Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harde Baśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harde Baśnie. Pokaż wszystkie posty

2021-03-03

Konline 2021 i inne dobre wieści

 

Pandemia oznacza dojmujący i smutny brak konwentów, ale ponieważ natura nie znosi próżni, co jakiś czas organizowane są wydarzenia online. I tak na przykład już pod koniec tego tygodnia, w dniach 5-7 marca, odbędzie się zdalny konwent Konline organizowany przez Stowarzyszenie Avangarda. Spotkania, prelekcje i panele będą się odbywać na platformie Jitsi Meet, a program znajdziecie tu.

Będę gościem tego wydarzenia, co mnie cieszy, bo wobec braku wyjazdów nawet okazje do zdalnego integrowania się z fandomem jawią się jako atrakcja... Moje punkty programu:

Piątek 5 marca

19:00 - 19:50 Spotkanie autorskie. Blok literacki. Prowadzący: Marcin "Alqua" Kłak.

Sobota 6 marca

17:00 - 17:50 Panel dyskusyjny Hardej Hordy. Blok literacki. Uczestniczki: Krystyna Chodorowska, Agnieszka Hałas, Anna Hrycyszyn, Milena Wójtowicz. Prowadząca: Magda "Cathia" Kozłowska.

20:00 - 20:50 Panel ogólnoliteracki. Blok literacki. Uczestnicy: Radek Rak, Agnieszka Hałas, Marta Krajewska, Michał Gołkowski. Prowadzący: Mikołaj Kowalewski.


Mam też dobrą wiadomość z całkiem innej dziedziny: wrocławskie Radio Ram wyemitowało krótką audycję, w której fantastycznie rozentuzjazmowana Dagmara Chojnacka opowiada o obu hardych antologiach! W necie dostępny jest podcast z tej audycji.

Z tej okazji warto przypomnieć, że papierowe "Harde Baśnie" od pewnego czasu są już znowu dostępne w SQN Store - solo (do wersji papierowej e-book dodawany jest gratis) oraz w atrakcyjnych pakietach z "Hardą Hordą": 








2021-02-07

Lutowy brak wieści i kolejny fragmencik

 

Nie upłynął jeszcze pełny rok, odkąd pandemia dotarła do naszego kraju, choć chwilami można odnieść wrażenie, że nieszczęsna "nowa normalność" towarzyszy nam znacznie dłużej... Mając to szczęście, że funkcjonuję w cichej, niestresującej, w sumie miłej rutynie - tłumaczenia lub pisanie, Internet, dom, czytanie książek, spacery i gimnastyka - stwierdzam po raz kolejny, że wręcz niepokojąco łatwo przyzwyczaiłam się do braku imprez wyjazdowych typu konwenty i targi książki (ale też trzeba pamiętać, że w ostatnich latach były dla mnie raczej źródłem stresu niż relaksu i rekreacji). Mimo to z zainteresowaniem przeczytałam informację, że kolejna edycja Warszawskich Targów Książki ma się odbyć w terminie 17-20 czerwca 2021, prawdopodobnie w Pałacu Kultury i Nauki. Obawiam się, że najrozsądniej byłoby zorganizować stoiska handlowe w namiotach na zewnątrz, nie w zamkniętej przestrzeni, ale zobaczymy...

Z własnego poletka mam niewiele do zakomunikowania, albowiem, jako się rzekło: czas pandemiczny to dla mnie głównie senne siedzenie przy biurku (na dniach skończę tłumaczyć mikropowieść Znanego Autora, która trochę mnie rozczarowała pod względem koncepcyjnym, choć jest ładnie napisana). W internetach pojawiło się kilka nowych recenzji antologii Harde Baśnie, w tym jedna dość obszerna i szczegółowa:

Harde Baśnie: baśniowe historie opowiedziane na nowo


A z braku innych wieści podrzucam znowu fragmencik literackiej surowizny z warsztatu. Wczesną wiosną roku 2016 zaczęłam pisać powieść, która mi się szybko odpodobała i zostałam ze stertą fragmentów, nie mając pomysłu, jak je konstruktywnie wykorzystać. Po prawie pięciu latach odgrzebałam i odkurzyłam kilkanaście stron tego tekstu - najbardziej kompletny i spójny wątek - planując je rozwinąć w opowiadanie do domykanego aktualnie zbiorku. Panie i panowie, przed wami krótka próbka opowiadania o martwej dziewczynce, które nie ma jeszcze tytuły (rozważam opcję "Dom śmierci, rzeka wspomnień", ale nie jestem przekonana). Enjoy.


