2017-09-04

Polcon 2017 - fotorelacja i kilka słów


Polcon zawitał w tym roku do Lublina po raz trzeci w swej historii (poprzednie lubelskie edycje tego najsłynniejszego polskiego konwentu przypadły na lata 1994 i 2006). Odbywał się w dniach 24-27 sierpnia na miasteczku uniwersyteckim Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, czyli mojej alma mater. Miał swoje plusy i minusy, ale z perspektywy uczestników wypadł raczej sympatycznie, chociaż ja na pewno postrzegałam wszystko przez różowe okulary, albowiem - POLCON NA MIASTECZKU UNIWERSYTECKIM UMCS!!!! (tu wstawić serduszka, gwiazdeczki, tęcze i podskakujące cheerleaderki). Zawzięłam się, że na dniach napiszę dokładniejszą relację (i omówię w niej szerzej wspomniane tu plusy i minusy), a tymczasem wrzucam po prostu garść zdjęć z komentarzami. 



Akredytację, punkt informacyjny oraz stoiska handlowe ulokowano w namiotach wzdłuż uliczki prowadzącej do akademików.



Stoisko Nagrody im. Janusza A. Zajdla znajdowało się w Chatce Żaka.



Dużym plusem konwentu były przestronne aule, w których odbywały się prelekcje, spotkania z autorami i panele dyskusyjne.



Czwartek - Elżbieta Gepfert i Piotr W. Cholewa opowiadają o historii Polconu. Zapadła mi w pamięć anegdota o gościu zagranicznym, który w mrocznych latach PRL-u wzbudził zachwyt Polaków, przywożąc i rozdając dużą liczbę kalkulatorków Casio na fotokomórkę ("szklane paciorki dla dzikusów", jak to ujęła Ela).



Piątek - panel o debiutach literackich, dyskutują autorzy z wydawnictwa Genius Creations. (Od lewej: prowadzący czyli Paweł Majka, Marta Krajewska, Anna Hrycyszyn, Anna Nieznaj oraz Marta Kładź-Kocot, którą w informatorze przemianowano na Małgorzatę.)




Konwentowicze masowo stołowali się w pobliskiej plackarni przy kinie "Bajka", pożerając ogromne ilości placków ziemniaczanych, pizzy, penne ze szpinakiem i (podobno pysznego) sernika. Z tego co zaobserwowałam, placki mogły być z cukinią lub boczkiem, a w charakterze dodatku występowały: śmietana, sos lub wędzony łosoś. (Na pierwszym planie medytuje nad piwem Paweł Majka.)




Żywe reklamy "Teatru węży". Trzeba było uczcić przedpremierę wznowienia "Dwóch kart"! (Autorem pięknej grafiki na koszulkach jest Jeremiasz Bremer.)




Egzemplarze "Dwóch kart" obok stoiska autografowego w sobotę. Cudny widok, ale jeszcze bardziej wzruszyło mnie (oraz trochę spłoszyło, nie jestem przyzwyczajona) to, że pierwszy raz w życiu miałam kolejkę po autografy!




"Dwie karty" na stoisku w doborowym towarzystwie. Podobno ładnie się sprzedawały pomimo tego zakapturzonego straszydła na okładce ;) (Pisałam na Facebooku, ale napiszę i tutaj, że wyjaśniło się, dlaczego Krzyczący w Ciemności na okładkach Rebisu jest niepodobny do siebie - po prostu bez mojej wiedzy wybrał się do wydawnictwa i zabronił upubliczniać swój prawdziwy wizerunek...)



Pamiątkowe zdjęcie z Anną Kańtoch (gość honorowy Polconu) oraz Angusem Watsonem, autorem cyklu "Czas żelaza". Tegoroczny Polcon odwiedziło jeszcze troje innych autorów zagranicznych: Catherynne Valente, Siri Pettersen i Lavie Tidhar.




Książki znajomych autorek na stoiskach Naszej Księgarni i Uroborosa.



Sobota - Martyna Raduchowska opowiada o profilowaniu seryjnych morderców.



Gala Zajdlowa (statuetki zdobyli w tym roku Michał Cetnarowski i Łukasz Orbitowski za opowiadanie "Wywiad z Borutą" oraz Krzysztof Piskorski za powieść "Czterdzieści i cztery").



Stoisko promujące nasz rodzimy, lubelski festiwal fantastyki - Falkon.



Stoisko z henną (na rękach wielu kobiet widziałam fantazyjne ciemnobrązowe wzorki - niekiedy dość nieortodoksyjne, jak rower otoczony kwiatami albo budka policyjna z serialu "Doctor Who").

Jeśli o mnie chodzi, wygłosiłam w czwartek swoją prelekcję o historii medycyny, w piątek wzięłam udział w panelu "Fantastyczny Lublin", zaliczyłam drobny wycinek licznych konwentowych atrakcji (byłam na spotkaniu autorskim z Angusem Watsonem, wysłuchałam kilku prelekcji i paneli, niestety nie udało mi się obejrzeć żadnego pokazu ani być na żadnym z koncertów), odbyłam dwa dyżury autografowe, spotkałam się z dawno niewidzianymi znajomymi i radośnie szpanowałam koszulką reklamującą "Teatr węży". Cztery dni na Polconie upłynęły jak błyskawica... a teraz z kolei odliczam dni do Coperniconu (22-24 września, Toruń).



3 komentarze:

  1. To były bardzo krótkie 4 dni :-). Choć wspomnień mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, krótkie! Na konwentach człowiek zwykle jest w biegu i widzi się ze znajomymi w przelocie.

      Usuń
  2. Anonimowy7.9.17

    Gratuluję autografów! i zabronił upubliczniać swój prawdziwy wizerunek...) - i ma rację!Miło było Cie zobaczyć! I dziękujemy za piękny -Tshirt.
    Mam nadzieję,ze uda się nam przyjechać na Copernicon.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń