2022-01-13

E-bookowa antologia "Szepty" w SQN Originals - tylko do końca stycznia!


Bardzo niecierpliwie czekałam na moment, kiedy wreszcie będę mogła zareklamować tę premierę. Kochani!!! W serii SQN Originals ukazała się e-bookowa antologia "Szepty": 15 autorek i autorów (w tym pięć Hardych dziewczyn: Aneta Jadowska, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz, Martyna Raduchowska oraz niżej podpisana), świetne teksty, e-book w cenie 10 zł + VAT i CAŁY dochód ze sprzedaży idzie na wsparcie WOŚP. Zawsze twierdziłam, że możliwość wsparcia piórem (hm... klawiaturą) dobrych inicjatyw to jeden z fajniejszych aspektów tej całej zabawy w pisanie.

Ode mnie znajdziecie tutaj opowiadanie "Dzieci rosną w bluszczu", o którym wspominałam już kilka razy na blogu - baśniowe, lekko tęczowe i dziwne, w trochę innym stylu niż zazwyczaj. Wiąże się z nim ciekawa historia: otóż napisałam je prawie rok temu, żeby wypełnić zobowiązanie z pewnego bazarku charytatywnego (zaproponowałam, że napiszę opowiadanie dla zwycięzcy licytacji, wygrała ją Magdalena "Lierre" Stonawska). Później nie utrafiło w gusta tu i ówdzie - z powodów artystycznych, nie światopoglądowych, jego tęczowość jest nienachalna - m.in. nie trafiło do kolejnej edycji antologii weirdowej "Sny Umarłych", bo starano się tam dobrać teksty raczej z klucza "mrok i macki", ale nie ma tego złego, bo ostatecznie znalazło się w "Szeptach" i uważam, że to dla niego bardzo odpowiednie miejsce. 

Uwaga - antologię można kupić tylko w księgarni SQN Store i będzie dostępna w sprzedaży jedynie do końca stycznia! Chętnych zapraszam tutaj.




2022-01-06

Podsumowanie roku 2021

 

Zbierałam się od kilku dni i nie mogłam zebrać, żeby spisać tradycyjne podsumowanie minionego roku. Nie pomogły okoliczności: w weekend noworoczny, kiedy akurat dysponowałam czasem, zaszwankowała mi klawiatura w laptopie i nie mieliśmy pod ręką zewnętrznej, żeby ją podpiąć. W poniedziałek miauż kupił klawiaturę zewnętrzną, ale z kolei ja się zajęłam innymi sprawami... a potem nie wiadomo kiedy zrobiła się środa (teraz już praktycznie czwartek). Story of my life!

Teraz chwila refleksji. Od kilku lat moje podsumowania roczne wyglądały całkiem pozytywnie i optymistycznie (zawsze też jestem zaskoczona - choć przecież to logiczne - że ogólny bilans osiągnięć wypada za każdym razem dość podobnie: jeśli w danym roku więcej tłumaczyłam albo poświęciłam dużo energii na inne sprawy - jak wyjazdy czy wykańczanie mieszkania - to mniej pisałam, i vice versa). Rok 2021 był trochę inny. Czarnym cieniem kładą się na niego dwie śmierci: w Niedzielę Wielkanocną zmarł na covid w Gdańsku mój 38-letni kuzyn, zaś 16. września odeszła moja Babcia (nie dożyła swoich dziewięćdziesiątych urodzin, które przypadałyby 1. listopada). Śmierć Babci nie miała nic wspólnego z covidem, nastąpiła wskutek długiej, przewlekłej choroby, ale pandemiczne utrudnienia w dostępie do opieki zdrowotnej niestety najprawdopodobniej też zrobiły swoje. Wiem, że wielu znajomych również straciło w tym roku bliskich bądź przyjaciół. Tymczasem życie - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało - toczy się dalej. Niepokoją nas rosnąca inflacja, wzrost kosztów energii, prognozowana inwazja wariantu omikron oraz Polski (nie)Ład. Układamy plany na rok 2022, próbując nie popadać w pesymizm (względnie tkwimy w nim tak głęboko, że o żadnych planach nie ma mowy, ale to na szczęście nie mój przypadek). A co przyniesie przyszłość? Diabli wiedzą!

Tymczasem pora wreszcie podsumować wszystko, co zdołałam zwojować w 2021. Nie na wszystkich polach udało mi się zdziałać tyle, ile planowałam, ale nie jest źle. Przynajmniej w rok 2022 wchodzę pełna energii, animuszu i determinacji.

- Jeśli chodzi o twórczość literacką, tak się dziwnie złożyło, że rok 2021 był dla mnie rokiem BEZ ŻADNEJ PUBLIKACJI, nawet jednego opowiadania... Sama jestem zaskoczona, że tak wyszło - tym bardziej, że pisarsko nie był to absolutnie martwy rok, wprost przeciwnie: napisałam osiem opowiadań, w tym sześć do zbioru "Świerszcze w soli", znanego nieoficjalnie jako "Po stronie mroku 2", który ma się ukazać w 2022 r. Opowiadanie "Dzieci rosną w bluszczu" pojawi się już wkrótce na łamach pewnej antologii, na której premierę czekam jak na szpilkach, żeby móc ją zareklamować! Szykuje się też pomalutku jedna mała niespodzianka in English (umowa z wydawnictwem Head of Zeus jest już podpisana, ale nie chcę zdradzać tajemnicy, dopóki nie pojawi się oficjalna zapowiedź). Opowiadanie "Jak morowica przybyła do Smereczki" na razie zaległo w szufladzie i czeka na projekt, do którego będzie pasowało lepiej niż do "Świerszczy...".

- Przetłumaczyłam w tym roku sześć opowiadań do "Nowej Fantastyki" (szczególnie dumna jestem z "Nahiku Zachód" Lindy Nagaty i "Heretyckich czcicieli Zatopionego Boga" Laviego Tidhara), krótką powieść "W Kalabrii" Petera S. Beagle'a, która ukaże się niedługo w serii Uczta Wyobraźni wydawnictwa MAG, oraz 6 arkuszy długaśnej powieści, nad którą muszę w końcu przysiąść, żeby ją SKOŃCZYĆ I MIEĆ Z GŁOWY (na razie zmęczyłam mniej więcej jedną czwartą...).

- Od maja mam oficjalnie swoje zdalne redaktorskie biureczko w dziale prozy zagranicznej "Nowej Fantastyki" i bardzo się z tego cieszę: trafiłam w inspirujące miejsce, robię fajne rzeczy i cenię sobie możliwość współpracy z takim współredaktorem działu jak Marceli Szpak oraz świetnymi tłumaczami zewnętrznymi.

- Udało mi się pojechać na Bachanalia Fantastyczne do Zielonej Góry i wrócić szczęśliwie bez covidu, za to z Nagrodą im. Janusza Zajdla za "Czerń nie zapomina", i mam ten wyjazd wpisany na listę najcudowniejszych wspomnień ever (jedno z TYCH wspomnień, na których można się skupić, wołając "Expecto patronum!").

- Udało nam się z miaużem pojechać w góry, co prawda tylko raz - do naszej ukochanej Piwnicznej - ale przynajmniej pogoda fantastycznie dopisała, widoki były przecudne i wykorzystaliśmy czas maksymalnie. Przewędrowaliśmy wszystkie nasze ulubione szlaki (Hala Łabowska, Eliaszówka, Makowica, Rogacze, Radziejowa...), nic to, że smażąc się w upale.

Podsumowania czytelniczego nie będzie, albowiem udało mi się ZGUBIĆ ZESZYT, w którym od dwóch lat, zainspirowana przykładem znajomych, spisywałam wszystkie przeczytane książki... Trudna rada, jak widać nie mam predyspozycji, żeby kultywować ten szlachetny zwyczaj.

Moje plany na 2022 - przede wszystkim WIĘCEJ PISAĆ (co może okazać się wyzwaniem ze względu na obciążenie przekładami - będę m.in. tłumaczyć jedną długą książkę niefantastyczną, na której mi zależało i nie potrafiłam odmówić). Na pewno do napisania/dokończenia w najbliższych miesiącach są cztery opowiadania; w tym jedno, które dostarczy kilku osobom naprawdę dużej uciechy. A potem się zobaczy... Kusi mnie powrót do uniwersum Zmroczy, kusi też (i to już od paru lat!) pewna inna, dość szalona inicjatywa. Niestety wszystko rozbija się - jak zawsze - o problem czasu. Bardzo chciałabym też pojechać w jakieś góry, mam nadzieję, że do lata moje naderwane więzadło zdąży już ładnie się zregenerować.

Na zdjęciu - moja mina, kiedy kontempluję problem "jak upchnąć WSZYSTKO w ramy 24-godzinnej doby, nie robiąc pełnego odwyku od mediów społecznościowych" (a tak naprawdę chyba po prostu było mi zimno). 



2021-12-26

Boże Narodzenie 2021

 

Boże Narodzenie 2021 wyskoczyło na mnie niemalże zza węgła. Ani się obejrzałam, kiedy trzeba było rzucić się w wir przygotowań przedświątecznych - gotować, piec, sprzątać, ubrać choinkę, zapakować prezenty - przetrwać rodzinną Wigilię, nazajutrz rozesłać znajomym lekko spóźnione życzenia i pójść na świąteczny obiad u teściów... Jestem tym wszystkim zmęczona - nawet jeśli bardziej mentalnie niż fizycznie - dlatego chwilę potrwało, zanim wykrzesałam z siebie trochę energii, żeby tradycyjnie napisać kilka słów na blogu z okazji Świąt. Dziś przez pół dnia odsypiałam, potem dałam się mężowi wywabić na spacer (niezbyt długi, bo po krótkiej odwilży w Lublinie ścisnął mróz, chodniki pokrywa lód i jest sakramencko ślisko). Z sympatycznych rzeczy widzieliśmy na polu tatę, który pomagał małemu synkowi testować samochodzik na baterie, zapewne znaleziony pod choinką. No i przyjemnie dla odmiany zobaczyć w Boże Narodzenie przynajmniej trochę śniegu zamiast pluchy.

Rodzinna Wigilia upłynęła pod znakiem kociej obecności: Ofelia przyszła do salonu i najpierw przymierzała się do wskoczenia na stół, a kiedy z ojcem daliśmy jej stanowczo do zrozumienia, że nic z tego, władowała się na kolana najpierw mojemu mężowi, a potem mnie. Dokumentnie obsierściła mi spodnie i żakiet, mruczała, tuliła się i była w siódmym niebie, a kiedy musiałam ją w końcu zgonić, żeby móc wstać, osyczała mnie... Sammecik spał natomiast smacznie piętro wyżej i nasze świętowanie kompletnie go nie interesowało, zignorował nawet rozchodzący się po domu smakowity aromat wywaru rybnego, w którym ojciec podgrzewał kawałki gotowanego karpia.



Bombki na choince - niestety nie zrobiłam w Wigilię zdjęcia kokoszącej się nakolankowo kocicy.


Tegoroczne Święta są dla mnie naznaczone głębokim smutkiem z powodu sytuacji na granicy polsko-białoruskiej (w którymś momencie przestałam mieć siłę czytać kolejne wstrząsające reportaże o ludziach umierających z zimna w Puszczy Białowieskiej, ale nadal uważam, że Straż Graniczna dokonująca pushbacków w majestacie prawa to hańba dla mojego kraju) i z niepokojem obserwuję polaryzację nastrojów, nawet w obrębie mojej małej internetowej bańki towarzyskiej, oraz dyskurs polityczny grawitujący w stronę nacjonalizmu. W ogóle przyszłość martwi mnie bardziej niż jeszcze kilka lat temu, również w kontekście rynku wydawniczego (drożejący papier, rosnące koszty druku) i wyborów zawodowych. Z pozytywów: już niedługo będę mogła się pochwalić udziałem w bardzo fajnym projekcie - opowiadanie "Dzieci rosną w bluszczu" ukaże się w niezwykłej antologii non-profit, która ujrzy światło dzienne w styczniu. Mam też konkretne plany na pierwsze miesiące roku 2022 (prawdę mówiąc, mam konkretne plany na większą część roku, ale nie wiem, czy życie ich nie zweryfikuje).

W trochę weselszym duchu mogę się jeszcze podzielić anegdotą o świątecznej wpadce kulinarnej, na szczęście nie mojej (ja się nie porywam na tak ambitne wyzwania). Moja teściowa, która uwielbia gotować oraz testować nowe skomplikowane przepisy, podpatrzyła w jakimś programie kulinarnym, jak francuski kucharz przygotowuje pieczoną polędwicę wołową w cieście: na mięsie warstwa nadzienia z mielonej piersi kurzej, śmietany i ziół, to wszystko zawinięte w naleśniki, a potem w ciasto francuskie. Zapragnęła upiec taki sam smakołyk na święta zamiast zwykłej piersi z gęsi (my, szarzy i niegodni konsumenci, uwielbiamy jej gęś, ale uznała, że ambitniej będzie podjąć się Wyzwania). Nie wiem, ile godzin spędziła męcząc się nad tym dziełem, dość, że od strony wizualnej wyszło perfekcyjnie - apetycznie przypieczone ciasto francuskie kusiło złocistą barwą, a po rozkrojeniu każdy plaster wyglądał jak wielowarstwowy preparat anatomiczny - ale samo mięso wołowe źle się upiekło, było twarde, włókniste i niedobre. Mamy podejrzenia, że produkt sprzedany na dziale mięsnym jako polędwica tak naprawdę był ligawą albo czymś podobnym... Teściowie stwierdzili, że obiorą tę nieszczęsną pieczeń z warstwy ciastowo-nadzieniowej (która wyszła całkiem smaczna) i zjedzą tę "powłokę" oddzielnie, a łykowate mięcho się posieka, zatopi w jakimś gęstym sosie i zje jako gulasz. Ja w tym roku wzbiłam się na wyżyny swoich możliwości, szykując na Wigilię barszcz, sałatkę śledziową, kapustę z grochem, kompot z suszu i dwa proste ciasta - z uszkami postanowiłam się tym razem nie bawić, bo nie starczyłoby mi czasu ani siły - i wszystko wyszło co najmniej jadalne, choć na drugi raz nie będę wrzucać świeżego imbiru do kompotu z suszonych owoców, rozczarowała mnie ta kombinacja smaków (lubię suszone śliwki i lubię imbir, ale - jak się okazało - nie w tandemie). Ojciec przyrządził śledzie i karpie oraz zamówił skądś ekskluzywne kupne uszka z grzybami i tym sposobem już kolejny raz wyszła nam uproszczona, ale tradycyjna wieczerza wigilijna. Swoją drogą na Fb widziałam na czyimś wallu ciekawy wątek o niezwykłych rodzinnych tradycjach wigilijnych z różnych części Polski - podobno są rodziny, w których jada się w Wigilię na przykład smażone pierogi z serem na słodko, pierogi ruskie albo czerwoną fasolkę ze smażoną cebulą i orzechami włoskimi.

