2021-07-24

W poszukiwaniu starej kreskówki, czyli jak zmarnować wieczór na głupoty (i wcale nie żałować)


Z zegarkową regularnością marudzę tutaj, że nie nadążam za swoim życiem, ciągle jestem rozdarta między różnymi sprawami oraz zobowiązaniami (przy czym z ręką na sercu przyznaję, że duża część problemu tkwi w głowie i kto inny na moim miejscu na pewno radziłby sobie lepiej). Po nieco luźniejszym czerwcu oraz pierwszej połowie lipca znowu wiszą nade mną terminy - jeszcze nie wiem, jak dojść do ładu z rzeczami, które są do przetłumaczenia oraz napisania ASAP. Bardzo możliwe, że - po tym, jak bardzo długo udawało mi się wrzucać wpisy w miarę regularnie - blog zostanie znowu przejściowo "wychłodzony" na miesiąc czy dwa, zobaczymy. Ale tymczasem chciałam się podzielić ciekawostką, o której pisałam już na Fb.

Dość często miewam dziwne impulsy, żeby (bez względu na to, jak pilnie powinnam aktualnie pracować nad czymś innym) rzucić się nagle w szukanie informacji na kompletnie mi chwilowo niepotrzebny, ale interesujący temat. Oczywiście dokłada się to do permanentnego problemu pt. NIEMAMCZASUNANIC i doskonale o tym wiem, ale kto nie ma żadnych złych nawyków, niech pierwszy rzuci kamieniem! 

W ostatnią środę przypadkiem odkryłam, że wśród mnóstwa dziwnych rzeczy, jakie można znaleźć w internetach, są stare animowane bajki rosyjskie (i jak uroczo animowane! niech się Disney schowa!!) zdubbingowane po polsku. Natychmiast mnie podkusiło, żeby spróbować zidentyfikować i odszukać w internetach rosyjski film rysunkowy, który oglądałam w polskiej telewizji ponad 30 lat temu. Zapamiętałam z niego różne szczegóły (niektóre, jak się okazało, niedokładnie - o tym dalej), ale przede wszystkim utkwiło mi w głowie wrażenie, że było to coś absolutnie cudnego, fascynującego, magicznego i z porywającą muzyką. Mimo świadomości, że nie jestem już dzieckiem i kreskówki straciły dla mnie 90% dawnego uroku, bardzo chciałam to dzieło rosyjskiej animacji odnaleźć i zweryfikować swoje wrażenia. Poprosiłam o pomoc znajomych (IRL i na Facebooku), wyliczając w punktach, co pamiętam:

1) wyświetlano ten film w telewizji, zapewne na TVP1, w okolicach Bożego Narodzenia, kiedy byłam jakoś we wczesnej podstawówce (późne lata 80-te, ew. 1990-91), 
2) niewykluczone, że bazował na baśni kazachskiej czy mongolskiej, 
3) główny bohater był księciem i miał dwóch braci,
4) występował tam czarodziejski koń (umiejący latać??) oraz motyw dalekiej i niebezpiecznej podróży,
5) była tam scena, gdzie główny bohater leżał nieprzytomny gdzieś w wysokich górach i/lub wśród wody i śniegu/kry, a koń trącał go pyskiem, 
6) muzyka brzmiała bardzo wyraziście, a głównym motyw przypominał nieco pieśń "Barka" (wiem, to naprawdę dziwne, jakie szczegóły zapisują się w mózgu dziecka i jak człowiek je pamięta po ponad trzydziestu latach!).

Przyjaciółka podsunęła, że skoro w filmie pojawiał się magiczny latający koń, może chodzi o "Konika Garbuska" (dostępny na YouTube i bezsprzecznie uroczy), ale dość szybko doszłam do wniosku, że to nie to - szukałam historii, gdzie główny bohater jest dorosłym, przystojnym, dziarskim carewiczem, a nie małym przestraszonym Wasią w łapciach, który jeździ na garbatym kucyku... Po solidnym przegrzebaniu wyników wyszukiwania w Google zainteresowałam się filmem "Królewna żabka" (ros. Царевна-Лягушка) z 1954 r., znajomi z Facebooka też podrzucili ten sam trop. 

Odszukałam "Królewnę żabkę" na YouTube, obejrzałam i niewykluczone, że to faktycznie było to! Musiałabym założyć, że pamięć dziecka zniekształciła część szczegółów, ale to bardzo możliwe (w dzieciństwie miałam tendencję do tego, żeby nie rozumieć wszystkiego z oglądanych fabuł i dopowiadać sobie rzeczy, które na ekranie wyglądały inaczej). Baśń jest rosyjska, muzyka w zupełnie innym stylu niż zapamiętałam, bardziej pozytywkowa niż porywająco-heroiczna (aczkolwiek przyjemna) i nie zawiera tego motywu, który mocno utkwił mi w głowie - może usłyszałam go w innej kreskówce? Poza tym nie ma sceny z nieprzytomnym księciem na pustkowiu, która została ze mną przez tyle lat jako najbardziej wyrazista i charakterystyczna. Niewykluczone jednak, że mogło mi się nałożyć na siebie parę epizodów: koń carewicza Iwana ginący wśród zamieci i Iwan idący samotnie w śniegu, a potem pijący wodę ze strumienia, oraz Iwan lecący na białym skrzydlatym koniu w końcowej części bajki. Musiałabym też przyjąć, że widziałam ten film kilka lat wcześniej niż wyjściowo obstawiałam, bo jakoś we wczesnej podstawówce czytałam zbiór baśni rosyjskich "Piórko Finista Jasnego, cud-sokoła" i rozpoznałabym, że to, co widzę na ekranie, to baśń "Królewna w żabę przemieniona".

Podsumowując, im dłużej się nad tym zastanawiam, tym mniej jestem pewna, czy moje poszukiwania rzeczywiście przyniosły pożądany efekt. Jeśli przypadkiem znacie film, który może lepiej pasować do opisu podanego w poście, dajcie mi znać! Ale tak czy inaczej, jeśli macie trochę wolnego czasu, polecam obejrzenie "Królewny żabki", bo animacja naprawdę robi wrażenie - trudno uwierzyć, że to jest film z 1954 roku i że w ZSRR robiono tak urocze ekranizacje rodzimych baśni! I występuje tu taki cudowny villain, Kościej Nieśmiertelny o niebieskiej skórze, który mieszka w szczerozłotym zamku oraz przemienia się w kruka! Od siebie powiem jeszcze, że zawsze miałam problem z filmami rysunkowymi w stylu disneyowskim, a podobały mi się właśnie takie, gdzie ludzie są rysowani dość realistycznie (kiedyś już pisałam tu o mojej fascynacji kreskówką "BraveStarr" podczas pobytu w USA w 1988). 

Na zachętę trzy kadry z "Królewny żabki":






4 komentarze:

  1. Anonimowy25.7.21

    Swego czasu oglądałem na youtube stare baśnie rosyjskie (z aktorami). No i... niektóre potrafią napędzić lekkiego stracha, podobnie, jak nasz "Pan Twardowski" z 1936 r. Mają te filmy klimat niesamowitej baśni i lekkiego horroru. Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach PRL-u oglądałem w telewizji stary aktorski film Disneya. Pamiętałem jedynie, że był w tym filmie upiór banshee i w strugach deszczu zajeżdżał jakiś niesamowity karawan z innego świata... Wczoraj poszperałem trochę w necie i już wiem, że ten film to "Darby O'Gill i krasnoludki" z 1959 r. Ten film to coś pięknego: niesamowite kolory, muzyka i klimat starych, irlandzkich baśni... Takich filmów już się nie kręci...

    Paszczaczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooch, opis tego starego filmu brzmi bardzo fajnie!! To prawda, że kino bardzo się zmieniło od tamtych lat, niekoniecznie na lepsze...

      Usuń
  2. Anonimowy25.7.21

    Ruskie bajki były fajne! I filmowe i te cudnie malowane książeczki.Na Koniku Garbusku to ja kiedyś w kinie byłam.Carewicz na pustkowiu,? Sorry, nie pamiętam.

    Chomik
    P.S.A u nas 5 minut padało,o!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy25.7.21

    I jeszcze byłą fajna bajka o świętej wodzie -mnich dał kobiecie święta wodę,jak ja trzymała w ustach,to w domu kłótni nie było.
    A Kościej trzymał duszę w jajku..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń