia się na Forum Tłumaczy Literatury), stał się cud: Zebrałam Się i NAPISAŁAM ten swój postmodernistyczny retelling opery Tannhäuser!

Zawsze miałam do tego dzieła mieszany stosunek. Wielbię warstwę muzyczną, odkąd po raz pierwszy usłyszałam uwerturę, która jest uznawana za jedną z najbardziej mistrzowskich kompozycji Wagnera (mnie zawsze kojarzyła się nastrojem z Władcą pierścieni - tak, właśnie ona, a nie którykolwiek fragment tetralogii o Nibelungach) i pieśń pielgrzymów z Aktu III. A co mi się nie podoba? Nie podoba mi się libretto, zaś konkretnie fakt, że główny konflikt dramatyczny* dotyczy opozycji między grzeszną miłością cielesną a wiarą w Boga. Zawsze wydawało mi się to prymitywnym rozłożeniem akcentów (i serio, Wenus jako najgorszy, najgroźniejszy, najbardziej podstępny z diabłów? Serio??) Już od bardzo, bardzo dawna chodziło mi po głowie, jak można by tę opozycję zamienić w coś ciekawszego: Persefona zamiast Wenus, wiedza tajemna i czarna magia zamiast grzesznej miłości. Nosiłam się z tym pomysłem przez długie lata, aż w końcu coś zaiskrzyło... i jest!

W mojej wersji Tannhäuserowi oczywiście nie zależy na papieskim rozgrzeszeniu, nie ma żadnej pielgrzymki do Rzymu, natomiast Elżbieta jest tą prawdziwą, świętą Elżbietą z Turyngii. Do tekstu tylnymi drzwiami zakradli mi się albigensi, jakoś tak z rozpędu opisałam szturm krzyżowców na miasto Béziers... nie pytajcie, wypadek przy pracy. Ogólnie opowiadanie wyszło troszkę inne niż planowałam, jest niezbyt mroczne, raczej prerafaelickie w stylistyce. Ale jestem z niego zadowolona!


*) Dla tych, którzy nie znają opery Wagnera, streszczę ją: rycerz i minnesänger Tannhäuser spędził długi czas w podziemnym królestwie Wenus jako jej kochanek, ale w końcu się znużył i postanowił wrócić na ziemię. Trafia z powrotem na zamek Wartburg, gdzie żyje zakochana w nim Elżbieta, siostrzenica Hermana, landgrafa Turyngii (wzorowana bardzo luźno na św. Elżbiecie z Turyngii, która nie była siostrzenicą landgrafa Hermana I, tylko żoną jego syna i następcy, Ludwika IV). Na dworze landgrafa 
Tannhäuser bierze udział w turnieju śpiewaczym razem z takimi sławnymi minnesängerami jak Walther von der Vogelweide i Wolfram von Eschenbach. Kiedy przychodzi kolej na jego występ, śpiewa bluźnierczy hymn ku czci Wenus i zmysłowej namiętności. Słuchacze orientują się, że przebywał w królestwie Wenus, i chcą go roznieść na mieczach. Elżbieta zasłania nieszczęśnika własną piersią, a landgraf ogłasza wyrok: Tannhäuser ma odbyć pielgrzymkę do Rzymu i błagać papieża o odpuszczenie grzechów. 

Rok później, wczesną wiosną, pielgrzymi powracają z Rzymu, ale Tannhäusera wśród nich nie widać. Elżbieta jest bliska śmierci i prosi niebiosa, aby ją zabrały, żeby mogła na tamtym świecie wyjednać łaskę dla Tannhäusera. Wynędzniały minnesänger w końcu powraca z pielgrzymki i opowiada swemu przyjacielowi, Wolframowi von Eschenbach, że papież odmówił mu rozgrzeszenia - stwierdził, że prędzej drewniana laska papieska wypuści liście i kwiaty, niż on rozgrzeszy człowieka, który przebywał w królestwie Wenus. Zrozpaczony Tannhäuser chce powrócić pod ziemię, do Wenus, i przyzywa ją, ale Wolfram w ostatniej chwili przypomina mu o Elżbiecie, która tu na ziemi modli się o zbawienie jego duszy. Wtedy z zamku wyłania się kondukt żałobny niosący ciało Elżbiety. Tannhäuser pada na jej zwłoki i umiera, a pielgrzymi zaczynają śpiewać, bo stał się cud: ich drewniane laski wypuściły liście i kwiaty na znak, że Bóg odpuścił grzesznikowi grzechy. Wzruszenie, katharsis, och i ach.

Obraz: John Collier, Tannhäuser w Wenusbergu (1901). Rynsztunek rycerza zupełnie anachroniczny (w XIII wieku nie noszono zbroi płytowych), natomiast cała stylistyka jest zaczerpnięta z obrazów religijnych z epoki Quattrocenta: postacie, pozy, nawet kolory wyglądają tak, jakby je namalował Piero della Francesca. Bardzo mi się podoba taka wysublimowana, elegancka i cudownie przekorna wizja Wenusbergu (zupełnie rozbieżna z ekstatyczną, dionizyjską muzyką, jaką Wagner powiązał z królestwem Wenus). Białe gołębie subwersyjnie nawiązują do symboliki chrześcijańskiej - w antyku były to ptaki poświęcone Wenus/Afrodycie.







2018-12-31

Noworocznie


Przełom roku to moment o symbolicznym znaczeniu: żegnamy minione dwanaście miesięcy, wieszamy na ścianie nowy kalendarz i zastanawiamy się, co przyniosą te wszystkie dni wyobrażone w postaci pustych tabelek. Przyjdzie wiosna, lato, jesień i wreszcie zima, cykl zamknie się po raz kolejny. Im jestem starsza, tym bardziej smuci mnie upływający czas, i celowo nie świętuję już swoich urodzin - lepiej się czuję, spędzając Sylwestra z laptopem na kolanach (w ramach celebracji zjedliśmy z mężem pysznego świeżego ananasa zamiast tortu).

Nowy Rok, który obchodzimy półtora tygodnia po przesileniu zimowym, niesie z sobą nadzieję, ale i niewiadomą. O północy w Sylwestra, kiedy wszyscy cieszą się i wiwatują, trochę boli mnie ta świadomość. Patrząc na fajerwerki myślę, że teraz dni będą się wydłużać aż do przesilenia letniego, ale i o tym, że po raz kolejny dostaję w prezencie czas, którego na pewno nie wykorzystam w sposób optymalny. Zastanawiam się, jakie rozsądne cele postawić sobie w 2019 i jak zaplanować drogę do nich. Myślę też o tym, że listopad i grudzień mam już za sobą, teraz pozostało przebrnąć jakoś przez styczeń i luty, a w marcu będzie już można pocieszać się, że wiosna tuż, tuż.

Przesyłam wirtualne ciepłe uściski wszystkim, którzy tutaj zaglądają - jeżeli nie mieszkacie w tropikach albo na półkuli południowej, to pewnie też z nadzieją odliczacie dni do końca zimy. Niech Wam się darzy w 2019. Niech to będzie dobry, łaskawy dla nas wszystkich rok.

Chciałam zilustrować niniejszy wpis jakąś ciekawą staroświecką kartką noworoczną, ale już krótka chwila szperania w Google uświadomiła mi, że ciężko będzie wybrać tylko jedną... Poskładałam więc naprędce galeryjkę kartek. Szczęśliwego Nowego Roku życzą dziś państwu słodkie dzieciaczki, młoda para lecąca sterowcem i ładna listonoszka w czerwonych pończochach, ale też antropomorficzne butelki wina, anioł sypiący pieniędzmi, pijane wróżki, pijany gnom w towarzystwie świni, kobieta ze świńską głową łapiąca pieniądze do fartuszka, księżyc plujący dukatami oraz mój prywatny faworyt - banda chochlików na nietoperzach.
























2018-03-31

Przed Wielkanocą


Przed Wielkanocą, jak każe odwieczna tradycja, trzeba posprzątać - przynajmniej odrobinę, pobieżnie i z wierzchu. (Planowałam pomyć okna! Przysięgam! Ale pogoda bardzo stanowczo zakomunikowała, że w tym roku okna zostaną pomyte PO świętach.)

Niestety nie umiem podczas sprzątania wymyślać fabuł. Ani scen. Ani nawet pojedynczych zdań. Jeśli o czymś rozmyślam podczas machania ścierą, to o życiu.

Po długich przemyśleniach dochodzę do wniosków, które dla kogoś obserwującego mnie z boku pewnie byłyby oczywiste już kilka lat temu. Czasem po prostu gnębi nas coś na kształt psychicznej dalekowzroczności; sprawy i zagadnienia bliskie sercu widzimy niewyraźnie. Spędziłam przez ostatnie lata sporo czasu, robiąc rzeczy, które nie powinny w ogóle trafić na listę moich zajęć. W efekcie coraz bardziej gnębi mnie świadomość, że projekty, na których mi bardzo zależy, leżą odłogiem i nie mogą się doczekać realizacji.

Rok temu chciałam wprowadzić w swoim życiu trochę pozytywnych zmian, ale samozaparcia starczyło mi na niezbyt długo (powiedziałabym wręcz, że spektakularnie go zabrakło). Wyniosłam z tego tylko jedną naukę: wiem, co nie działa. Teraz pomalutku szykuję następną reformę, może nie przez duże R, bo małymi krokami. Z tego i owego będzie trzeba zrezygnować z żalem, inne sprawy przesunąć na sam szczyt listy priorytetów... Może się uda.

A tymczasem wszystkim zaglądającym tu życzę spokojnych, wesołych i przede wszystkim pozbawionych śniegu Świąt Wielkanocnych!





Obraz: Rafael Santi, "Zmartwychwstanie Chrystusa" (ca. 1500). Tempera na desce. Polecam uwadze dynamiczną kompozycję, żywe kolory, zwłaszcza cudny błękit nieba (ultramaryna, jeśli się nie mylę), zdobienia grobowca w kształcie smoczych (?) głów oraz węża w dolnym lewym rogu. (Biedny wąż, pewnie się zastanawia, czy lada moment nie zostanie rozdeptany przez któregoś z żołnierzy.)


2017-04-15

Wesołych Świąt Wielkanocnych


Bez zbędnych słów - kochani! Wszystkim, którzy tu zaglądają, życzę spokojnych i miłych Świąt, najlepiej z jakimś malowniczym spacerem w harmonogramie, bo wiosna w pełni. Bardzo lubię ten czas, kiedy kwitną forsycje, a drzewa zaczynają się zazieleniać. Na osiedlu, gdzie mieszkam, widać też kwitnące magnolie oraz pierwsze tulipany.

Byłam dzielna i z zaciśniętymi zębami uskuteczniłam wiosenne sprzątanie z myciem okien tudzież podłóg - żadnych pasztetów ani ciast na szczęście piec nie muszę. (Rodzina miłosiernie nakarmi mnie świątecznymi potrawami, ale gdyby nie to, pewnie skombinowałabym sobie jakieś symboliczne jajeczko z kiełbaską i chrzanem... no może żurek.) 

Obraz na dziś - Paolo Veronese (1528 - 1588), "Zmartwychwstanie Chrystusa". Veronese, twórca z epoki późnego renesansu, malował głównie sceny biblijne i słynął z mistrzowskiego operowania światłem oraz kolorem. To konkretne malowidło (olej na płótnie) powstało ok. roku 1570. Ciekawe, kto pozował malarzowi do postaci Chrystusa i czy instrukcja brzmiała "a teraz wyobraź sobie, że fruniesz"?