Wszystkim tu zaglądającym składam spóźnione życzenia świąteczne - zdrowia, spokoju i nadziei! Dobrych książek i seriali, jeśli oglądacie. I energii, żeby nacieszyć się zimą, jeśli tak jak w zeszłym roku nawiedzą nas opady śniegu oraz konkretniejsze mrozy.

Nie miałam siły szukać ciekawego obrazu o tematyce bożonarodzeniowej do omówienia, na dniach postaram się wyszperać coś z motywem pokłonu Trzech Króli.



2021-12-22

Styczniowy numer "Nowej Fantastyki" i limitowana edycja specjalna


Znów z małym opóźnieniem kilka słów ode mnie na temat zawartości styczniowego numeru "Nowej Fantastyki", który już trafił do kiosków i prenumeratorów. Świętujemy 35-lecie debiutu Andrzeja Sapkowskiego w "Fantastyce" - z tej okazji opublikowaliśmy wywiady z samym AS-em, z Michałem Żebrowskim (Geraltem w polskim filmie i serialu) oraz twórcami i obsadą serialu Netflixa (showrunnerka Lauren Hissrich, Henry Cavill, Anya Chalotra, Freya Allan, Joey Batey i scenograf Andrew Laws), a także artykuł o historii powstania opowiadania "Wiedźmin", od którego wszystko się zaczęło.

Jeśli chodzi o prozę, w tym numerze wydarzyła się ciekawa rzecz - otóż nie komunikując się w żaden sposób, Michał Cetnarowski i ja po raz kolejny wybraliśmy opowiadania, które interesująco korespondują ze sobą! Oba zawierają wątek dwóch rywali, z których jeden źle życzy drugiemu, bo został przezeń wcześniej skrzywdzony. W dziale prozy polskiej jest to tekst Marcina Rusnaka "Cztery spotkania z Brianem Hellermannem", jak zwykle u tego autora piekielnie sprawnie zrealizowany od strony warsztatowej: dark fantasy rozgrywające się w dziwacznym i groźnym świecie zaludnionym przez mnóstwo obcych ras, do którego czasem trafiają pechowi przybysze z naszej rzeczywistości. Dział zagraniczny poleca natomiast opowiadanie Artioma Biełogłazowa i Lwa Żakowa (były prośby o więcej fantastyki rosyjskiej, zostały wysłuchane!) "Choćby w ogień" o bohaterskim strażaku, który ma zdolność spowalniania czasu, dzięki czemu ratuje ludzi z pożarów, ale przy okazji postarza ich o kilka lat, bo taki jest uboczny efekt przejściowej anomalii czasowej. Po latach jeden z uratowanych nadal nie może wybaczyć swojemu zbawcy utraconego dzieciństwa.

Prozy jest tym razem nieco mniej niż zwykle, bo trzeba było wygospodarować miejsce na cyberpunkowy scenariusz RPG "Zielona Nadzieja" wyróżniony w tegorocznym konkursie Quentin. W numerze przeczytacie też o zapomnianej pisarce Francis Stevens. Oczywiście jak zawsze polecamy żelazne punkty programu - felietony i recenzje oraz najnowsze przygody Lila i Puta. Zachęcamy do lektury oraz - nieodmiennie - do prenumeraty, która pozostaje najkorzystniejszą cenowo opcją (12 numerów za jedyne 84 zł):
https://ksiegarnia.proszynski.pl/nf

Jeśli ktoś preferuje formę elektroniczną, zawsze można zainstalować naszą aplikację mobilną na Androida i iOS i tam kupić:
https://onelink.to/nowafantastyka

Można też skorzystać z wersji dostępnej w e-Kiosku:
https://www.e-kiosk.pl/nowa_fantastyka

A wybrane teksty z magazynu znajdziecie w wersji audio w Lectonie:
https://lectonapp.com/pl/podcast/nowa-audio-fantastyka





To jednak nie koniec wieści! 16 grudnia z okazji 35-lecia debiutu Geralta z Rivii do sprzedaży trafił stworzony we współpracy z Netflixem okolicznościowy ekskluzywny numer specjalny "Nowej Fantastyki". Wydanie to ma nakład zaledwie 400 egzemplarzy i niestety nie będzie dostępne w normalnej dystrybucji. Można je zdobyć jedynie biorąc udział w konkursach organizowanych przez Netflix, „Nową Fantastykę” i zaprzyjaźnione strony społeczności fanowskiej.

Okładkę liczącego 36 stron wydania zdobi stworzona specjalnie na tę okazję grafika Jakuba Rebelki (prawda, że cudna??). W środku dzięki uprzejmości wydawnictwa SuperNowa znalazł się przedruk opowiadania „Wiedźmin” z ilustracjami Czarli Bajki i Nikodema Cabały. Ponadto przeczytacie w nim wywiady z Andrzejem Sapkowskim, Michałem Żebrowskim, Mirkiem Kowalskim (SuperNowa), twórcami i obsadą serialu (Lauren Hissrich, Henry Cavill, Anya Chalotra, Freya Allan, Joey Batey, Andrew Laws) oraz artykuły o historii literackiego Wiedźmina, kreacji świata w cyklu Andrzeja Sapkowskiego i o filmowym uniwersum tworzonym przez Netflix. A wisienką na torcie jest dołączony do numeru wiedźmiński medalion.






P.S. Na fejsie niektórzy czytelnicy gniewają się i burzą, że numer specjalny nie jest dostępny w normalnej sprzedaży i nie dostali go prenumeratorzy. Też żałuję, że nie da się tej edycji po prostu kupić za uczciwe złotówki (to sytuacja jak żywcem wzięta z mema "shut up and take my money"). Nie wiem, co przesądziło o takiej, a nie innej decyzji wydawcy, ale na pewno nie wypływa ona ani z bezinteresownej złośliwości, ani z bezmyślności - podejrzewam, że raczej z jakichś ograniczeń formalnych, gdy chodzi o prawa do części materiałów opublikowanych w tym numerze... 



2021-12-19

Wieści przedświąteczne i trochę marudzenia w temacie skręconej kostki

 

Jakoś tak wyszło, że kolejny tydzień śmignął nie wiadomo kiedy i nagle JUŻ PRAWIE ŚWIĘTA, już trzeba myśleć o przedświątecznych porządkach, pakowaniu prezentów, ubieraniu choinki, gotowaniu jedzenia na Wigilię i jak co roku włącza mi się tryb #kiedyjatoogarnę... (Wigilię od kilku lat szykujemy z moim ojcem wespół w zespół: on śledzie, ja barszcz, on karpia w dwóch postaciach, ja kapustę z grochem, kompot z suszu i ciasta, z wyłączeniem makowca, który będzie kupny. Uszka też zamierzam sobie tym razem darować, zamiast nich zjemy do barszczu razowy chlebek i pierogi z kapustą z osiedlowej piekarni.) 

Odesławszy wydawcy ostatnie opowiadanie do zbiorku "Świerszcze w soli", weszłam w tryb bojowy nadganiania rozmaitych zaległości i autentycznie nawet nie zauważyłam, kiedy z ósmego grudnia zrobił się dziewiętnasty... Czternastego - we wtorek - wieczorem dobiegła końca akcja #HardaAukcja, czyli seria licytacji książek Hardej Hordy na rzecz Fundacji Ocalenie. Ku naszej ogromnej radości odzew był niesamowity, a kwoty bardzo konkretne, gorąco dziękujemy wszystkim licytującym!!!!! Niektórzy wpłacali nawet więcej niż zadeklarowali w licytacji (a hardy Mikołaj podorzucał im później to i owo do paczek). Finalnie udało się zebrać łącznie ok. 3100 zł!!!! Większość paczek z fantami już została nadana (niektóre nawet zdążyły dotrzeć do adresatów, w tym mój "Teatr węży"), kilka niedobitków trafi do paczkomatu jutro lub pojutrze. (Na zdjęciu poniżej - porcyjka fantów chwilę przed spakowaniem do dwóch paczek.)




Z nieco innej beczki: w sprzedaży już pojawił się styczniowy numer "Nowej Fantastyki", światło dzienne ujrzało też specjalne wydanie limitowane z okazji 35-lecia debiutu Andrzeja Sapkowskiego w "Fantastyce" opowiadaniem "Wiedźmin", ale o jednym i drugim napiszę więcej w oddzielnym poście. Z tego co mi wiadomo, wydania limitowanego nie da się kupić, można je będzie wygrać w licznych konkursach bądź wylicytować na licytacjach na rzecz WOŚP. 

Z gorszych wieści - miałam pod koniec stycznia 2022 jechać do Gniezna na konwent Fantasmagoria, a tu guzik, właśnie się dowiedziałam, że w związku z sytuacją epidemiologiczną oraz niepewnością co do terminu ferii zimowych (a więc i dostępności szkoły konwentowej) impreza zostaje przełożona na termin wakacyjny. Tak się cieszyłam, że jeszcze w zimie wyskoczę na Warszawskie Targi Fantastyki oraz Fantasmagorię, a potem WTF-y zasabotował mi niefortunny wypadek własny, zaś Fantasmagorię okoliczności zewnętrzne... Smutno - ale nie ma tego złego, będę miała w styczniu nieco mniej napięty grafik. Liczę, że co się odwlecze, to nie uciecze i w wakacje jednak uda mi się pojechać do Gniezna.

Przez ostatni miesiąc zbierałam się, żeby pomarudzić obszerniej na temat swojej nieszczęsnej skręconej kostki, bo jest to w sumie niezła anegdota i na szczęście z (w miarę) happy endem. Skręciłam tę nogę w tak głupich okolicznościach, że trudno o głupsze: siedziałam na kanapie z telefonem, marnując kolejną godzinę na Facebooku (tak, sama jestem sobie winna!) i nie zauważyłam, że stopa mi zdrętwiała do tego stopnia, że straciłam w niej czucie. Wstałam, wsunęłam klapki, zamyślona ruszyłam do kuchni i dopiero po dwóch-trzech krokach zorientowałam się, że zamiast stopy mam miękki flak, ale było już za późno: podwinęła mi się, przewróciłam się w przedpokoju jak długa, ZABOLAŁO JAK JASNY PIORUN, a sekundę później siedziałam na podłodze trzymając się za kostkę, przeklinając jak stary krasnoludzki wozak i tłumacząc mężowi, co się stało... Byłam bliska omdlenia z bólu (literalnie - dostałam zawrotów głowy, zrobiło mi się ciemno przed oczami i musiałam chwilę poleżeć, zanim organizm się ogarnął), więc liczyłam się z możliwością, że to zwichnięcie albo nawet złamanie i czeka mnie kilka tygodni w gipsie albo przynajmniej ortezie, o kulach. No, ale standardowa pierwsza pomoc (noga wysoko, obłożyć staw lodem przez ściereczkę) pomogła na tyle, że kostka nie spuchła jakoś bardzo i godzinę po urazie już mogłam ostrożnie kuśtykać. Wielkie uff...

Dwa dni później, kiedy udało mi się dobić do ortopedy (oczywiście prywatnie), nie byłam pewna, czy bardziej się cieszę z tego, że w ogóle mogę chodzić - powolutku, na sztywnej nodze - i nie potrzebuję ortezy, czy frustruję tym, jak długo potrwa dochodzenie do zdrowia... Ale finalnie chyba jednak przeważyła ulga. Stan "nie pójdę na spacer ani po zakupy, ale mogę się samodzielnie przemieszczać po mieszkaniu, ugotować obiad, odkurzyć, a nawet ostrożnie wejść na krzesło i zdjąć książkę z wysokiej półki" nie był nawet tak strasznie uciążliwy w sytuacji, gdzie pogoda i tak zniechęcała do wystawiania nosa na dwór, a deadline'y przykuły mnie do komputera. Bardzo smutno zrobiło się dopiero na wizycie kontrolnej, kiedy ortopeda kategorycznie zalecił mi odwołać wyjazd na WTF-y - co uczyniłam niechętnie, po długich deliberacjach, ale sama widziałam, że ledwo łażę i strach się pakować z taką nogą do pociągu, a zwłaszcza z niego wysiadać. Następnie... w przeddzień odwołanego już wyjazdu nagle nastąpiła skokowa poprawa: przestałam kuśtykać w tempie 90-letniej staruszki, a zaczęłam prawie normalnie chodzić. Oczywiście płakałam gorzkimi łzami (metaforycznie), że WTF-y mi przepadły, ale co począć...

USG wykonane miesiąc po urazie wykazało, że mam konkretnie naderwane więzadło (na szczęście tylko jedno, w najbardziej czarnym scenariuszu mogłyby się rozerwać trzy) oraz obrzęki tu i ówdzie, więc dostałam skierowanie na zabiegi. Sytuacja na dzień dzisiejszy wygląda tak, że nadal bandażuję nogę bandażem elastycznym i grzecznie chodzę na fizykoterapię, gdzie miłe panie dmuchają mi na ten nieszczęsny staw lodowatym powietrzem (AUUU), naświetlają go laserem (tylko troszkę au) i pakują w pole magnetyczne (bez au). Noga nadal boli przy niektórych ruchach, mam drobne problemy ze schodzeniem po schodach i nie mogę się wspiąć na palce, ale z każdym dniem jest lepiej. Ortopeda powiedział, że najlepszym testem sprawności skręconego stawu skokowego jest chodzenie po nierównym podłożu: kiedy będę mogła bez bólu spacerować po wertepach, to będzie sygnał, że mogę wrócić do aktywności sportowej (dopytałam - tak, moje długie spacery i nordic walking liczą się jako aktywność sportowa). Póki co mogę się rehabilitować po emerycku: dreptaniem do sklepu, na pocztę i po osiedlu.

Mam jeden komentarz do całokształtu sytuacji: siła niższa (ta, która dziurawi dętki w rowerach, plami koszule keczupem i zapodziewa ludziom dowody osobiste oraz jest gwiazdą jednej z powieści Marty Kisiel) to zaprawdę podstępna bestia! W swoim ponad czterdziestoletnim życiu zwędrowałam kawał Tatr, Beskidu i Bieszczadów, jako dziecko szalałam na trzepakach i PRL-owskich placach zabaw, w młodości jeździłam na łyżwach tudzież rolkach, na studiach trenowałam taekwon-do i wprawdzie w efekcie tego wszystkiego mam problemy z kolanem, które boli przy większych obciążeniach, ale nawet ono nigdy nie wyłączyło mnie z normalnej aktywności na dłużej niż kilka dni. A potem podczas SCHODZENIA Z KANAPY przydarzył mi się taki wypadek, że prawie pięć tygodni później nadal leczę jego skutki.

I tym pozytywnym akcentem...




2021-12-09

Grudniowa "Nowa Fantastyka": fantastyka religijna w różnych odsłonach


Z opóźnieniem kilka słów ode mnie o grudniowym numerze „Nowej Fantastyki”, który wciąż jeszcze znajduje się w sprzedaży. Jest to kolejny z serii naszych numerów tematycznych, tym razem z leitmotivem „religia”. Temat bliski memu sercu, bo lubię fantastykę religijną i czasem nawet zdarza mi się ją pisywać (bycie córką absolwenta teologii, niedoszłego księdza, zobowiązuje!).

W dziale prozy polskiej znalazły się opowiadania „Anioł niemocy” Jacka Soboty (długie, intrygujące, o dziwnym mieście, w którym rządzi dziwne bóstwo; ujęło mnie zakończeniem), „Psy wojny” Wojciecha Szydy (krótkie; demony prowadzą skomplikowaną grę hazardową) i „Extra Ecclesiam” Bartłomieja Dzika (wizja tego, co mogłoby się stać, gdyby świat w niedalekiej przyszłości uzyskał twarde dowody na istnienie czyśćca i piekła; całkiem zabawne).

Dział prozy zagranicznej musiał w ostatniej chwili zmodyfikować swoje ambitne plany, bo nie udało się zdobyć praw do opowiadania Octavii Butler, które Marceli wyhaczył i chciał tłumaczyć. W menu figurują: „Adiuva” amerykańskiej historyczki i urbanistki Arkady Martine, której powieść „Pamięć zwana Imperium” (pierwszy tom cyklu Teixcalaan) niedawno ukazała się w Polsce, „I ci ,którzy przychodzą” Sarah Avery oraz „Ostatni bogowie” Sama J. Millera. „Adiuva” w tłumaczeniu Aleksandry Klęczar to krótkie opowiadanie o dwóch krzyżowcach, którzy spędzili kilkaset lat uwięzieni w pętli czasu – wciąż zdążają do Jerozolimy, nie mogąc tam dotrzeć. Pustynia, Stambuł, krucjaty; zagubienie, desperacja oraz wzajemna lojalność towarzyszy broni, silniejsza niż upływ czasu. „I ci, którzy przychodzą” to retelling słynnego „Ci, którzy odchodzą z Omelas” Ursuli Le Guin (o mieście, którego mieszkańcy cieszą się bezpieczeństwem i dostatkiem za cenę tego, że skazują jedno zamknięte w piwnicy dziecko na życie w ciemności i bezustannym cierpieniu - celowo dałam do numeru "religijnego" opowiadanie o dramatycznym dylemacie etycznym, ale w ujęciu świeckim), natomiast „Ostatni bogowie” to postapo. Bardzo dobre postapo, opisujące świat, w którym po zagładzie cywilizacji oraz ochłodzeniu klimatu (nuklearna zima?) przetrwały tylko małe społeczności plemienne, a jedno z tych plemion oddaje cześć boską orkom oceanicznym.

W części publicystycznej znalazły się wywiady z dwoma aktorami z serialu „Wiedźmin” (Joey Bates i Kristofer Hivju – serialowi Jaskier i Nivellen), artykuł o scjentyzmie i jediiźmie oraz omówienie religijnych, duchowych korzeni „Diuny”, a także pożegnalna galeria prac zmarłego niedawno grafika Jarosława Musiała, wieloletniego współpracownika „NF”. 
Ponadto jak zwykle recenzje, felietony i inne stałe atrakcje (Lil i Put wrócą w przyszłym miesiącu). 
Planowaliśmy do tego numeru również dłuższy artykuł o twórczości nieco dziś zapomnianego Marka S. Huberatha (mojego autorstwa - bardzo rzadko biorę się za pisanie publicystyki, dla Huberatha zrobiłam wyjątek*), ale się nie zmieścił, ukaże się pewnie w styczniu.

Grudniową "Nową Fantastykę" znajdziecie w kioskach, empikach i stacjonarnej księgarni wydawnictwa Prószyński i S-ka (Warszawa, ul. Rzymowskiego 28). Jeśli wolicie prostsze rozwiązania od szukania po kioskach, nieustająco zachęcamy do prenumeraty - taniej i z dostawą do domu:
https://ksiegarnia.proszynski.pl/nf

Można też skorzystać z aplikacji mobilnej, w której poza kolejnymi numerami „NF” znajdziecie gratisowe antologie z serii "Fantastyczne pióra". Tu również dostępna jest opcja subskrypcji:
https://onelink.to/nowafantastyka

Mamy także wersję elektroniczną dostępną w e-Kiosku:
https://www.e-kiosk.pl/numer,374757,nowa_fantastyka

A wybrane teksty możecie odsłuchać w aplikacji Lecton:
https://lectonapp.com/pl/podcast/nowa-audio-fantastyka

Zapraszamy!






*) Tak, wiem, że Huberath niestety podpisał ostatnio jakąś deklarację medialną pod hasłem "murem za polskim mundurem" - zasmuciło mnie to, ale nadal cenię go jako pisarza i autora takich utworów jak "Druga podobizna w alabastrze" czy "Balsam długiego pożegnania", niezależnie od poglądów...



2021-12-07

Grudniowe wieści z kanapy




Straszne rzeczy dzieją się na tym świecie, moi drodzy - nie wiadomo kiedy śmignął za oknem nie tylko listopad, ale też pierwszy tydzień grudnia... Powracam na blog po przerwie z kilkoma dobrymi wiadomościami i jedną złą.

Na początek dobra wiadomość - SKOŃCZYŁAM!!!!!! Co prawda z kompromitującym poślizgiem, ale SKOŃCZYŁAM zbiór opowiadań "Świerszcze w soli" - ostatnie, tytułowe opowiadanie wczoraj pofrunęło do wydawcy, a ja mogę z czystym sumieniem zająć się innymi zaległymi sprawami!

Druga dobra wiadomość jest taka, że już w najbliższy weekend, 11-12 grudnia, w Warszawie odbędzie się zimowa edycja Warszawskich Targów Fantastyki. Zgodnie z planem w niedzielę 12 grudnia o 13:00 miałam mieć na nich spotkanie autorskie, które poprowadziłby Bartek "Godai" Biedrzycki... Bardzo się cieszyłam i już zdążyłam się poumawiać z różnymi ludźmi, z którymi planowałam się spotkać na Targach, podpisać im książki i tak dalej. Niestety - i to jest wspomniana wyżej informacja zła, a nawet kijowa - okazało się, że guzik, nic z tego wyjazdu nie wyjdzie. W połowie listopada brzydko skręciłam kostkę i chociaż zgodnie z zaleceniem ortopedy bardzo ograniczyłam obciążanie tej nogi, żeby mogła się szybciej wygoić (trzy tygodnie bez spacerów, w areszcie domowym - kto mnie zna, ten wie, że było to duże wyzwanie dla mojej cierpliwości), dziś na wizycie kontrolnej lekarz absolutnie nie poparł planu jechania do Warszawy za cztery dni. Bardzo mi smutno, ale co zrobić, moja noga rzeczywiście nie kwalifikuje się do tego, żeby z nią wsiadać do pociągów, łazić po schodach i śliskich chodnikach...  Pozostaje mi jedynie polecić Waszej uwadze niedzielne spotkania z dwiema innymi autorkami Hordy - Anią Siemomysłą Hrycyszyn (o 11:00) i Anią Kańtoch (o 15:00).




Warszawskie Targi Fantastyki jak zwykle odbędą się w ścisłym centrum stolicy, w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy (ul. Bracka 25), który znajduje się o rzut mokrym beretem od Pałacu Kultury. Na imprezie obowiązuje nakaz noszenia maseczek i parę innych ograniczeń sanitarnych wynikających ze specyfiki miejsca (m.in. zakaz siadania na schodach oraz wprowadzania zwierząt - wszystko jedno, fantastycznych czy nie), o szczegółach przeczytacie na fanpage'u Targi Fantastyki.

(Nawiasem mówiąc, przed momentem w trakcie pisania niniejszego posta udało mi się popełnić uroczą pandemiczną mózgówkę: NAKAZ MASZENIA NOSECZEK...)

Trzecia dobra wiadomość to że wydawnictwo Mag zapowiedziało za niecałe dwa miesiące premierę książki, którą tłumaczyłam, a będzie to, uwaga, "W Kalabrii" Petera S. Beagle'a!!!! Jeżeli nic Wam nie mówią tytuły takich książek tego autora jak "Ostatni jednorożec" i "Pieśń karczmarza" (wydana w Polsce również w innym tłumaczeniu, jako "Pieśń oberżysty"), to macie srogie luki w wykształceniu!
"W Kalabrii" to króciutka powieść o niemłodym kalabryjskim rolniku, na którego posesję pewnej wiosny przybyła jednorogini, żeby się tam oźrebić na łączce. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, polskie wydanie ukaże się 28 stycznia 2022 r. z taką oto uroczą okładką (nie do końca adekwatną do treści, bo jako się rzekło - akcja książki dzieje się w gospodarstwie wiejskim, a bohater jest ponurym wąsatym Włochem w wieku pod pięćdziesiątkę):




I ostatnie ogłoszenie na dziś - na fanpage'u Harda Horda Literacka od wczoraj aż do 14 grudnia trwa świąteczna harda akcja specjalna, #HardaAukcja: seria charytatywnych licytacji książek na rzecz Fundacji Ocalenie. Na zdjęciu poniżej - mniej więcej jedna trzecia fantów, które planujemy wystawić. Licytacje zakończą się we wtorek 14 grudnia o godz. 20:00. Wszystkich, którzy korzystają z Facebooka, gorąco zachęcam do udziału!