2018-01-17

Wieści styczniowe


Zima, nareszcie prawdziwa zima ze śniegiem... a ja powracam z garścią wieści.

Przede wszystkim dostałam z wydawnictwa Rebis informację, że planowana na styczeń premiera wznowienia W mocy wichru została przesunięta na 6 marca. Przyczyną opóźnienia są przedłużające się prace nad okładką. (Jeżeli ktoś wypatrzył na stronie Empiku niezbyt udaną okładkę trzeciego tomu, niech zapomni, że ją widział - to wstępny projekt, który został wstawiony online przez pomyłkę, mają zdjąć.)

Mam też inną, znacznie lepszą wiadomość, a w zasadzie dwie. Po pierwsze - zapowiadana tu od jakiegoś czasu niespodzianka stała się ciałem! W druku ukazało się nowiutkie, premierowe opowiadanie o Krzyczącym w Ciemności pt. Czarne i czarniejsze. Mroczne jak diabli (powyżej średniej żmijowej) i lubię je :)


Po drugie - ukazało się ni mniej, ni więcej, tylko w nowej inkarnacji dawnego kultowego miesięcznika Fenix, tego samego, na którego łamach w grudniu 1998 (prawie 20 lat temu!) debiutowałam swoim pierwszym opowiadaniem o Krzyczącym. Jestem wzruszona i szczęśliwa.

Tak, historia zatoczyła koło i Fenix - pierwotnie wydawany w latach 1993-2001 - powraca na rynek w nowej szacie jako Fenix: Antologia, cykliczna antologia opowiadań, publicystyki i komiksu. Nowym redaktorem naczelnym, po Rafale Ziemkiewiczu i Jarosławie Grzędowiczu, został pisarz postapo Bartek Biedrzycki. W pierwszym numerze oprócz Krzyczącego znalazły się opowiadania Rafała Cichowskiego, Pawła Ciećwierza, Tomasza Fijałkowskiego, Romka Pawlaka i Marty Sobieckiej, a także publicystyka branżowa i komiksy.

Fenix: Antologia w wersji papierowej liczy sobie 146 stron A5 (taka zgrabna książeczka, trochę grubsza od dawnych Fenixów) i kosztuje 19.50 PLN. W chwili obecnej, parę dni po premierze, można go kupić w księgarniach Solaris oraz Gildia (sklep timof i cisi wspólnicy oferuje egzemplarze kolekcjonerskie z autografami Grzędowicza i Biedrzyckiego). Już wkrótce powinien pojawić się w ofercie kolejnych sklepów internetowych. Bezpośrednio w redakcji można zamówić ebooka za 7 PLN (format .epub i .mobi, bez ilustracji i komiksów). 

Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie magazynu: fenix-antologia.pl oraz na Facebooku: facebook.com/Fenix.AntologiaNa blogu Matki Przełożonej już ukazała się recenzja bieżącego numeru.

***

Skoro o recenzjach mowa, zupełnie z innej bajki: niedawno dałam się namówić na przeczytanie i zrecenzowanie zbioru opowiadań Davida Vanna pt. Legenda o samobójstwie. Książka głośna, częściowo inspirowana faktami, w nieco podobnym stylu jak Szklany klosz Sylvii Plath (tytułowe samobójstwo popełnił ojciec autora), zdobyła sporo nagród. Czytałam ją z ciekawością, bo lubię ponurą, nieoczywistą prozę obyczajową. Nie spełniła moich oczekiwań w stu procentach, a swoje wrażenia po przetrawieniu całości określiłabym jako... skomplikowane. Z jednej strony lubię taką właśnie prozę - zwięzłą, z wyrazistymi obrazami, z ładną i czytelną symboliką. Z drugiej - bohaterowie Legendy... są tak mi obcy światopoglądowo, tak niesympatyczni i zwyczajnie, po chamsku głupi, że rozpaczliwie brakowało mi empatii. W latach nastoletnich zanudziłabym się i przerwałabym lekturę w połowie; teraz z poczucia obowiązku doczytałam do końca, ale czerpiąc z tego wyłącznie satysfakcję intelektualną i ani grama emocjonalnej. Jestem czytelnikiem, a nie krytykiem literackim, i wydaje mi się, że książki czyta się jednak "dla smaku" tudzież przyjemności, a nie dla umęczenia duszy, ale może to znak mojego plebejskiego gustu... Jedno, co tej książce zaliczę na plus, to że faktycznie zapada w pamięć (zwłaszcza opis tego, jak jeden z bohaterów targał ze sobą gnijące zwłoki w śpiworze). Bardziej stonowany (żeby nie rzec - dyplomatyczny) zapis moich wrażeń z lektury Legendy o samobójstwie znajdziecie w Esensji

A z wieści mniej oficjalnych - jestem chwilowo wyzuta z energii i potrzebuję oddechu. Jesienny maraton wyjazdów na konwenty i targi okazał się męczący, po zakończeniu wojaży trzeba było z marszu zająć się pracą (nie pisarską niestety), w Boże Narodzenie też nie bardzo miałam kiedy odpocząć... Przedwczoraj udało mi się dzielnie skończyć i odesłać ostatnie tłumaczenie z listy to-do, która wisiała nade mną od końca listopada. W nagrodę dałam sobie kilka dni luzu, odpoczywam (czytaj: reanimuję się), ogarniam zaległe sprawy i pomału wracam do pisania.

Zdjęcie pochodzi ze strony internetowej magazynu Fenix: Antologia.

6 komentarzy:

  1. Dobry wieczór Pani Agnieszko. Bardzo rzadko zabieram glos w internetowym świecie, a jak już zabieram to dlatego, że coś mną mocno wstrząsnęło. Jestem świeżo po przeczytaniu całej trylogii, która umilała mi przymusowy urlop przeziębieniowy. Toż dla tych książek odmówiłam nawet partyjki tysiąca! Tak bardzo mnie poruszył i wciągnął ten świat, że będę to "odchorowywać", zupełnie jak kiedyś Wiedźmina, Władcę Pierścieni czy Mroczna Wieżę Kinga ;)
    Przy scenie, gdy Krzyczący widzi Anavri w nowej roli, przy boku Kapitana - jako zwolenniczka "happy endu" byłam wściekła i smutna, jak nie wiem! To tylko pokazuje, jak bardzo weszłam w ten świat, jak wiele emocji we mnie wywołały Pani książki, za co dziękuję! Mam nadzieje, że doczekam się kontynuacji. Pozdrawiam Panią. I koty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i cieszę się, że książki spełniły swoje zadanie! Pozdrawiam również! (A koty pogłaszczę.)

      Usuń
  2. Anonimowy20.1.18

    Odpoczywaj sobie. Zapadnij w sen zimowy do marca,a potem pisz! Bardzo sobie ostrzę ząbki na opowiadanie.U nas masa śniegu.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas śniegu umiarkowana ilość. A na liście moich planów na najbliższy miesiąc figuruje przeprowadzka, więc z odpoczywaniem może być tak średnio...

      Usuń
  3. Anonimowy26.1.18

    Najgorsze sa książki,kieliszki i klatki ze zwierzątkami.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Fenix powrócił, z popiołów... To było moje ulubione pisemko, zwłaszcza ten wczesniejszy kieszonkowy format. Pierwszy jaki kupiłem, to ten gdzie były "Białe dłonie", do dziś moje ulubione opko. Fajne info, że coś sie dzieje znowu z Fenixem, wow.

    OdpowiedzUsuń