2016-11-29

Podróż autostradą snów



Jonathan Lethem, Amnesia Moon 6/10

Amnesia Moon to bardzo dziwna książka. Przyznam się, że gdy czytałam ją po raz pierwszy, ani w ząb nie zrozumiałam, o co chodzi. Przeczytałam ponownie – wtedy coś niecoś zaczęło mi świtać, choć nie do końca. Niektóre wątki wciąż jeszcze stanowią zagadkę; może jednak o to właśnie chodziło autorowi?

Akcję ciężko streścić w paru zdaniach, nie opowiadając wszystkiego scena po scenie. Rzecz rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, w nieokreślonym czasie, choć na pewno w niezbyt odległej przyszłości. Cały kraj został spustoszony przez zagadkowy kataklizm – niektórzy twierdzą, że była to wojna atomowa, inni, że najazd Obcych. Hatfork w stanie Wyoming to miasto zamieszkane przez mutantów i degeneratów. Chaos – mężczyzna o okaleczonych wspomnieniach, dręczony przez dziwaczne sny – ucieka stamtąd wraz z porośniętą sierścią dziewczynką, Melindą. Wspólnie podróżują na południe, odwiedzając kolejne miasta – hermetyczne enklawy, rządzone przez ludzi mających dar wpływania na świat materialny za pomocą snów. Chaos posiada ten sam dar, jednak nie zależy mu na rządzeniu kimkolwiek. Woli uciekać... Podróż nie zbliża go ani trochę do prawdy na temat katastrofy, tak naprawdę nie wiadomo, czy katastrofa w ogóle się wydarzyła.

Równocześnie Chaos odbywa jednak pielgrzymkę w głąb własnej jaźni, w głąb pamięci. Tu również na żadne pytanie nie ma jasnej odpowiedzi. Zagadki rodzą kolejne zagadki. Czy Chaos naprawdę nazywa się Chaos, czy też Moon, Everett, a może Everett Moon? Co go kiedyś łączyło z piękną Gwen, która wciąż nawiedza jego sny? Gdzie podział się dawny przyjaciel Cale Hotchkiss? Sny współtworzą rzeczywistość, rzeczywistość rozwarstwia się na majaczenia.

W wizję świata zniszczonego kataklizmem autor wplótł elementy współczesnej amerykańskiej rzeczywistości: McDonald’s, Hollywood, cotygodniowe wyprawy do centrum handlowego, zakurzone autostrady, ksenofobiczne małomiasteczkowe społeczności... W oryginalnej z pozoru historii odnajdziemy trochę nawiązań, głównie do kultowych filmów drogi, takich jak Easy Rider czy Znikający punkt. Chaos/Everett – nieświadomy reguł świata, w którym żyje, lecz niestrudzenie poszukujący prawdy – przypomina chwilami Case’a z kultowej powieści Williama Gibsona Neuromancer. Obrazy odwiedzanych przezeń miejsc też mocno trącą Gibsonem, zwłaszcza świątynia pełna zdezelowanych robotów-teleewangelistów. Amnesia Moon nie jest jednak powieścią cyberpunkową, prędzej już surrealistyczną. A właśnie – czy pustynia, złoty zegar oraz postać ludzka, która po bliższych oględzinach okazuje się stosem połci mrożonego mięsa, to nie są czasem świadome nawiązania do twórczości Salvadora Dali?

Niektórzy pisarze grzeszą gadatliwością; Lethem moim zdaniem nadużywa niedopowiedzeń. Nie zaszkodziłoby, gdyby od czasu do czasu zatrzymał się dłużej na jakimś opisie albo dokładniej wytłumaczył zdarzenie... Mimo to książkę oceniam pozytywnie ­– za oryginalność, poetyckość, atmosferę trochę jak z filmów o Mad Maksie, trochę jak z biblijnych przypowieści.

Dla tych, którzy dokładnie czytają i lubią śnić.



Jonathan Lethem, Amnesia Moon
Tłumaczył Mirosław P. Jabłoński
Rok wydania: 1995
Wydawca: Zysk i S-ka
ISBN 83-7150-296-6


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza