Z tej okazji warto przypomnieć, że papierowe "Harde Baśnie" od pewnego czasu są już znowu dostępne w SQN Store - solo (do wersji papierowej e-book dodawany jest gratis) oraz w atrakcyjnych pakietach z "Hardą Hordą":
Nie upłynął jeszcze pełny rok, odkąd pandemia dotarła do naszego kraju, choć chwilami można odnieść wrażenie, że nieszczęsna "nowa normalność" towarzyszy nam znacznie dłużej... Mając to szczęście, że funkcjonuję w cichej, niestresującej, w sumie miłej rutynie - tłumaczenia lub pisanie, Internet, dom, czytanie książek, spacery i gimnastyka - stwierdzam po raz kolejny, że wręcz niepokojąco łatwo przyzwyczaiłam się do braku imprez wyjazdowych typu konwenty i targi książki (ale też trzeba pamiętać, że w ostatnich latach były dla mnie raczej źródłem stresu niż relaksu i rekreacji). Mimo to z zainteresowaniem przeczytałam informację, że kolejna edycja Warszawskich Targów Książki ma się odbyć w terminie 17-20 czerwca 2021, prawdopodobnie w Pałacu Kultury i Nauki. Obawiam się, że najrozsądniej byłoby zorganizować stoiska handlowe w namiotach na zewnątrz, nie w zamkniętej przestrzeni, ale zobaczymy...
Z własnego poletka mam niewiele do zakomunikowania, albowiem, jako się rzekło: czas pandemiczny to dla mnie głównie senne siedzenie przy biurku (na dniach skończę tłumaczyć mikropowieść Znanego Autora, która trochę mnie rozczarowała pod względem koncepcyjnym, choć jest ładnie napisana). W internetach pojawiło się kilka nowych recenzji antologii Harde Baśnie, w tym jedna dość obszerna i szczegółowa:
Harde Baśnie: baśniowe historie opowiedziane na nowo
A z braku innych wieści podrzucam znowu fragmencik literackiej surowizny z warsztatu. Wczesną wiosną roku 2016 zaczęłam pisać powieść, która mi się szybko odpodobała i zostałam ze stertą fragmentów, nie mając pomysłu, jak je konstruktywnie wykorzystać. Po prawie pięciu latach odgrzebałam i odkurzyłam kilkanaście stron tego tekstu - najbardziej kompletny i spójny wątek - planując je rozwinąć w opowiadanie do domykanego aktualnie zbiorku. Panie i panowie, przed wami krótka próbka opowiadania o martwej dziewczynce, które nie ma jeszcze tytuły (rozważam opcję "Dom śmierci, rzeka wspomnień", ale nie jestem przekonana). Enjoy.
Pamiętacie Roszpunkę z filmu "Zaplątani"? Księżniczkę porwaną z kołyski jako niemowlę, którą przybrana matka więzi w wieży? Roszpunka wynajduje sobie w zamknięciu mnóstwo zajęć - maluje, kucharzy, gimnastykuje się, sprząta, bawi ze swoim kameleonem, szyje, robi świece, czyta książki - ale nijak jej to nie pomaga uciec przed świadomością, że prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, na zewnątrz. Że egzystencja w areszcie domowym, bez kontaktu z ludźmi, jest jednostajna, smutna i pusta.
Epidemia covidu z towarzyszącymi jej obostrzeniami zafundowała nam wszystkim łagodniejszą wersję syndromu Roszpunki. Niby nie siedzimy w zamknięciu (chyba że mieliśmy pecha zachorować lub trafić na kwarantannę), możemy wyjść po zakupy, na spacer, pojechać do lasu. Jeśli nie straciliśmy pracy, to pracujemy - jedni zdalnie, inni tak jak zawsze, jeszcze inni (jak mój mąż) raz tak, raz tak. Życie towarzyskie kwitnie w Internecie, rok 2020 przyniósł też zdalne lekcje, szkolenia i kursy, zdalne warsztaty literackie, a nawet zdalne targi, konwenty i inne imprezy. Wszystko to nie zmienia faktu, że po iluś miesiącach egzystowania w trybie praca-dom-spacery-Internet człowiek strasznie by chciał już nie to, że wsiąść w pociąg i pojechać na konwent, ale choćby włożyć ładną bluzkę i pójść na kilkuosobowe spotkanie towarzyskie u znajomej (jedno z tych spotkań, na które w ostatnich latach raczej nie chodziłam, tłumacząc się brakiem czasu, a teraz kajam się i przyznaję, że był to błąd...). Mniej introwertyczna przyjaciółka śmieje się ze mnie, że ona już w kwietniu chodziła po ścianach, a ja dopiero teraz się obudziłam, że "jest grudzień, hm, coś dawno ludzi nie widziałam"! No niestety, tak - jest grudzień 2020 i nadszedł ten moment, kiedy powszechny lockdown zaczyna męczyć nawet tak zdeklarowaną introwertyczkę jak ja.
(Tangled via Walt Disney Pictures)
Na pocieszenie próbuję sobie mówić, że kiedy już sezon grypowy się przewali i statystyki zachorowań na covid zaczną spadać, odbiję sobie ograniczenia, wychodząc do ludzi - w szczególności spotkam się z różnymi osobami, z którymi nie było okazji/czasu się widywać jeszcze przed pandemią. Poza tym oczywiście naiwnie liczę, że w 2021 uda się zaliczyć choćby JEDEN konwent. Zobaczymy...
Jedno, co mi poprawia humor w ten weekend, to fakt, że wczoraj przyszły egzemplarze autorskie antologii "Harde Baśnie" i są PRZE-CUD-NE!!! Serio, to jest obłędnie pięknie wydana książka. Ta okładka, ten lisi pyszczek, ten pomarańczowy grzbiet! I jaka gruba! Musiałam przearanżować książki na półce (trylogia husycka Sapkowskiego została przeniesiona jedną półkę niżej, przez co sąsiaduje teraz z "Teatrem węży", skądinąd adekwatnie), żeby "Harde Baśnie" mogły dumnie stanąć obok swojej starszej, szczuplejszej siostry.
Mam nadzieję, że trzymacie się ciepło i zdrowo w końcówce tego ponurego listopada. Jak to w życiu bywa, mam dla Was parę dobrych wiadomości i jedną złą. (Ci, którzy śledzą doniesienia z Facebooka, już wiedzą.)
Zła wiadomość jest taka, że koronawirus nawiedził drukarnię, która miała drukować "Harde Baśnie". Kilka osób wylądowało na kwarantannie, a co za tym idzie, wysyłka egzemplarzy ruszy z poślizgiem: 4 grudnia zamiast 26 listopada. No niestety, taki mamy rok (myślę, że to nie obecność Krysi Chodorowskiej jako trzynastej autorki w zbiorze przyniosła nam tym razem pecha). Mam nadzieję, że ucieszy Was natomiast wieść, że w odpowiedzi na liczne głosy nawołujące do obniżenia ceny "Hardych Baśni" w SQN Store pojawiły się nowe propozycje pakietowe.

* * *
A z całkiem innej beczki: skończyłam opowiadanie pt. "Kontrakt Ficerów" utrzymane w podobnych klimatach, jak zbiór Po stronie mroku. 52 tysiące znaków, a w środku między innymi demon, sztuk jeden. Oczywiście nie zamierzam trzymać tego tekstu bezterminowo w szufladzie - mam względem niego konkretne plany, tyle że wymagają one napisania jeszcze co najmniej jednego opowiadania i jednej mikropowieści. Tak, w samym środku pandemii próbuję skompletować drugi zbiorek piekielny złożony z dziewięciu tekstów (siedem już mam). Zobaczymy, co z tego wyniknie - na razie jestem na etapie przeglądania notatek i decydowania, czym domknąć zbiór, żeby ładnie dobić do objętości 450-500 tys. znaków. Zgubiłam zapisane ręcznie notatki dotyczące takiego jednego fajnego pomysłu - były w papierowej teczce, a teczka leży GDZIEŚ w wielkim bałaganie na moim regale - ale w plikach na laptopie mam zanotowane ze trzydzieści innych pomysłów w samych tylko klimatach piekielnych, więc myślę, że coś wybiorę.
