2021-06-06

Różne sprawy, ambitne plany, miniaturowy lilak i kitku (nie moje)


Zarzekałam się jak żaba błota, że nic nie napiszę na blogu, póki nie dokończę opowiadania pt. "Trzecie dziecko Ewy", ale wyszło jak widać... Utknęłam jakoś w 2/3 długości tekstu, przy czym nawet nie zawiniła blokada pisarska, raczej (po raz kolejny!) przewlekła nieumiejętność zorganizowania się tak, żeby zgrabnie żonglować różnymi zobowiązaniami równolegle. 

W przypływie natchnienia szaleństwa wczoraj przez cały dzień spisywałam notatki do innego opowiadania, które chętnie bym posłała na nabór do pewnej antologii, ale nie wiem, czy wyrobię się na deadline... 16 czerwca insz Allah po dokładnie rocznej przerwie od wyjazdów górskich planujemy z mężem wybyć do Piwnicznej (oboje nadal zaszczepieni tylko pierwszą dawką AstryZeneki, ale co tam, jest ryzyko, jest zabawa). Kiedy spisałam listę rzeczy, które powinnam dokończyć/pozałatwiać/ogarnąć przed wyjazdem, mało nie osiwiałam (to oczywiście efekt odkładania różnych spraw na niesprecyzowane później). A czas ucieka...

Dziś podjęłam decyzję, żeby wrócić do eksperymentu sprzed paru lat (w zmodyfikowanej nieco wersji) i znów narzucić sobie lekki reżim nakazujący codziennie w miarę możliwości:

- poczytać

- pójść na długi spacer/nordic walking

- napisać kawałek tekstu (lub redagować, robić notatki, przepisywać notatki...)

- tłumaczyć (lub pełnić obowiązki redaktorskie w NF)

- sprzątać/gotować, generalnie zdziałać coś w domu

- zrobić przynajmniej 1 lekcję w Duolingo

- opcjonalnie (tu jestem realistką, nie ma szans, żeby dało się codziennie): pogimnastykować się.

Zobaczymy, jakie będą efekty tego wspaniałego postanowienia... Na razie - szok i zgroza - nie dość, że zbiorek nadal niedokończony, a pewne duże tłumaczenie leży odłogiem; okna w mieszkaniu mam nadal niepomyte!! Zwykle myłam je przed Wielkanocą, ale w tym roku uniemożliwiła to zimna wiosna, no i tak jakoś wyszło...

Oprócz szykującego się wyjazdu do Piwnicznej, niestety nie kroją mi się w najbliższych miesiącach żadne dalsze wypady poza Lublin, wystąpienia publiczne ani inne przygody. Mogę się tylko pochwalić, że przetłumaczyłam opowiadanie Carrie Vaughn pt. "Najdzielniejsi z nas dotknęli nieba" (The Bravest of Us Touched the Sky) o lotniczkach z organizacji WASP (Women Airforce Service Pilots) pilotujących wojskowe samoloty w czasie II wojny światowej. Już wkrótce będzie można przeczytać ten tekst w lipcowym numerze NF. Korespondując z autorką dowiedziałam się, że jej ojciec był pilotem wojskowym! Jeśli macie trochę wolnego czasu, zachęcam do poczytania o lotniczkach WASP choćby w Wikipedii, bo to ciekawy temat i dzielne kobiety, które armia Stanów Zjednoczonych po wojnie potraktowała wyjątkowo brzydko, nie zgadzając się, by dalej latały w służbie kraju.

Skoro o tłumaczeniach mowa, zainspirowana zdalnym panelem dyskusyjnym na BookTargu pt. "Tłumacze fantastyki" przymierzałam się, żeby podzielić się tu na blogu paroma anegdotami ze swojej działalności tłumackiej i nawet przygotowałam już notatki do dwóch czy trzech wpisów, ale udało mi się te kartki skutecznie gdzieś zapodziać... Może cudem odnajdą się jeszcze przed wyjazdem. Była tam mowa między innymi o największym wyzwaniu, z jakim się zetknęłam w swojej karierze (i nie, nie był nim sławetny cykl Jamesa Dashnera o więźniach Labiryntu, choć na pewno przypłaciłam kontakt z tymi książkami traumatyczną śmiercią licznych komórek mózgowych).

A żeby zakończyć jakimś miłym wiosennym akcentem, podziwiajcie piękny miniaturowy lilak, który kwitnie teraz w ogródku mojej przyjaciółki, oraz słodkie kitku tejże przyjaciółki (sfotografowane przez właścicielkę). Kitku wabi się Trusia, jest nieśmiała, nieufna i podobno rzadko zdarza jej się pokazywać brzuszek.




Zdjęcie lilaka - fot. autorka bloga, zdjęcie kota - fot. Agnieszka "Achika" Szady


3 komentarze:

  1. Anonimowy7.6.21

    Ja tam myje okna wtedy, kiedy uznam, że są brudne (=zwykle w sierpniu/wrześniu, jak mi drozofile zapaskudzą), a nie wtedy, kiedy "trzeba". Udało mi się skutecznie oprzeć rodzinnemu praniu mózgu.
    Achika
    PS. Trusia pozdrawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że nasze są mocno brudne, bo w pobliżu pylą jakieś drzewa i całe szyby są od zewnątrz zakurzone na żółto :( A Trusia jest kochana! Pogłaszcz ode mnie po wąsatym pyszczku!

      Usuń
  2. Anonimowy8.6.21

    Powodzenia z wyjazdem!
    Sliczne fotki.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń