2019-06-03

Warszawskie Targi Książki 2019 - niedziela



W niedzielę byłyśmy z Cranberry dzielne, wstałyśmy o nieludzko wczesnej porze i w chłodzie poranka wśród krakania wron poszłyśmy zagłosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Stanęłyśmy przed drzwiami lokalu wyborczego za pięć siódma, tuż przed jego otwarciem. Razem z nami czekał jeszcze jakiś starszy pan, chwilę później zjawiło się więcej osób, a także francuska dziennikarka z kamerzystą. Nasze karty do głosowania wylądowały w pustej urnie jako druga i trzecia. 

Kiedy w okolicach dziesiątej zjawiłyśmy się na Stadionie Narodowym, na promenadzie panowały pustki. Przywitałyśmy się z dyżurującą na stoisku zajdlowym Martą Kisiel. Wykorzystałam chwilę spokoju, żeby obejrzeć tudzież obfotografować umieszczoną przy Strefie Fantastyki wystawę okładek Fantastyki i Nowej Fantastyki (słynna okładka pierwszego numeru z 1982 r. jest doprawdy uroczo ohydna i anatomicznie oraz politycznie niepoprawna!) oraz wystawę cudownych ilustracji Rocha Urbaniaka przedstawiających różne surrealistyczne pejzaże: miasto utrzymywane w powietrzu przez balony, steampunkowa latająca wyspa niesiona przez ptaki, wyspa będąca zwiniętym kamiennym smokiem z rosnącymi wzdłuż grzbietu drzewami, słoń dźwigający namioty cyrkowe, klatki z kanarkami i diabelskie koło, arlekin jadący powozem, wokół którego fruwają papierowe żurawie...








Przed jedenastą w Strefie Fantastyki zaczęły się pojawiać i entuzjastycznie witać dziewczyny z Hordy, zaroiło się też od ludzi, którzy prosili o autografy na antologii. Publiczność powoli zaczynała się gromadzić w oczekiwaniu na nasz panel, prowadząca Silaqui nieśmiało nawoływała, że już czas, żebyśmy zajęły miejsca... Kiedy nie było reakcji, mikrofon przejęła Milena Wójtowicz i zwołała niesforną Hordę na podium. Okazało się, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania – krzeseł oraz miejsca na wygodnej małej kanapie starczyło dla wszystkich. Po zajęciu miejsc zorientowałyśmy się, że brakuje Ani Kańtoch i Krysi Chodorowskiej. Ponieważ czas naglił, Silaqui zdecydowała, że zaczniemy bez nich, i rozpoczęła panel, prosząc wszystkie panelistki, żeby się kolejno przedstawiły i powiedziały kilka słów o sobie. Zanim mikrofon zdążył przejść przez jedenaście par rąk, przybiegły Ania i Krysia. Ta ostatnia przejęła mikrofon i przedstawiła się z komentarzem: „spóźniłam się, bo głosowałam i wy też powinniście!"



Cała Horda na panelu (fot. Agnieszka Kolano, Dowolnik)


Ponieważ dyskutantek było trzynaście, a do dyspozycji tylko godzina, na panelu padły jedynie dwa pytania: „Opowiedzcie w kilku słowach o swoim opowiadaniu w antologii” i „Co daje wam uczestnictwo w Hordzie”. Mówiłyśmy o tym, że Horda działa jak grupa wsparcia, że można w niej znaleźć pomoc w kryzysach twórczych i nie tylko, ale też dostarcza pozytywnej motywacji do pracy, jest źródłem merytorycznej wiedzy na tematy wydawnicze oraz ma znacznie większy potencjał reklamowo-marketingowy niż każda z nas oddzielnie. Po panelu zrobiłyśmy sobie na podium historyczne selfie całej trzynastki, następnie zaś podążyłyśmy na dyżur autografowy na stoisko SQN.

Na stoisku SQN, kochani, czekała na nas niespodzianka w postaci gigantycznej kolejki. Mega-kolejki!

