2019-02-16

Wieści lutowe, linki i darmowy ebook


Euforia spowodowana ukończeniem Śpiewu potępionych już trochę przygasła, ale o tej porze roku przybywa mi energii w miarę jak dni się wydłużają. Nadganiam zaległe tłumaczenia i zastanawiam się (na razie niezobowiązująco), co będę pisać w następnej kolejności. Na razie wygląda na to, że tej wiosny powinny powstać co najmniej dwa, jeśli nie trzy opowiadania (w tym przynajmniej jedno ze świata Zmroczy) - a co jeszcze, to się zobaczy.

Tymczasem mam znowu dwie dobre wiadomości z poletka lekturowo-czytelniczego. 

Ponieważ trwa zgłaszanie nominacji do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, na stronie czasopisma Fenix: Antologia można pobrać darmową antologię ebookową zawierającą 13 opowiadań, które ukazały się na Fenixowych łamach w roku 2018 i spełniają kryteria nominacji do tej nagrody. Wśród nich są m.in. opowiadania Pawła Ciećwierza, Romka Pawlaka, Marty Kładź-Kocot, Radka Raka oraz oczywiście moje Czarne i czarniejsze. Samo dobro, nic tylko ściągać i czytać! Ebook jest dostępny w formatach epub oraz mobi.

Dla ciekawskich podaję zawartość antologii:


Paweł Ciećwierz – Mój aniele
Paweł Ciećwierz – Straszna
Agnieszka Hałas – Czarne i czarniejsze
Rafał Cichowski – Wszystko już było
Marta Sobiecka – Autochton
Romuald Pawlak – Skimmo i kamień, który przemówił
Tomasz Fijałkowski – Trzecie piętro
Radek Rak – Czarne światy
Radek Rak – Oswoić noc
Dominika Węcławek – Reportaż z pierwszej misji statku rozpoznawczego F300
Adam Pietrasiewicz – Ostatnie zlecenie
Jan Maszczyszyn – Wnetwstąpienie
Marta Kładź-Kocot – Wyspa okrutnych snów


Druga dobra wiadomość dotyczy antologii Hardej Hordy. Wydawnictwo SQN uruchomiło już jej przedsprzedaż w swojej księgarni. Na razie można zamawiać tylko wersję papierową w cenie 39,99 zł (zniżka 20% w stosunku do okładkowej), docelowo oczywiście będą też ebooki. Co ważne, niedługo w sprzedaży mają się pojawić także pakiety promocyjne: książka plus niespodzianka lub niespodzianki (nie wiem jeszcze jakie), więc jeśli ktoś jest ich ciekaw, lepiej na razie wstrzymać się ze składaniem zamówienia! 



Z innych spraw okołopisarskich - krążąc po sieci wypatrzyłam ostatnio ciekawą krytyczną opinię czytelniczą na temat W mocy wichru na blogu Głodna Wyobraźnia

Ponieważ wiem, że zaglądają tu piszący, podzielę się też informacją wypatrzoną w sieci, która dla niektórych będzie jak wezwanie do boju! Fabryka Słów właśnie ogłosiła nabór do kolejnej antologii tematycznej, tym razem pod hasłem przewodnim "Gladiatorzy". Opowiadania należy przesyłać na adres gladiatorzy@fabrykaslow.com.pl do 1 maja 2019. Więcej informacji znajdziecie na stronie wydawnictwa.




* * *

Z rzeczy zabawnych - parę dni temu odkryłam, że pewna księgarnia internetowa postanowiła umieścić Teatr węży w kategorii "Romanse. Literatura kobieca i obyczajowa". Logiczne, skoro autorka jest kobietą, czyż nie? Okładki powinny wprawdzie zminimalizować prawdopodobieństwo, że ktoś faktycznie się pomyli, ale gdyby... Oczami wyobraźni już widzę minę tej nieszczęsnej czytelniczki, która myśli, że kupiła romans, i ląduje w błocie Shan Vaola. (Swoją drogą kiedy podzieliłam się powyższym odkryciem na fejsbuku, w odpowiedzi uraczono mnie jeszcze lepszą anegdotą: otóż antologia Powergraphu Nowe idzie podobno lądowała w dziale poradników ciążowo-rodzicielskich...)

A z takich różnych drobiazgów ogólnożyciowych. Przed tygodniem byłam na długim spacerze nad Bystrzycą. Odwilż, błoto, zeschłe chaszcze, resztki brudnego śniegu i ogólnie wszystko blee, ale mniejsza o to. Po pierwsze widziałam drzewa ścięte przez bobry, po drugie rozczuliły mnie kaczki krzyżówki, bo stanowiły absolutnie jedyny optymistyczny i ładny wizualnie element krajobrazu. Zimno, paskudnie, a one sobie jakby nigdy nic pływają parami i nurkują w poszukiwaniu jedzenia, tak że z wody przez chwilę wystają tylko łapki i pierzasty ogonek. Myślę, że można by zmajstrować mem z kaczką krzyżówką wystawiającą kuperek z wody, nie wiem tylko, z jakim hasłem.




2019-02-06

Dobre wieści o dwóch książkach!


Z początkiem lutego mam dwie dobre, a nawet bardzo dobre wiadomości! Pierwsza wygląda tak:



© Joanna Wójtowicz/SQN



Ci, którzy śledzą newsy na portalach fantastycznych albo widzieli małą burzę informacyjną na Facebooku przed kilkoma dniami, wiedzą, że już wkrótce nakładem Wydawnictwa SQN ukaże się pierwsza antologia Hardej Hordy, a w niej opowiadania: Ewy Białołęckiej, Anny Hrycyszyn, Anety Jadowskiej, Aleksandry Janusz, Anny Kańtoch, Marty Kisiel, Magdaleny Kubasiewicz, Anny Nieznaj, Martyny Raduchowskiej, Mileny Wójtowicz i Aleksandry Zielińskiej. Jak również moje Jest nad zatoką dąb zielony, nieoficjalnie znane niektórym jako "opowiadanie leningradzkie". 12 autorek, 12 opowiadań, 12 przekroczonych granic - ręczymy, że ten zbiór zapadnie Wam w pamięć!

Premierę antologii zaplanowano na 8 marca 2019. Piękną mroczno-magiczną okładkę narysowała i zaprojektowała Joanna Wójtowicz.

A druga dobra wiadomość jest taka, że SKOŃCZYŁAM PISAĆ TOM 4 "TEATRU WĘŻY"! Powieść zatytułowana Śpiew potępionych ma 668 tys. znaków, liczy sobie 19 rozdziałów + epilog, a ja zachodzę w głowę, jakim cudem zdołałam napisać książkę o Krzyczącym w Ciemności dziejącą się prawie w całości na tropikalnych wyspach... Nieskromnie powiem, że jestem zadowolona z efektów mojej długiej i ciężkiej pracy (demony! klątwy! potwory! piraci!) i niecierpliwie czekam na moment, kiedy będzie można podać więcej konkretów, a w szczególności pochwalić się okładką i datą premiery.



2019-01-25

Fenixa coraz bliżej!




Już za niecałe dwa tygodnie na konwencie Fantasmagoria (czas: 8-10 lutego, miejsce: Gniezno, ul. Łubieńskiego 11) będzie miała swoją premierę zapowiadana od dawna Fenixa, kobiecy numer czasopisma Fenix: Antologia. Zawiera mnóstwo wszelkiego dobra: 

- przetłumaczone opowiadania Darii Zarubiny i Megan Lindholm, lepiej znanej jako Robin Hobb (uwaga, opowiadanie Lindholm jest dostępne tylko w wersji papierowej), z których pierwsze sięga do wierzeń słowiańskich o domowikach, drugie zaś wplata magię w realia Ameryki lat 80-tych;

- opowiadania Ewy Białołęckiej, Agnieszki Hałas, Magdaleny Kucenty, Katarzyny Rogińskiej, Marty Magdaleny Lasik i Aleksandry Janusz, każde utrzymane w innej konwencji: superbohaterowie na wesoło (Papierowe wyspy), cyberpunk w realiach japońskich (Dziesięciu ludzi, dziesięć kolorów), surrealistyczne ni to fantasy, ni postapo (A kiedy przyjdzie do ciebie Pan), futurystyczne social sf (Nieprzezroczyści) oraz climate punk bliskiego zasięgu (Mrówki w Złotych Tarasach). Sama popełniłam opowiadanie Schronisko, które jest trochę jak osadzona w Tatrach Słowackich wariacja na temat Herbertowego wiersza "U wrót doliny"; 

- dużo świetnej publicystyki, m.in. artykuł Anny Łagan o Octavii Butler, artykuł Zuzanny Śliwy o bohaterkach legend arturiańskich oraz felieton Aleksandry Klęczar o tym, czym mogłyby zajmować się współcześnie mało znane pomniejsze bóstwa rzymskie (moim skromnym zdaniem hit numeru, a konkurencję ma dużą).

Numer jest dostępny w przedsprzedaży w księgarniach eSeF.com.pl (wersja papierowa) oraz Ebookpoint (ebook)! Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie pisma.




Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony czasopisma Fenix: Antologia.


2019-01-17

Neurotycy we mgle



Jak już wspominałam na początku stycznia, powzięłam ambitny plan, żeby w 2019 przeczytać 52 książki – jest to chyba jedyne postanowienie noworoczne, które rzeczywiście mam szanse zrealizować, i doskonała wymówka, żeby czytać jak najwięcej.

Zaczęłam z energią, w ciągu dwóch tygodni zdążyłam już uporać się z oboma tomami Zakonu Krańca Świata Mai Lidii Kossakowskiej (długo byłam przekonana, że czytam sf postapo, dopiero w drugiej połowie II tomu dotarło do mnie, że to szamańskie postapo fantasy... ale okazało się koncepcyjnie zaskakująco spójne, poza tym ujął mnie malowniczy świat) oraz szybciutko połknąć świetne Gawędy o sztuce Bożeny Fabiani (uroczo napisane, pełne humoru mini-życiorysy włoskich renesansowych malarzy i rzeźbiarzy tudzież ich patronów). A teraz czytam zbiór krótkich opowiadań Mirandy July Pasujesz tu najlepiej wydany przez wydawnictwo Pauza.

Dziwne są te opowiadania, powiadam wam. Momentami surrealistyczne jak sen, zazwyczaj ze szczątkową fabułą. Kojarzą mi się odrobinę ze świetnym zbiorem Sylwii Siedleckiej Szczeniaki wydanym przez WAB, ale teksty Siedleckiej były bardziej malarskie, przemawiały językiem obrazów i symboli, podczas gdy opowiadania July stanowią raczej zapis przeżyć, gorączkowej gonitwy myśli. Nie zawierają elementów fantastycznych, a mimo to są słabo osadzone w rzeczywistości, którą przedstawiają. Trudno tu rozróżnić, co wydarzyło się naprawdę, a co jest wyłącznie freudowską fantazją. Wspólnym mianownikiem wydają się neurotyczność, zagubienie i poszukiwanie miłości, które często wiąże się z przełamywaniem jakiegoś obyczajowego tabu, czasem kilku naraz (kazirodztwo, zbliżenie między dwoma podstarzałymi panami, z których jeden jest gejem, a drugi nie, nauczycielka ze szkoły specjalnej romansująca z autystycznym uczniem...) Opisane jest to wszystko bardzo neutralnie, bez epatowania fizjologią. Dominującym wrażeniem pozostaje odrealnienie, tak jakby narratorzy tych historii egzystowali w częściowym oderwaniu od świata, błądzili po nim zamknięci w bańkach własnych rojeń. 


Od jakiegoś czasu obserwuję, że w wyniku ciągłego obcowania z tekstem – tłumaczenia, twórczość literacka, a w porywach jeszcze redagowanie opowiadań dla Esensji – zmieniło się moje podejście do czytania dla przyjemności. Kiedyś, żeby książka mi się podobała, musiałam przede wszystkim polubić bohaterów i wejść z nimi w emocjonalny rezonans. Sama nie wiem, kiedy to się zmieniło. Stopniowo zaczęłam doceniać prozę, która zachęca do refleksji, konsumowania po trochu, zatrzymywania się przy ładnych zdaniach; po książki, które można czytać po kawałeczku, odkładać i wracać do nich po dłuższym czasie. Stąd pozytywne wrażenia z lektury opowiadań July. Ale nie da się ukryć, że jest to literacki odpowiednik salmiakki, słonych lukrecjowych cukierków z dodatkiem chlorku amonu, popularnych w Skandynawii i krajach bałtyckich. Jednych intryguje ten dziwny smak, inni stwierdzają „tfu, co za okropieństwo”.

Walczę teraz intensywnie z ostatnimi rozdziałami czwartego tomu "Teatru węży", ale prędzej czy później na pewno popełnię recenzję zbioru Mirandy July (a może i Gawęd o sztuce, choć to nienowa rzecz) w Esensji.


2019-01-09

Zaciągnięte żaluzje skrywają piekło



Zawsze z zaciekawieniem sięgam po ponurą literaturę obyczajową dotykającą tych samych tematów, o których chętnie czytam reportaże. Nasz chłopak, debiutancka powieść Daniela Magariela, to klaustrofobiczny portret chorych relacji rodzinnych, strachu i przemocy namalowany oszczędną kreską, bez zbędnych słów. To książka o bezradności, przerażeniu i upodleniu, które stają się udziałem dwóch nastoletnich braci mieszkających pod jednym dachem z uzależnionym od narkotyków ojcem. 

Doceniam koncepcję i jej realizację, więc nie jestem pewna, czego mi w Naszym chłopaku zabrakło. Chyba to minimalizm tej króciutkiej powieści w ostatecznym obrachunku sprawił, że poczułam się trochę zawiedziona. W Legendzie o samobójstwie Davida Vanna najbardziej podobały mi się symboliczne, nieco surrealistyczne obrazy powracające jak refren w różnych kontekstach – ryby, akwarium, rozbite szkło, łódź rybacka. Proza Davida Magariela jest pozbawiona obrazów, to suchy, niejako monochromatyczny zapis wydarzeń, sytuacji, dialogów – książka „jednego uderzenia”, która w warstwie emocji wali pięścią w żołądek i... na tym koniec. Nie wychodzimy poza relację snutą przez nastoletniego narratora ze wszystkimi jego ograniczeniami, co z jednej strony potęguje duszny klimat, wrażenie pułapki, ale z drugiej - wydaje mi się, że książka zyskałaby na pokazaniu całej historii również od innej strony (może z perspektywy matki, może dorosłego bohatera, może dzieciństwa ojca?). Ciężko też zinterpretować przewrotny epilog – mam własną hipotezę, ale nie wiem, czy trafną.

Swoje wrażenia z lektury spisałam obszerniej w Esensji.



2019-01-03

Podsumowanie czytelnicze (połowy) roku 2018


Nie wiem, jak to się stało, że chociaż od kilku lat staram się systematycznie zwiększać liczbę czytanych książek (na miarę sił i rozsądku - pracuję z tekstem, więc po godzinach nie zawsze mam ochotę na czytanie dla rozrywki), dopiero w drugiej połowie 2018 wdrożyłam genialny zwyczaj, jakim jest prowadzenie w zeszycie listy przeczytanych tytułów. Proste, a w magiczny sposób motywuje do kończenia książek. Zauważyłam, że kiedy do końca zostało mi kilkadziesiąt stron, zawsze staram się je przeczytać jednym rzutem, żeby móc dopisać do listy kolejny tytuł.

Kompletnie nie pamiętam, co czytałam w pierwszej połowie roku (oprócz "Legendy o samobójstwie" Davida Vanna przeczytanej i zrecenzowanej w styczniu), ale było tego niewiele, bo głównie miotałam się pomiędzy tłumaczeniami a urządzaniem mieszkania i przeprowadzką. Od 1 lipca do końca grudnia 2018 w zeszycie znalazło się 20 tytułów, z czego 17 pozycji to beletrystyka, 2 - reportaże, a 1 - pozycja non-fiction. Poniżej pełna lista.

Lipiec

Anna Hrycyszyn - "Zatopić Niezatapialną"


Sierpień

Marta Kisiel - "Toń"


Wrzesień

Radek Rak - "Kocham cię, Lilith"
Marta Abramowicz - "Zakonnice odchodzą po cichu" (reportaż)
Anna Lange - "Clovis La Fay. Magiczne akta Scotland Yardu"
Marta Kisiel - "Dożywocie"
Maja Lidia Kossakowska - "Zbieracz burz", tom 1
Marta Kisiel - "Siła niższa"
Jim Butcher - "Pełnia księżyca"


Październik

Jim Butcher - "Front burzowy"
Maja Lidia Kossakowska - "Zbieracz burz", tom 2
Daniel Magariel - "Nasz chłopak"
Aneta Jadowska - "Trup na plaży"


Listopad

Terry Pratchett - "Potworny regiment"
Ian MacLeod - "Wieki światła"
Wojciech Tochman - "Bóg zapłać" (zbiór reportaży)
Lundy Bancroft - "Why does he do that" (non-fiction)
Katarzyna Rupiewicz - "Redlum"


Grudzień

Martyna Raduchowska - "Szamanka od umarlaków"
Susanna Clarke - "Jonathan Strange i pan Norrell"



Świetny wynik czytelniczy we wrześniu oczywiście wynika z tego, że w lipcu oraz sierpniu zaczynałam czytać kolejne książki i odkładałam je na półkę po kilkunastu czy kilkudziesięciu stronach, a we wrześniu Zebrałam Się i pokończyłam to wszystko hurtem.

Największym pozytywnym zaskoczeniem roku okazała się powieść Anny Lange "Clovis La Fay. Magiczne akta Scotland Yardu". Serdecznie polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią w fantastyce klimaty XIX-wieczne, i niecierpliwie liczę na kontynuację! Z odkryć mniej pozytywnych - byłam pewna, że słynny cykl Jima Butchera bardzo mi się spodoba, ale okazało się, że jednak to nie moje klimaty (napisane rewelacyjnie, chylę czoła przed quasi-chandlerowską narracją, Harry Dresden to teoretycznie ten typ bohatera, który powinien mi przypaść do gustu... ale po przeczytaniu dwóch tomów jakoś nie ciągnie mnie do następnych; zbyt dużo zmiksowanych motywów z różnych kręgów kulturowych i za bardzo "zabili go i uciekł"). Sądziłam też, że to niemożliwe, żebym kiedykolwiek narzekała na przerost pięknych, poetyckich opisów nad fabułą, ale "Zbieracz burz" Mai Lidii Kossakowskiej udowodnił, że niestety się myliłam (ta książka obfituje w przepiękne obrazy, ale fabuła - ze szczególnym uwzględnieniem zachowań bohaterów - sfrustrowała mnie i rozczarowała gorzko).

W 2019 postanowiłam dołączyć do popularnego wyzwania czytelniczego i przeczytać 52 książki w 12 miesięcy. Wprawdzie czytelnictwo to nie wyścig i ilość nie przechodzi w jakość, wprost przeciwnie - najlepsza proza zwykle wymusza czytanie wolno, z namaszczeniem i uwagą (powieść "Jonathan Strange i pan Norrell" Susanny Clarke czytałam po kawałku przez ponad dwa lata, a kiedy skończyłam, stwierdziłam, że niniejszym trafiła na listę moich najulubieńszych lektur). Jednak uznałam, że po pierwsze - wyzwanie dobrze mi zrobi, po drugie - warto dołączyć do inicjatywy promującej czytelnictwo, nawet jeśli jest to inicjatywa nastawiona na ilość, gromadzenie "trofeów". I po trzecie - w mojej biblioteczce stoi tak potworna liczba nieprzeczytanych książek, że trzeba wreszcie zmienić ten nieprzynoszący mi chluby stan rzeczy. (Swoją drogą wypadałoby też odnowić kartę biblioteczną w bibliotece British Council i zwiększyć liczbę książek czytanych po angielsku...) 

Aktualnie czytam "Zakon Krańca Świata" Mai Lidii Kossakowskiej; skończyłam tom 1 i właśnie zabieram się do tomu 2.




2018-12-31

Noworocznie


Przełom roku to moment o symbolicznym znaczeniu: żegnamy minione dwanaście miesięcy, wieszamy na ścianie nowy kalendarz i zastanawiamy się, co przyniosą te wszystkie dni wyobrażone w postaci pustych tabelek. Przyjdzie wiosna, lato, jesień i wreszcie zima, cykl zamknie się po raz kolejny. Im jestem starsza, tym bardziej smuci mnie upływający czas, i celowo nie świętuję już swoich urodzin - lepiej się czuję, spędzając Sylwestra z laptopem na kolanach (w ramach celebracji zjedliśmy z mężem pysznego świeżego ananasa zamiast tortu).

Nowy Rok, który obchodzimy półtora tygodnia po przesileniu zimowym, niesie z sobą nadzieję, ale i niewiadomą. O północy w Sylwestra, kiedy wszyscy cieszą się i wiwatują, trochę boli mnie ta świadomość. Patrząc na fajerwerki myślę, że teraz dni będą się wydłużać aż do przesilenia letniego, ale i o tym, że po raz kolejny dostaję w prezencie czas, którego na pewno nie wykorzystam w sposób optymalny. Zastanawiam się, jakie rozsądne cele postawić sobie w 2019 i jak zaplanować drogę do nich. Myślę też o tym, że listopad i grudzień mam już za sobą, teraz pozostało przebrnąć jakoś przez styczeń i luty, a w marcu będzie już można pocieszać się, że wiosna tuż, tuż.

Przesyłam wirtualne ciepłe uściski wszystkim, którzy tutaj zaglądają - jeżeli nie mieszkacie w tropikach albo na półkuli południowej, to pewnie też z nadzieją odliczacie dni do końca zimy. Niech Wam się darzy w 2019. Niech to będzie dobry, łaskawy dla nas wszystkich rok.


Chciałam zilustrować niniejszy wpis jakąś ciekawą staroświecką kartką noworoczną, ale już krótka chwila szperania w Google uświadomiła mi, że ciężko będzie wybrać tylko jedną... Poskładałam więc naprędce galeryjkę kartek. Szczęśliwego Nowego Roku życzą dziś państwu słodkie dzieciaczki, młoda para lecąca sterowcem i ładna listonoszka w czerwonych pończochach, ale też antropomorficzne butelki wina, anioł sypiący pieniędzmi, pijane wróżki, pijany gnom w towarzystwie świni, kobieta ze świńską głową łapiąca pieniądze do fartuszka, księżyc plujący dukatami oraz mój prywatny faworyt - banda chochlików na nietoperzach.