* * *


Dziewczynka stała na poboczu, wpatrując się w półciężarówkę migającą żółtymi światłami i mężczyzn w odblaskowych kamizelkach. Żaden z robotników naprawiających rozwaloną barierkę ochronną nie zwrócił na nią uwagi, mimo że od najbliższych zabudowań dzielił ich ponad kilometr, a dzieci w wieku wczesnoszkolnym raczej nie włóczyły się po poboczu tej ruchliwej drogi.

Miała na sobie niebieski T-shirt z wróżką, legginsy w różowo-szare paski oraz białe, przybrudzone tenisówki z błękitnymi sznurówkami. Jej sięgające ramion jasne włosy przytrzymywała nad czołem różowa plastikowa opaska.

Niebo było pokryte warstwą chmur, położenie słońca zdradzała tylko jaśniejsza plama. Mimo to uważny obserwator mógłby dostrzec drobny, intrygujący szczegół.

Na rozgrzanej asfaltowej nawierzchni kładły się niewyraźne cienie robotników, samochodu, barierki, ale dziewczynka w niebieskiej koszulce nie rzucała cienia.

Stała długo. Patrzyła. Robotnicy pracowali, pocąc się w upale i rzucając przekleństwa. Co chwila mijały ich pędzące auta. Wreszcie skończyli, załadowali narzędzia do półciężarówki, wsiedli i odjechali.

Za barierką było strome zbocze porośnięte rzadką trawą i krzakami, a kilkanaście metrów niżej bura, leniwie płynąca rzeka. Dziewczynka mgliście pamiętała zimną wodę o mdłym mulistym posmaku. A może tylko jej się zdawało. W jednej chwili siedziała na tylnym siedzeniu w foteliku, przypięta pasami, i zobaczyła przez przednią szybę, że tata będzie zaraz wyprzedzał tira, w następnej szła po nagrzanym asfalcie sama jedna. Skądś wiedziała, że jest martwa, ale nie smuciło jej to. Nic jej nie bolało i niczego już nie musiała się bać. Zastanawiała się, czy tata również zginął. Przyszło jej do głowy, że jeśli tak, to może też błąka się po okolicy, i postanowiła się rozejrzeć.

Na zboczu zaraz za naprawioną barierką spostrzegła na pylistej ziemi okruchy szkła i kawałek czarnego plastiku, a parę metrów dalej pęknięte lusterko samochodowe. I nic więcej. Dotarło do niej, że wypadek nie wydarzył się wczoraj ani przedwczoraj. Musiało minąć więcej czasu.

Pomyślała o mamie, o domu, ale wspomnienia były blade, niewyraźne, jakby woda wypłukała z nich kolory. To skojarzenie sprawiło, że wzrok dziewczynki znów powędrował ku rzece. Bura toń wabiła ją, a zarazem przerażała. Blade niebo, droga, pędzące auta, rozbite szkło na poboczu – to wszystko wydawało się odległe, nierealne jak film. Nie dotyczyło jej. Rzeka była prawdziwa.

Dziewczynka ostrożnie zeszła po zboczu i usiadła nad samą wodą. Przy brzegu walały się plastikowe butelki, puszki, zatopiona do połowy opona. Bzyczały muchy.

Jaskółka śmignęła nad samą powierzchnią wody, a z oddali doleciał pomruk grzmotu. Dziewczynka dopiero teraz spostrzegła, że niebo na horyzoncie zrobiło się ciemne. Czy ktoś, kto nie rzuca cienia, może zmoknąć od ulewy? Spróbowała zamoczyć w rzece czubek buta, potem całą stopę, potem obie stopy. Białe tenisówki pozostały suche.