W pierwszej chwili sądziłyśmy, że to kolejka do Kuby Ćwieka albo Jakuba Małeckiego. A potem dotarło do nas, że wszyscy ci ludzie trzymają egzemplarze antologii Harda Horda...

Radosny chaos zbiorowego składania autografów trwał dobrze ponad godzinę. Podobno ktoś z ochrony Targów wyraził zaniepokojenie, a Aneta Jadowska uspokoiła go, że to nie jej pierwsze rodeo i damy radę... Wieść gminna głosi też, że kiedy my podpisywałyśmy jak szalone (mając do dyspozycji jeden mikroskopijny stoliczek, więc radziłyśmy sobie, jak się dało: jedne podpisywały w powietrzu, inne na kolanie), przez kolejkę przebijali się tatuś z małym synkiem, synek spytał tatę, co tu się dzieje, a tata na to: „Jakiś pan pisarz podpisuje swoją książkę”...

Wreszcie maraton podpisywania dobiegł końca. Sprzedały się wszystkie egzemplarze Hardej Hordy, jakie SQN przywiózł na Targi, co do ostatniej sztuki! Złożyłyśmy jeszcze autografy na dużej tekturze z reprodukcją okładki Hardej Hordy, która ma iść na aukcję na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Marta Kisiel pobiegła truchtem na swój kolejny punkt programu, reszta Hordy udzieliła krótkiego wywiadu przed kamerą, nie wiem nawet dla kogo, kończąc chóralnym okrzykiem „HARDA HORDA!!!” Na koniec na stoliczku pojawił się tort urodzinowy Oli Janusz (dietetyczny: składał się głównie z kremu z truskawek i mascarpone, z erytrytolem zamiast cukru i gorzką czekoladą w biszkopcie). Gdy został z entuzjazmem pożarty, kolejne dziewczyny zaczęły się żegnać i znikać, i dopiero teraz dotarło do mnie, że pierwszy w historii sabat Hordy właśnie dobiegł końca. Pustawe stoisko SQN, wokół pustawa promenada... Poczułam się trochę tak, jakbym się obudziła z niesamowitego snu.

Chwilę później na stoisku SQN zjawiła się Aleksandra Klęczar z bloga Terrae Ignotae. Za jej namowami poszłyśmy z Cran na prelekcję popularnonaukową Agnieszki Fulińskiej o synu Napoleona, Napoleonie II znanym jako Orlątko (fr. Aiglon), który zmarł na gruźlicę w wieku 22 lat. Jakoś po szesnastej szczęśliwe, ale zmęczone nadmiarem wrażeń ruszyłyśmy na dworzec.


I jeszcze zdjęcia:




Publiczność na panelu Hordy.



Historyczne selfie Hordy (fot. Agnieszka Kolano, Dowolnik)



Na stoisku SQN (zdjęcie dzięki uprzejmości Magdaleny Kubasiewicz)



Wywiad na stoisku SQN (zdjęcie dzięki uprzejmości Magdaleny Kubasiewicz)



W kontekście pytania "Co wam daje Harda Horda" ta fotka mówi więcej niż tysiąc słów! (zdjęcie dzięki uprzejmości Magdaleny Kubasiewicz)



2 komentarze:

  1. Anonimowy3.6.19

    Ale fajne wszystko!!!!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja tama byłam! Nie, nic nie piłam, ale autografy zbierałam, sprytnie, do notesika. :)
    Szaleństwo na SQN długo będzie wspominane, co nie? ;)

    Cieszę się ogromnie, że miałam możliwość poznać te dziewczyny, których jeszcze nie znałam. Ucieszyła mnie Milena, rozpoznała mnie :) Ania Cran - przesympatyczna.
    Krystyna Chodorowska - ależ ona ma piękną dykcję i staranność w wysławianiu się, sama bym tak chciała.

    OdpowiedzUsuń