Ulegając nagłej pokusie wskoczyła do wody, zanurzając się z głową. Ogarnął ją mokry chłód i mdły, lekko ściekowy zapach. Nie potrzebowała oddychać, jej ciało nic nie ważyło, a mimo to opadła na dno, gdzie falowały wodorosty, leżały pokryte mułem kamienie, butelki, garnki, a także obrośnięte glonami stare meble i co najmniej jedna lodówka. Światło padające z góry miało brązowozielony odcień.

Nagle poczuła, że ktoś na nią patrzy.

Odwróciła się. W toni unosiła się ciemna, obca postać. Dziewczynkę ogarnął lęk, zaraz jednak przypomniała sobie, że nie ma się czego bać, przecież jest martwa.

Nieznajomy zbliżył się powoli, omijając zatopione rupiecie. Gapiła się na niego, usiłując odgadnąć, kto to i skąd wziął się na dnie rzeki. Miał na sobie garnitur i był stary, chyba starszy od jej dziadka. Siwe włosy falowały wokół jego głowy, poruszane słabym nurtem, a pomarszczone oblicze o obwisłych policzkach wyglądało trochę jak gumowa maska.

Dziewczynka chciała się przywitać, ale odkryła, że nie potrafi wydobyć głosu. Obejrzała się przez ramię. W brązowozielonej toni pojawiły się kolejne dwie sylwetki – zgarbiona kobieta w chustce i dziecko, chyba chłopczyk. Wszyscy troje wpatrywali się w nią w milczeniu. Odniosła wrażenie, że czegoś chcą, ale nie wiedziała czego.

Mężczyzna rozchylił usta i zobaczyła, że jego zęby świecą zielono.

– Woda wie – powiedział albo powiedziała to rzeka, cicho, głucho, bulgotliwie. – Woda pamięta.



* * *


Błyskawica rozdarła chmury, chwilę później rozległ się grzmot. Pierwsze krople deszczu upstrzyły asfalt.

Za życia dziewczynka bała się burz. Teraz nie. Spokojnie patrzyła, jak wiatr wzbija kurz i targa gałęziami, a ściana ulewy przybliża się, pochłaniając widoczne w oddali obiekty. Las, odległe domy, pojedyncze drzewa i krzaki kolejno znikały za zasłoną deszczu. Cichy szum szybko przemienił się w donośne pluskanie, tak jakby ktoś podkręcił dźwięk w głośnikach, a potem strugi wody zaczęły siec zakręt szosy, naprawioną barierkę i skarpę, przenikając przez niematerialną sylwetkę dziewczynki jak przez mgłę.

Odkąd wynurzyła się z rzeki, z godziny na godzinę stawała się coraz bledsza i bardziej przezroczysta. Martwiło ją to. Nie znalazła taty, tylko tamtych dziwnych ludzi na dnie. Nic jej nie powiedzieli, staruszek powtarzał tylko „Woda wie, woda pamięta”, a kobieta i dziecko kiwali głowami. Dziewczynka zdążyła obejrzeć w swoim krótkim życiu wystarczająco dużo filmów, żeby się domyślić, że to dusze pechowców, którzy utonęli w rzece. Może jej miejsce było razem z nimi, ale nie chciała zostawać w mętnej toni, gdzie stare opony i niepotrzebne meble pokrywają się coraz grubszą warstwą mułu i oślizgłych glonów. Dlatego uciekła, wróciła na powierzchnię.

Teraz przyglądała się obojętnie, jak na niebie zapalają się i gasną świetliste zygzaki, drogą od czasu do czasu przejeżdżają auta z włączonymi wycieraczkami, a wokół zapada zmierzch. Obserwując ulewę, pomyślała z niepokojem, że może do rana przestanie istnieć, stopi się w jedno z mrokiem i deszczem.

W oddali zabłysła kolejna para reflektorów. Samochód jechał powoli, jakby kierowca rozglądał się za skrętem w boczną drogę. W końcu auto zjechało na pobocze i zahamowało przy naprawionej barierce.

Błysnęło, huknął grzmot. Kolejna błyskawica oświetliła otwierające się drzwi po stronie kierowcy.

– Hej, ty! – Głos należał do kobiety. – Przyjechałam po ciebie. Wsiadaj.

Wzruszając ramionami, dziewczynka zsunęła się z barierki i podeszła do auta. Otworzyła tylne drzwi (trochę ją zdziwiło, że jej niematerialna dłoń zdołała ująć klamkę, zamiast przez nią przeniknąć jak przez powietrze) i wsunęła się do środka. Wnętrze samochodu pachniało dziwnie, jakby piernikami, cynamonem i dymem. Raptem przypomniała sobie baśń o Jasiu i Małgosi.

– Zamknij drzwi, tylko ostrożnie, nie trzaskaj – powiedziała nieznajoma. – Nie boisz się latać?

Latać? Dziewczynka nagle pomyślała, że może wszystko, co ją spotkało, jest tylko dziwacznym snem, z którego lada chwila przyjdzie się jej obudzić. Nic na świecie nie ucieszyłoby jej tak bardzo, jak dźwięk budzika obwieszczający, że pora wstawać i szykować się do szkoły.

– Nie – powiedziała nieznajoma, jakby czytając jej w myślach. Ruszyła energicznie, aż mokry żwir zgrzytnął pod kołami. – Obawiam się, że to nie sen. Naprawdę nie żyjesz.

Kim pani jest? – chciała spytać dziewczynka, ale nadal nie mogła mówić.

Kobieta dodała gazu, nie przejmując się mokrą nawierzchnią. Samochód przyśpieszył do niebezpiecznej w tych warunkach prędkości. Światła reflektorów cięły mrok, ukazując jedynie deszcz i asfalt.

A potem, niczym startujący samolot, auto oderwało się od ziemi. Nagły, fantastyczny przypływ euforii sprawił, że dziewczynka krzyknęła bezgłośnie. Wnętrze samochodu falowało, ulegało przemianie. Dach zniknął, podobnie jak szyby i siedzenia. Znajdowała się teraz na grzbiecie olbrzymiego stworzenia, miarowo bijącego błoniastymi skrzydłami. Twarde, zachodzące na siebie łuski okrywały jego ciało niczym zbroja. Smok. To mógł być tylko smok.

Bestia odwróciła osadzoną na długiej szyi głowę, zalśniły wielkie złote ślepia.

– Nie bój się – powiedziała głosem kobiety. – Teraz już wszystko będzie dobrze.




2020-12-12

W roku 2020 wszyscy jesteśmy Roszpunką

 

Pamiętacie Roszpunkę z filmu "Zaplątani"? Księżniczkę porwaną z kołyski jako niemowlę, którą przybrana matka więzi w wieży? Roszpunka wynajduje sobie w zamknięciu mnóstwo zajęć - maluje, kucharzy, gimnastykuje się, sprząta, bawi ze swoim kameleonem, szyje, robi świece, czyta książki - ale nijak jej to nie pomaga uciec przed świadomością, że prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, na zewnątrz.  Że egzystencja w areszcie domowym, bez kontaktu z ludźmi, jest jednostajna, smutna i pusta.

Epidemia covidu z towarzyszącymi jej obostrzeniami zafundowała nam wszystkim łagodniejszą wersję syndromu Roszpunki. Niby nie siedzimy w zamknięciu (chyba że mieliśmy pecha zachorować lub trafić na kwarantannę), możemy wyjść po zakupy, na spacer, pojechać do lasu. Jeśli nie straciliśmy pracy, to pracujemy - jedni zdalnie, inni tak jak zawsze, jeszcze inni (jak mój mąż) raz tak, raz tak. Życie towarzyskie kwitnie w Internecie, rok 2020 przyniósł też zdalne lekcje, szkolenia i kursy, zdalne warsztaty literackie, a nawet zdalne targi, konwenty i inne imprezy. Wszystko to nie zmienia faktu, że po iluś miesiącach egzystowania w trybie praca-dom-spacery-Internet człowiek strasznie by chciał już nie to, że wsiąść w pociąg i pojechać na konwent, ale choćby włożyć ładną bluzkę i pójść na kilkuosobowe spotkanie towarzyskie u znajomej (jedno z tych spotkań, na które w ostatnich latach raczej nie chodziłam, tłumacząc się brakiem czasu, a teraz kajam się i przyznaję, że był to błąd...). Mniej introwertyczna przyjaciółka śmieje się ze mnie, że ona już w kwietniu chodziła po ścianach, a ja dopiero teraz się obudziłam, że "jest grudzień, hm, coś dawno ludzi nie widziałam"! No niestety, tak - jest grudzień 2020 i nadszedł ten moment, kiedy powszechny lockdown zaczyna męczyć nawet tak zdeklarowaną introwertyczkę jak ja.


(Tangled via Walt Disney Pictures)


Na pocieszenie próbuję sobie mówić, że kiedy już sezon grypowy się przewali i statystyki zachorowań na covid zaczną spadać, odbiję sobie ograniczenia, wychodząc do ludzi - w szczególności spotkam się z różnymi osobami, z którymi nie było okazji/czasu się widywać jeszcze przed pandemią. Poza tym oczywiście naiwnie liczę, że w 2021 uda się zaliczyć choćby JEDEN konwent. Zobaczymy...

Jedno, co mi poprawia humor w ten weekend, to fakt, że wczoraj przyszły egzemplarze autorskie antologii "Harde Baśnie" i są PRZE-CUD-NE!!! Serio, to jest obłędnie pięknie wydana książka. Ta okładka, ten lisi pyszczek, ten pomarańczowy grzbiet! I jaka gruba! Musiałam przearanżować książki na półce (trylogia husycka Sapkowskiego została przeniesiona jedną półkę niżej, przez co sąsiaduje teraz z "Teatrem węży", skądinąd adekwatnie), żeby "Harde Baśnie" mogły dumnie stanąć obok swojej starszej, szczuplejszej siostry.





2020-11-28

"Harde Baśnie" - pakiety promocyjne

 

Mam nadzieję, że trzymacie się ciepło i zdrowo w końcówce tego ponurego listopada. Jak to w życiu bywa, mam dla Was parę dobrych wiadomości i jedną złą. (Ci, którzy śledzą doniesienia z Facebooka, już wiedzą.) 

Zła wiadomość jest taka, że koronawirus nawiedził drukarnię, która miała drukować "Harde Baśnie". Kilka osób wylądowało na kwarantannie, a co za tym idzie, wysyłka egzemplarzy ruszy z poślizgiem: 4 grudnia zamiast 26 listopada. No niestety, taki mamy rok (myślę, że to nie obecność Krysi Chodorowskiej jako trzynastej autorki w zbiorze przyniosła nam tym razem pecha). Mam nadzieję, że ucieszy Was natomiast wieść, że w odpowiedzi na liczne głosy nawołujące do obniżenia ceny "Hardych Baśni" w SQN Store pojawiły się nowe propozycje pakietowe.

  • Każdy nabywca papierowego egzemplarza „Hardych Baśni” otrzymuje e-book gratis! Oczywiście każdemu, kto już zakupił książkę, e-book zostanie dosłany za darmo. To nader korzystna propozycja dla wszystkich, którzy A) chcą mieć papier na półce, ale czytać e-booka np. w komunikacji miejskiej; B) chcą mieć e-booka dla siebie, a eleganckie wydanie papierowe na prezent (ew. vice versa); C) chcą zakupić książkę z kimś na spółkę.
  • Cena e-booka zostaje obniżona z 69,99 zł do 55 zł. W związku z tym każdy, kto już zdążył kupić „Harde Baśnie” w tej formie, dostanie zwrot tej różnicy lub – jeśli tak będzie wolał – otrzyma książkę w wersji papierowej.
  • W cenie 90 zł można zakupić pakiet zawierający „Harde Baśnie” oraz „Hardą Hordę” w wersjach papierowych oraz elektronicznych. Cztery wydania w jednym pakiecie, w super cenie!

O ile mi wiadomo, oferty pozostaną aktualne aż do wyczerpania nakładu papierowego.

(Jeśli zaś żadna z tych propozycji nie wydaje się Wam atrakcyjna, z lekkim przymrużeniem oka mogę zaproponować innego e-booka, znacznie krótszego, ale do pobrania zupełnie za darmo - moje opowiadanie Śnieg i lód...)




* * *

A z całkiem innej beczki: skończyłam opowiadanie pt. "Kontrakt Ficerów" utrzymane w podobnych klimatach, jak zbiór Po stronie mroku. 52 tysiące znaków, a w środku między innymi demon, sztuk jeden. Oczywiście nie zamierzam trzymać tego tekstu bezterminowo w szufladzie - mam względem niego konkretne plany, tyle że wymagają one napisania jeszcze co najmniej jednego opowiadania i jednej mikropowieści. Tak, w samym środku pandemii próbuję skompletować drugi zbiorek piekielny złożony z dziewięciu tekstów (siedem już mam). Zobaczymy, co z tego wyniknie - na razie jestem na etapie przeglądania notatek i decydowania, czym domknąć zbiór, żeby ładnie dobić do objętości 450-500 tys. znaków. Zgubiłam zapisane ręcznie notatki dotyczące takiego jednego fajnego pomysłu - były w papierowej teczce, a teczka leży GDZIEŚ w wielkim bałaganie na moim regale - ale w plikach na laptopie mam zanotowane ze trzydzieści innych pomysłów w samych tylko klimatach piekielnych, więc myślę, że coś wybiorę.


2020-11-19

"Harde Baśnie" - FAQ




Jeśli jeszcze nie widzieliście tej okładki na Facebooku albo Instagramie, bo na przykład nie bywacie w social mediach, patrzcie i podziwiajcie! Oto drugie "dziecko" Hardej Hordy w całej krasie, z grzbietem jak płomień albo lisie futro. 

Na okładce ponownie widnieją elementy nawiązujące do każdego opowiadania ze zbioru, więc proponuję zgadywankę - jak myślicie, który motyw graficzny jest do czyjego tekstu? W czyim opowiadaniu pojawia się kaczka, a w czyim łabędź? U kogo jest lis, u kogo wilk, u kogo smok? Dziki bez? Hiacynt i biała róża? Jabłko i kameleon? Biały niedźwiedź? Gąszcz zarośli i domek z piernika? A grzebień, lusterko i sztylet?

Przedsprzedaż tu (zakładka gratis, wysyłka ruszy w okolicach 26 listopada).

Poniżej skopiowałam jeszcze odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, jakie przewijały się na Facebooku w odniesieniu do tej antologii (poniższe oficjalne FAQ, skonsultowane z wydawcą, pojawiło się w zeszłym tygodniu na fanpage'u Hardej Hordy).

Czy pojawi się e-book? 
TAK! W SQN Store będzie dostępny e-book - ale uwaga: jego premiera będzie opóźniona względem książki papierowej. Na razie nie jesteśmy w stanie podać daty. Wiemy, że niektórych może to rozczarować, ale nie mamy na to wpływu.

Czy pojawi się pakiet "Harda Horda" + "Harde Baśnie"? 
TAK! Pakiet jest już dostępny w przedsprzedaży, z atrakcyjną zniżką (i z zakładką gratis).

Czy oprawa jest twarda?
TAK!

Czy będzie spis treści? 
TAK! Chochlik drukarski, który zachochliczył spis treści z "Hardej Hordy", tym razem został prewencyjnie spacyfikowany!

Czy to zbiór opowiadań dla dorosłych fanów fantastyki? 
TAK! Zdecydowanie, nie kupujcie tej książki w prezencie dla przedszkolaków czy uczniów podstawówki! To teksty fantastyczne inspirowane baśniami, ale absolutnie nie baśnie dla małych dzieci! 

Czy pojawi się bookbox? 
NIE. Dostępna jest jedynie zakładka.

Czy książka będzie dostępna w innych księgarniach? 
NIE. Antologia "Harde Baśnie" wychodzi w serii SQN Originals, a więc SQN ma wyłączność na jej sprzedaż. Dotyczy to zarówno papieru, jak i e-booka. Wiemy, że każdy z was ma ulubione księgarnie, ale objętość zwiększająca koszty druku (znacznie większa niż w przypadku HH!) oraz pandemia sprawiły, że najrozsądniejszą decyzją było wydanie "Hardych Baśni" właśnie w SQN Originals. 

Czy e-book będzie dostępny w Legimi albo Empik Go? 
NIE. Ponownie, to SQN Originals - wyłączność na dystrybucję ma SQN.

Czy w książce są ilustracje? 
NIE. Wyszło nam tak dużo literek, że na ilustracje już nie starczyło miejsca.